Wojna się skończyła. A raczej – „wojna”. Trwała dwanaście dni, czyli mniej niż polska majówka i tylko trochę dłużej niż pamięć wyborców. Donald Trump ogłosił zawieszenie broni z takim patosem, jakby właśnie samodzielnie rozbroił Bliski Wschód, przywrócił jedność Koreom i jeszcze zdążył skosić trawnik wokół Białego Domu.
Ale nie o wojnie będzie dziś mowa. To był tylko zwiastun, trailer sezonu czwartego globalnego chaosu. Prawdziwe show toczy się na zapleczu – tam, gdzie populizm przestał być marginesem, a stał się standardem. I to nie takim ekskluzywnym, tylko jak z dyskontu: tani, hałaśliwy i wszędzie.
Cas Mudde, nestor badań nad populizmem, kiedyś pisał o „populistycznym zeitgeiście”. Dziś ten duch czasu nie tylko się zadomowił, ale urządził sobie dom z tarasem, sauną i kontem na TikToku. Każda partia chce być „bliżej ludu”, choć „lud” jest już tak zagubiony, że nie wie, czy chodzi mu o czyste powietrze, czystą krew, czy czyste ręce polityków – których i tak nikt już nie myje, tylko dezynfekuje cynizmem.
Weźmy chociaż te miny. Nie, nie polityków – te prawdziwe, przeciwpiechotne. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia wypowiedziały konwencję ottawską. Bo może wojny nie ma, ale warto przygotować się, żeby później można było mówić „ostrzegaliśmy”. A jak zagrożenie nie nadejdzie? Cóż, przynajmniej będziemy gotowi – żeby przypadkiem nie zostać przyłapanym na byciu ludzkim w nieludzkich czasach.
W międzyczasie Rosja milczy. A raczej – mówi z taką intensywnością, z jaką mówi szwagier na weselu, który właśnie przegrał zakład o sto złotych i teraz udaje, że nigdy nie chciał obstawiać. Putin „głęboko zaniepokojony” sytuacją w Iranie to już klasyka tego kabaretu. Nie zareagował na upadek Syrii, teraz tylko kiwa głową, jakby oglądał prognozę pogody, w której zapowiedziano lokalne naloty.
Rosyjska strategia to gra na przeczekanie – jakby mieli nadzieję, że Trump znowu ich polubi. Problem w tym, że Trump nie lubi nikogo dłużej niż piętnaście minut i tylko wtedy, gdy ktoś mówi do niego „Pan Prezydent” z odpowiednią nutą podziwu i lekkim lękiem.
Polska scena polityczna? Ach, tu też pięknie. Opozycja z 2023 roku zgrabnie przyjęła narrację „normalni ludzie kontra radykalna elita”, tylko że wcześniej PiS wygrał wybory dokładnie tym samym hasłem. Mamy więc teraz bitwę dwóch elit, które udają „lud”. Dobrze, że nie muszą jeszcze chodzić w ludowych strojach i grać na fujarkach, żeby przekonać wyborców, że znają „zwykłe życie”.
Cały ten spektakl – wojna, pokój, populizm, miny, deklaracje, retoryka i selfie polityków na tle powagi sytuacji – przypomina polityczne „Escape Roomy”. Wszystko wygląda groźnie i poważnie, ale tak naprawdę nikt nie wie, co robi. A jeśli już wie, to i tak nie powie, bo lepiej wyglądać jak bohater w chaosie niż jak administrator w porządku.
Na koniec wróćmy do Trumpa, tego samozwańczego Mesjasza Twittera 2.0. Ogłosił „zawieszenie broni” i gratulował sobie jak dziecko, które samo posprzątało po zabawie – po tym jak wybiło szybę, podpaliło zasłony i zjadło cały cukier z kuchennej szafki. Bóg błogosławi Izrael, Iran, Bliski Wschód, USA, a pewnie i samego Boga – bo skoro już Trump się za coś zabrał, to tylko kwestia czasu, aż ogłosi się jego rzecznikiem prasowym.
Tak więc mamy pokój. Ale nie łudźmy się – to tylko chwilowa przerwa na reklamę. A po niej – jak zawsze – więcej dramatów, więcej tweetów i jeszcze mniej zasad.

Dodaj komentarz