
Kiedy Karol Nawrocki, były szef IPN, składał prezydencką przysięgę, nikt nie krzyknął: „Ale jak to?!” Nikt nie zasłabł, nie spadł z krzesła, nie zbił szklanki. Nikt nie zareagował, bo wyglądał tak, jak wygląda państwo polskie w 2025 roku: niegroźny, biało-czerwony, odziany w patriotyzm z przeceny.
Prezydentura Nawrockiego to jak zaproszenie na obiad, gdzie kelnerem, kucharzem i daniem głównym jest ta sama osoba – i wszystko smakuje jak grzanki z tektury. Facet przyszedł z Muzeum II Wojny Światowej, więc nie dziwi, że Polska pod jego wodzą wygląda jak wystawa czasowa: dużo gadania o przeszłości, zero klimatyzacji i bilety drogie jak cholera.
IPN, CZYLI INSTYTUT PRZECHOWYWANIA NAWROCKIEGO
Zanim trafił do Pałacu Prezydenckiego, Nawrocki przez cztery lata trzymał IPN pod pachą jak skórzaną aktówkę – tylko zamiast dokumentów wkładał tam siebie. W IPN-ie działy się cuda: zamiast książek – gry komputerowe, zamiast naukowców – polityczni celebranci, zamiast pamięci – pamiętliwość.
Gdy tylko opuścił ten przybytek, IPN pozostał z wakatem i… betonem. Kolegium, które wybiera nowego prezesa, zostało zabetonowane do 2030 roku przez PiS. To jakby zbudować dom, w którym nie można otworzyć drzwi ani okien, ale wszyscy udają, że to świetna wentylacja.
Kandydat na nowego prezesa IPN – Karol Polejowski – to człowiek Nawrockiego, czyli sequel bez pomysłu, ale z tymi samymi bohaterami. Problem? Sejm i Senat mają dziś inny układ sił niż PiS. Czyli: Kolegium wybierze prawicowego historyka, ale parlament powie „nope”. I tak będziemy grać w polityczne ping-ponga aż do 2030, kiedy ostatni członek Kolegium zapomni, dlaczego w ogóle tam siedzi.
PSL, CZYLI ZDZIWIONA PANI NA STYKU DWÓCH DRZWI
W tym całym układzie jest jeszcze PSL – partia, która żyje w wiecznym dylemacie: być z PiS-em czy z KO? Czy może wziąć urlop i pojechać na ryby? Ludowcy tradycyjnie siedzą okrakiem na barykadzie – raz w prawo, raz w lewo, raz do żłóbka, raz do koryta. I wszystko w imię odpowiedzialności za kraj, czyli „żeby nie było gorzej”.
To właśnie PSL może zadecydować, kto zostanie szefem IPN. Ale wtedy grozi im wyrzucenie z koalicji, a tego nie chcą. Bo wyrzuceni ludowcy mają tylko jedno zajęcie: pisanie wspomnień i zbieranie grzybów. A nie każdy lubi muchomory.
KPO: KRAJOWY PLAN OBURZENIA
A skoro już przy muchomorach jesteśmy – porozmawiajmy o KPO. Miał być lekiem na pandemię. Ale w praktyce wyglądał jak granty rozdawane przez Świętego Mikołaja po trzech piwach. Pizzerie dostawały dofinansowanie na solaria, hotele – na jachty, a naród patrzył i pytał: „czy to już te europejskie wartości?”
Oczywiście teraz PiS krzyczy: „afera!” – co jest zabawne, bo to właśnie oni stworzyli zasady. Teraz obwiniają Tuska, że źle to wdrażał. To trochę jakby spalić dom, a potem mieć pretensje, że straż pożarna przyszła zbyt mokra.
Platforma mówi, że skala problemu jest mikroskopijna, ale PiS i tak robi z tego fajerwerki. A ludzie zamiast pytać o skalę, klikają memy z jachtami i pizzą. I znów polityka została przegrana przez mem.
DEMOKRACJA: SYSTEM DLA LUDZI, KTÓRZY CHCĄ ŚWIĘTEGO SPOKOJU I ZERO OBOWIĄZKÓW
A może czas z tym skończyć? – pyta część komentatorów. Bo demokracja się sypie. Ludzie nie chcą decydować, bo decyzje wymagają wiedzy, a wiedza wymaga czasu, a czas wymaga wyjścia z Instagrama.
Zamiast demokracji proponują merytokrację – czyli rządy ludzi, którzy coś wiedzą. Ekspertów, analityków, ludzi z dyplomami, a nie z TikToka. Brzmi mądrze? Oczywiście. Ale też naiwnie. Bo kto miałby wyłonić tych ekspertów? Lud? Ten sam, który myśli, że HoReCa to nowy klub piłkarski?
Na razie merytokracja jest marzeniem, a demokracja – marketingiem. Co cztery lata robimy z siebie głupków przy urnach, a potem przez cztery lata robimy z siebie głupków w komentarzach.
KTO JESZCZE ZOSTAŁ WYKLUCZONY?
Na koniec – temat ludzi wykluczonych. LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnościami, imigranci, wszyscy ci, których państwo traktuje jak kurz pod dywanem. Dla nich Nawrocki nie jest wybawieniem, tylko kolejnym problemem – bo on widzi państwo jako fortecę z XX wieku, a nie sieć społeczną z XXI.
Ich postulaty, jak ustawa o związkach partnerskich, wciąż trafiają w ścianę. Koalicjant z PSL mówi „nie”, prezydent mówi „później”, a naród mówi „nie teraz, bo wojna”.
I tu dochodzimy do sedna.
TO NIE DEMOKRACJA NAS ZAWIODŁA. TO LUDZIE.
Bo nikt nie chce się zmienić. Wszyscy chcą, żeby było jak dawniej, ale z nowym prezydentem. Chcą Unii, ale bez przepisów. Pieniędzy, ale bez rozliczeń. Pamięci historycznej, ale bez myślenia.
I właśnie dlatego Karol Nawrocki jest idealnym prezydentem tego kraju. Bo on sam jest znakiem czasów: gładki, grzeczny, bezpieczny. Tylko że w środku – pusty jak wystawa IPN po godzinach.
I tak oto doszliśmy do miejsca, w którym jachty pływają po budżecie, PSL tańczy na linie, IPN robi politykę, a prezydent recytuje Paktofonikę w miejsce konstytucji.
I wszyscy się dziwią, że nic się nie zmienia.
Ale jak ma się zmienić, skoro nikt nawet nie wie, kto naprawdę tu rządzi?

Dodaj komentarz