ZŁOTY WIEK POŚCIGU, CZYLI PAŃSTWO, KTÓRE NIE UMIE SIĘ ODCZEPIĆ

Warszawa

Jest taki moment w życiu człowieka, kiedy pakuje walizkę, zamyka drzwi i z ulgą myśli, że oto kończy się pewna historia, że oto zostawia za sobą państwo, które przez lata mówiło mu, co ma myśleć, jak ma żyć i kiedy powinien milczeć, a zaczyna się coś nowego, coś lżejszego, bardziej prywatnego, bardziej jego.

To jest piękny moment, prawie literacki, gdyby nie to, że państwo stoi już na lotnisku po drugiej stronie i z uprzejmością konduktora sprawdza, czy oby na pewno mamy bilet w jedną stronę.

Bo współczesne państwo, zwłaszcza to z ambicjami autorytarnymi, nie przypomina już topornego strażnika z pałką, tylko raczej cierpliwego księgowego, który nie podnosi głosu, nie grozi, nie krzyczy, tylko notuje.

Notuje wszystko.

Notuje, gdzie jesteś, z kim rozmawiasz, co piszesz, co lajkujesz i komu się nie kłaniasz.

A potem, gdy już wydaje ci się, że jesteś bezpieczny, że jesteś w Toronto, Londynie albo gdziekolwiek indziej, gdzie drzewa szumią bardziej cywilizowanie, a państwo mówi „sorry” zamiast „natychmiast”, ono otwiera ten swój notes i mówi: sprawdźmy.

I nagle jesteś na lotnisku. Stoisz w kolejce, która wygląda jak procesja do współczesnego ołtarza bezpieczeństwa, a po drugiej stronie siedzi człowiek w mundurze tak uprzejmym, że aż podejrzanym.

— Dokąd pan leci? — pyta.

— Donikąd — odpowiadasz w myślach, bo przecież próbujesz tylko żyć.

— Cel podróży?

— Wolność — chciałoby się powiedzieć, ale mówisz „turystyczny”, bo wolność nie mieści się w formularzu.

Funkcjonariusz patrzy na ekran. Ekran patrzy na ciebie. I nagle masz wrażenie, że to nie jest rozmowa dwóch ludzi, tylko konsultacja z systemem, który już wie więcej, niż ty zdążyłeś zapomnieć.

— Proszę chwilę poczekać.

To „chwilę” trwa wieczność, a wieczność ma dziś postać bazy danych. I wtedy rozumiesz, że granica nie jest linią. Granica jest pytaniem. A odpowiedź już została zapisana.

I zaczyna się spektakl, który Freedom House, z właściwą sobie powagą księgowego opisującego katastrofę, nazwał złotym wiekiem transnarodowych represji. Złoty wiek. Jakby chodziło o epokę odkryć geograficznych, a nie o globalny system polowania na własnych obywateli.

Ponad tysiąc przypadków. Dziesiątki państw. Setki miejsc.

Mapa świata zamienia się w pajęczynę, w której każdy ruch jest widoczny, a każda próba ucieczki kończy się tym, że ktoś delikatnie pociąga za nitkę. Bo dziś emigracja nie jest już ucieczką. Jest zmianą dekoracji.

Aktor zostaje ten sam. Reżyser również. Zmienia się tylko język napisów.

Technologia zrobiła z polityki coś, co Pilch nazwałby zapewne metafizyką kablową, a Urban określiłby prościej: podsłuchem z abonamentem.

Telefon w kieszeni przestał być narzędziem. Stał się spowiednikiem. Tyle że spowiednikiem, który nie daje rozgrzeszenia. Daje raport. I to raport natychmiastowy, szczegółowy i – co najgorsze – tani.

Bo największym osiągnięciem współczesności nie jest ani sztuczna inteligencja, ani loty kosmiczne, tylko to, że prześladowanie ludzi stało się usługą.

Można je zamówić. Można je outsourcować. Można je opłacić w kryptowalucie i zlecić komuś, kto nawet nie do końca wie, dla kogo pracuje.

Państwo przestało być instytucją. Stało się platformą. Platformą do pilnowania człowieka.

I teraz proszę spojrzeć na świat, ale spojrzeć spokojnie, bez nerwów, jak się patrzy na coś, co już dawno wymknęło się spod kontroli.

Rosja ściga swoich przeciwników jak cierpliwy myśliwy, który wie, że zwierzyna prędzej czy później się zmęczy.

Chiny budują system kontroli tak doskonały, że Orwell wygląda przy nim jak autor notatek z wycieczki szkolnej.

Indie odkrywają, że geopolityka może mieć bardzo osobisty charakter i całkiem konkretny adres.

A Zachód, ten nasz ukochany, liberalny, elegancki Zachód, który jeszcze niedawno mówił o prawach człowieka z powagą profesora filozofii, dziś potrafi deportować człowieka szybciej niż zdąży zapytać, czy to na pewno dobry pomysł.

Zachód nie tyle zdradził swoje wartości. Zachód postanowił je wynająć na godziny. Trochę wolności w tygodniu. Trochę kontroli w weekend.

I nagle okazuje się, że liberalizm stał się abonamentem, który można zawiesić w razie zagrożenia, a prawa człowieka działają najlepiej wtedy, gdy nie trzeba ich stosować. Bo Zachód nie kopiuje autorytaryzmu. Zachód go testuje. Jak nową aplikację. Instaluje, sprawdza, czy działa, a potem udaje, że to tylko wersja beta. Tyle że w tej wersji beta ludzie naprawdę znikają. Bo Zachód, proszę państwa, wpadł na pomysł genialny w swojej prostocie. Uznał, że skoro autorytaryzm jest skuteczny, to może warto pożyczyć od niego kilka narzędzi. Tak na próbę. Tak eksperymentalnie. Tak, żeby zobaczyć, czy wolność naprawdę musi być aż tak wolna.

I nagle okazuje się, że demokracja zaczyna mówić językiem kontroli, a autorytaryzm nauczył się mówić językiem uzasadnień.

Wszyscy mówią o bezpieczeństwie. Nikt nie mówi o granicy. Bo granica się rozpuściła. Rozpuściła się jak cukier w herbacie globalizacji. Migracja, która miała być wyborem, stała się procedurą. Procedurą, w której człowiek jest formularzem, a jego życie przypisem.

I w tym wszystkim jest coś szczególnie znajomego dla nas, ludzi z tej części Europy, którzy pamiętają jeszcze czasy, gdy państwo było jak wujek na imieninach – siedziało za blisko, mówiło za głośno i zawsze wiedziało lepiej.

My wiemy, czym jest państwo, które nie odpuszcza. I właśnie dlatego patrzymy na ten świat z pewnym doświadczeniem, którego inni dopiero się uczą.

Bo współczesne państwo nie mówi już: zostań. Nie mówi też: idź. Mówi coś znacznie bardziej niepokojącego.

Mówi: idź, ale pamiętaj, że my już tam jesteśmy. I może to jest najuczciwsza definicja naszych czasów.

A najuczciwsza diagnoza brzmi tak: państwo przestało chronić obywatela, a zaczęło go subskrybować.

Nie żyjemy w epoce granic. Żyjemy w epoce zasięgu. A zasięg, jak wiadomo, kończy się dopiero wtedy, gdy ktoś wyciągnie wtyczkę.

Tyle że w tym systemie wtyczkę trzyma państwo. I nie ma żadnego powodu, żeby ją wyciągało.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights