
Na Nowogrodzkiej odbył się w piątek spektakl, który przypominał transmisję z równoległego świata. Jarosław Kaczyński, otoczony przez Mariusza Błaszczaka i kilku wiernych akolitów, wystąpił z apelem o… zrzutkę narodową. Nie, nie na wojsko, nie na antydronowe systemy, tylko na… PiS. Bo – jak wyznał prezes – „to, co mamy, nie wystarcza nawet na bieżące funkcjonowanie partii”. Innymi słowy: nie starcza na marsze, demonstracje, propagandę i – zapewne – na karmę dla kota.
Partia na głodzie
Kaczyński żalił się, że państwo nie wypłaca im należnych pieniędzy, więc trzeba ratować się datkami od wiernych. Oczywiście nie chodzi tu o żadną spontaniczną akcję, tylko o planowane „wsparcie”, które pozwoli – jak wspomniał – zorganizować marsz przeciwko paktowi migracyjnemu, później marsz przeciwko Mercosur, potem kongres programowy, potem kolejny marsz… Jednym słowem: kalendarz pełen wydarzeń, na które trzeba pieniędzy. W skrócie – „pomóżcie nam wrócić do władzy, żebyśmy mogli kraść jak przez osiem lat, bo inaczej zabraknie nam na kotlety mielone i miesięcznice”.
Błaszczak na posterunku
Obok prezesa wystąpił Mariusz Błaszczak, który, jak zwykle, grzmiał nie o dronach, obronie czy NATO, tylko o prokuratorach w Siedlcach i celebrytach w TVP. O rosyjskim ataku – kilka zdawkowych słów. O obronności – trzy. O frustracjach PiS – kilkanaście. Ale najważniejsze, że znów mógł powiedzieć, iż to rząd Tuska jest winien wszystkiemu, od inflacji po pogodę. Błaszczak żyje w świecie, w którym granice państwa broni się konferencją prasową, a wyborców zdobywa opowieściami o butach Kosiniaka-Kamysza.
Prezes kontra rzeczywistość
Kaczyński, zapytany o słowa Trumpa, że drony nad Polską to „pomyłka”, wykrztusił, że to „wprowadzanie w błąd”. I tyle. Żadnej wizji, żadnego planu, tylko potakiwanie Amerykanom i powtarzanie, że NATO to przecież głównie USA. O Tusku i Sikorskim – standard: złodzieje, zdrajcy, źli. O PiS – partia zbawienia, tylko chwilowo bez środków. Zamiast poważnej odpowiedzi na pytania o bezpieczeństwo Polaków, apel o wpłaty.
Milczenie i śmieszność
W obliczu ataku dronów Kaczyński najpierw milczał, teraz woła o kasę. PiS i Konfederacja oblały test patriotyzmu, powtarzając narracje Kremla i szukając winnych w rządzie, zamiast stanąć po stronie państwa. Tusk rozmawia z NATO, Sikorski z USA i Europą, premier z Brytyjczykami planuje produkcję amunicji w Polsce, a PiS apeluje o drobne. Różnica poziomów – kosmiczna.
Podsumowanie: polityczna zbiórka na tacę
PiS znalazło się na bocznicy. Nawet Karol Nawrocki i jego „nadpremierowe” ambicje bardziej liczą się dziś w polityce niż żale Kaczyńskiego. Prezes, nieobecny w momentach krytycznych, nagle wychodzi i prosi o pieniądze. Wygląda to groteskowo: partia, która latami drenowała państwo, dziś urządza zbiórkę jak na remont dachu plebanii. Różnica jest tylko taka, że dach nad Polską chronią dziś Tusk, Sikorski i sojusznicy z NATO. A PiS? PiS zbiera na kota i marzy, by znów karmić się budżetem państwa jak przez osiem tłustych lat.

Dodaj komentarz