





Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego narodowego serialu pt. „Absurd Na Żywo”. Dzisiaj w rolach głównych: Zbigniew „Zniknąłem w Budapeszcie” Ziobro, Jarosław „Premier Się Znajdzie” Kaczyński, oraz smog – nasz stary znajomy z krakowskich ulic, który wraca niczym Janusz z delegacji – brudny, wkurzony i gotów do kolejnej rundy. Aż człowiek chciałby wywiesić białą flagę – ale nie może, bo ta natychmiast nasiąknęłaby pyłami zawieszonymi PM10 i PM2,5.
CZYSTE POWIETRZE? NIE DLA KIEROWCÓW Z KRAKOWA
Scenka rodzajowa z Krakowa: miasto wprowadza Strefę Czystego Transportu. Cel? Mniej trujących gratów, więcej tlenu, mniej zgonów, więcej zdrowych dzieci. Logiczne, prawda? Nie dla wszystkich.
Zamiast oklasków – protesty. Zamiast wdzięczności – transparenty. „Nie oddamy Krakowa rowerzystom!” – krzyczą panowie w skórzanych kamizelkach, trzymając się kurczowo kluczyków do swoich ropniaków z przebiegiem 600 tysięcy „bo Niemiec płakał jak sprzedawał”.
Absurdalność tej sytuacji przypomina człowieka, który tonie w ściekach, ale protestuje, że ratownik użył niebieskiego koła ratunkowego zamiast czerwonego. A wszystko dlatego, że każda próba uporządkowania chaosu komunikacyjnego w tym mieście trafia na opór tak twardy, że aż by się chciało sprawdzić, czy mieszkańcy połknęli cegły.
Sąd administracyjny – ten sam, który raz rozwiązuje sprawy jak chirurg z lupą, a innym razem jak rzeźnik w masce – uchyla strefę… częściowo. Czyli strefa jest, ale trochę jej nie ma. Jak u nas wszystko: półprawda, półśrodek, półżycie w pełnym smogu.
ZIOBRO W CIENIU, AZYL W MGLE
A teraz perełka. Zbigniew Ziobro – były minister sprawiedliwości, prokurator generalny, człowiek z twarzą marmurowej determinacji – rozpływa się w węgierskiej mgle. Podobno chory, ponoć leczy się, może nawet cierpi. Ale co najważniejsze – zniknął.
Media donoszą o azylu politycznym. On sam coś tam bąka, że boi się represji. PiS udaje, że go nie zna. Sąd rozkłada ręce, bo nie dostał żadnych dokumentów. Sytuacja jak z tragikomedii: Ziobro jest, ale go nie ma. Może w Budapeszcie, może na oddziale, a może po prostu zaszył się w piwnicy jak bohater drugiego sezonu serialu, którego już nikt nie ogląda.
Narracja o reżimie Tuska, który rzekomo prześladuje byłych ministrów, jest tak wiarygodna jak zapewnienia Kurskiego, że TVP jest niezależna. Jeśli Polska to reżim, to Ziobro powinien być w opozycji do rzeczywistości, a nie do własnych decyzji z ostatnich lat.
A jeśli naprawdę ucieka przed pytaniami o Fundusz Sprawiedliwości, to może zamiast leczenia powinien zapisać się na terapię z uczciwości. Choć tam może być długa kolejka.
KACZYŃSKI SZUKA PREMIERA, KONFEDERACJA GRA W DWA OGNIE
Tymczasem prezes Kaczyński, z właściwym sobie wyczuciem czasu, rozpoczyna casting na nowego premiera. Bo Morawiecki się wypalił, jak kiepski suflet. Z gładkiego bankowca i czarodzieja PowerPointa został tylko człowiek, który nie potrafi nawet dobrze przegrać.
Jarosław, jak stary łowca talentów w reality show „Polityka na Lodzie”, szuka twarzy młodej, bez skandali, najlepiej mówiącej po angielsku i nieco charyzmatycznej. Czyli nikogo, kogo ma pod ręką.
W tym samym czasie planuje rozegrać Konfederację. Śmiały plan, przypominający próbę ułożenia domku z kart w trakcie trzęsienia ziemi. Przypomnijmy: Konfederacja to amalgamat internetowych trolli, pogubionych libertarian, zawodowych frustratów i chłopców w garniturach z Aliexpressu, którzy wierzą, że podatki to narzędzie szatana, a ZUS to skrót od „Zagłada Uczciwej Społeczności”.
Kaczyński chce ich ograć? Powodzenia. Przypominam: to środowisko, w którym Braun publicznie odkaża sejmowe mikrofony, a Mentzen robi spotkania wyborcze w piwnicach z kraftowym piwem i czystym nihilizmem.
MONTE CARLO, SMOG I COŚ O ZEGARKU
Tymczasem na świecie… w Monte Carlo księżniczka Stefania otwiera festiwal cyrkowy. Jedyny cyrk, który ma więcej sensu niż polski Sejm.
Rosjanie atakują szpitale – czyli kontynuują swoją filozofię: jeśli nie da się zwyciężyć, to chociaż narobić strachu.
Grenlandia wybiera Danię, a Donald Trump – samozwańczy król ego – przyznaje, że nie wie, kto to premier Grenlandii. Ale nie martwcie się – Trump nie wiedział też, że Finlandia nie leży obok Francji.
Najbogatsi zużyli cały swój roczny „budżet” CO2 w 10 dni. I nadal zdążyli narzekać na podatki. Tymczasem Rolex wypuścił nowy zegarek. Przepiękny, lśniący, nieodporny na ironię czasu, który pokazuje tylko jedno: jesteśmy spóźnieni, jeśli chodzi o ratowanie planety.
PODSUMOWANIE DLA ODWAZNYCH
Jeśli chcesz wiedzieć, w jakim stanie jest Polska w drugą środę stycznia 2026 roku, to wyobraź sobie samochód bez hamulców, prowadzony przez kogoś, kto nie wie, gdzie jedzie, ale uważa, że robi to dla ojczyzny. Z tyłu Ziobro na hulajnodze, w szaliku z napisem „Azyl”, a obok Kaczyński z busolą z Carrefoura, próbujący wskazać kierunek przyszłości.
W tle smog, konfederaci zafascynowani teoriami o chipach w margarynie, i PSL, który jak zawsze nie wiadomo, czy jest w rządzie, w opozycji, czy po prostu zgubił się w cateringu.
Państwo z dykty, pomalowane sprayem z logiem Orlenu. Cyrk bez namiotu, tylko z biletem w jedną stronę.
Autor, która wie, że głupota ma charakter odnawialny. Codziennie. I to w trybie automatycznym.

Dodaj komentarz