bielejewski pisze

Mam już ten wiek, w którym zamiast kupować motocykl, zakłada się bloga. Bo co innego zrobić z tym całym bagażem obserwacji, frustracji i niepotrzebnych myśli, które i tak nie dają człowiekowi spać? Mógłbym siedzieć cicho, jak na dojrzałego obywatela przystało. Ale – jak widać – postanowiłem się odezwać. Jeszcze.

  • O mnie
  • Pisane z Bielejewa
  • Obserwator
    rzeczywistości
  • Autor Refleksji

Zawodowo bywam strategiem, informatykiem z misją, czasem grafikiem, scenografem (serio), a z wykształcenia ekonomistą, który potrafi przeliczyć marzenia na tabelki Excela. Pracuję z systemami informatycznymi, których nie dało się wdrożyć – dopóki nie trafiły na mnie. Przez ostatnie 50 lat uczyłem się cierpliwości, pokory i sztuki negocjacji z komputerem, urzędnikiem oraz rzeczywistością.

Mam na koncie współpracę z samorządami, ministerstwami, bankami i firmami, których nazwy zna tylko księgowość. Informatyzowałem Pocztę Polską, zanim to było modne – czyli wtedy, gdy internet jeszcze robił dziwne dźwięki przy łączeniu. Wysyłałem też cyfryzację w świat: Kostaryka, Nowa Zelandia… bo przecież jak coś się nie udaje w Polsce, to może chociaż na antypodach się uda.

Od lat wykładam, uczę i tłumaczę, że Excel to nie tylko kalkulator, a strategia to coś więcej niż prezentacja w PowerPoincie. Przekazuję wiedzę, dzielę się doświadczeniem i opowiadam, jak to wszystko naprawdę wygląda od środka – czyli z poziomu człowieka, który musiał wdrażać „to, co wymyślili ci z góry”.

Nie jestem specjalistą od jednej rzeczy – jestem specjalistą od łączenia kropek. Od robienia mostów między tymi, co nie rozmawiają, bo jeden używa maków, a drugi Windowsa. Wierzę, że cyfryzacja, sztuczna inteligencja i zielona energia nie gryzą, tylko czekają, aż ktoś je sensownie połączy. I tu wchodzę ja, cały na biało… a raczej w szarościach, bo takie są realia.

Ale wracając do bloga: piszę, bo lubię. Bo mnie nosi. Bo ile można rozmawiać z ekranem? Lubię patrzeć na świat, politykę, ludzi, ich śmieszności i mądrości – i wyciągać z tego własne, często złośliwe, ale zawsze przemyślane wnioski. Trochę śmieję się z innych, trochę z siebie, a trochę z tego, że jeszcze komuś się chce próbować to wszystko poukładać.

Jeśli dotrwałeś do tego momentu – gratuluję. Masz cierpliwość, która może się przydać w tej wspólnej przygodzie. Będę tu pisał, komentował, narzekał, chwalił, ironizował i – od czasu do czasu – mówił coś naprawdę ważnego. A przynajmniej tak mi się będzie wydawało.

Zapraszam do czytania. I do rozmawiania. Bo świat zmienia się nie przez krzyk – tylko przez zdania, które ktoś naprawdę przeczyta.

Krzysztof Bielejewski
Wiek: z kategorii „pamięta, jak Nokia 3310 była szczytem technologii”
Stan: aktywny obserwator rzeczywistości
Cel: opisać to wszystko, zanim zgaśnie Wi-Fi

O mnie, czyli kto siedzi pod wiatą i się mądrzy

Jestem wiejskim obserwatorem, co z jednej strony popija piwo, a z drugiej analizuje politykę szybciej niż niejeden ekspert w telewizji – tylko u mnie kiełbasa z ogniska, a nie catering z konferencji. Mam dar do wyciągania wniosków i wkładania kija w mrowisko, najlepiej jednocześnie.

Złośliwość to moja broń, ironia – narzędzie codzienne, a śmiech – jedyna tarcza przed głupotą świata. Piszę, bo muszę. Bo jakbym milczał, to bym eksplodował jak stara beczka po kiszonej kapuście.

Nie udaję, że mam rację. Ale często się okazuje, że miałem.

Prawie publicysta i bloger (ale bez napięcia, nie zawodowo)

Piszę, bo mówienie do ludzi wymaga interakcji wzrokowej, a tego staram się unikać. Nie jestem zawodowcem – nikt nie płaci mi za moje zdanie, co uznaję za błąd ludzkości, ale jakoś żyję dalej. Na blogu komentuję to, co się dzieje na świecie i w ludziach – bo przecież ktoś musi. A jeśli do tego można dorzucić szczyptę złośliwości, to czemu nie? To jak przyprawa do rzeczywistości – bez niej wszystko smakuje jak papka z przedszkola.

Mam opinię na każdy temat, niezależnie od tego, czy ktoś o nią prosił (spoiler: zazwyczaj nie). Piszę o ludziach, polityce, codziennych absurdach i tej niepojętej magii, dzięki której człowiek potrafi popełnić ten sam błąd 37 razy i nadal być zdziwiony.

Ten blog to moja osobista terapia – tańsza niż psycholog, mniej wymagająca niż joga. Jeśli przy okazji ktoś się pośmieje, pokiwa głową albo oburzy – to znaczy, że warto było znowu nie umyć naczyń i zamiast tego napisać kolejny tekst.Znany z trafnych, często złośliwych komentarzy na temat aktualnych wydarzeń i ludzkich przywar.

Kreator treści

Autor refleksji, kreator treści (wygnaniec z cyfrowego Edenu)
Wygnano mnie już z LinkedIna za brak entuzjazmu wobec coachingu i stockowych zdjęć ludzi w garniturach patrzących w chmury.

Twitter (czy jak to się teraz nazywa – X, bo Elon miał gorszy dzień) też mnie nie chciał – najwyraźniej nie wpisuję się w klimat krzyku i caps locka. Facebook jeszcze próbuje mnie przegonić, ale ja tam siedzę cicho, jak lokator bez meldunku – bo gdzieś trzeba pisać swoje myśli, zanim całkiem zabronią ironii.

Nie bluzgam, nie obrażam, nie piszę caps lockiem.
Moim jedynym przestępstwem jest używanie rozumu i sarkazmu w miejscu publicznym. Podobno to boli.

Piszę refleksje – o tym, co się dzieje wokół, ale też o tym, czego nie widać na pierwszy rzut oka (czyli wszystko, co nie krzyczy:
„Zobacz mnie! Mam zasięgi!”). Cechuje mnie przenikliwość, co jest ładnym sposobem na powiedzenie:
„Nie da się mnie nabrać na głupoty”.
Lubię zmuszać czytelnika do myślenia – ale bez przesady, nie chodzi o żadną intelektualną siłownię.
Raczej o lekkie rozciąganie szarych komórek.

Jeśli więc szukasz miejsca, gdzie nie wciska się ludziom kitu w złotym papierku, to zapraszam.
Mam refleksje, mam ironię, mam czas. A czasem nawet mema.

Verified by MonsterInsights