ZIOBRO UCHYLONY, ARESZT WCIŚNIĘTY, SPRAWIEDLIWOŚĆ W REMONCIE

Warszawa

ZIOBRO UCHYLONY, ARESZT WCIŚNIĘTY, SPRAWIEDLIWOŚĆ W REMONCIE

Zapamiętajcie ten dzień: 7 listopada 2025 roku. Sejm zamienił się w teatralną scenę, na której rozegrano spektakl pt. „Zbigniew Ziobro i 26 zarzutów”. W roli głównej: nieobecny, acz wszechobecny minister sprawiedliwości w stanie rozkładu. W tle: 27 (słownie: dwadzieścia siedem) punktów do przegłosowania, w tym bonusowo zgoda na zatrzymanie i areszt tymczasowy.

Sejm głosował z precyzją, jakiej nie powstydziłby się zegarmistrz ze Szwajcarii. Punkt po punkcie, zarzut po zarzucie, immunitet po immunitecie – i wszystko jednym cięciem. Łącznie: 26 razy TAK dla prokuratury. Na koniec, jak wisienka na torcie (choć raczej przypalona), zgoda na zatrzymanie i aresztowanie Zbigniewa Ziobry. Oczywiście, sam bohater dramatu przebywa akurat na dyplomatycznej kuracji w Budapeszcie. Podobno leczy się z alergii na odpowiedzialność.

Minister Żurek, z godnością i uśmiechem specjalisty od demontażu patologii, skomentował to jednym zdaniem: „Przywracamy państwo prawa”. Gdyby jeszcze ktoś znalazł fakturę za Pegasusa, to będzie komplet.

Zresztą, Pegasus to tylko pierwsza cegiełka. Potem sypało się jak z uszkodzonego bankomatu: fundacja Profeto, dotacje dla kolegów od Rydzyka, list od Kaczyńskiego, zamiatanie sprawy GetBacku, remont prokuratury za 14 baniek, zrzuty pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości na zaprzyjaźnione instytuty. Fundusz, przypomnijmy, miał służyć ofiarom przestępstw, ale bardziej ofiarami okazali się jego darczyńcy, czyli my wszyscy.

Ziobro wolał Budapeszt. Bo – jak twierdzi – tylko tam może spokojnie się bronić. W Polsce groziłoby mu coś znacznie groźniejszego: mikrofon i dziennikarz z pytaniem. Tymczasem z sondaży wynika, że tylko 4% wypowiedzi na jego temat w sieci jest pozytywnych. Czyli mniej niż dla czosnku w lodach albo Macierewicza za kierownicą.

Bo i Macierewicz wrócił na tapetę. Minister Żurek podpisał wniosek o uchylenie immunitetu i jemu. Tym razem nie chodzi o Smoleńsk, ale o rajd przez Warszawę, który łamał więcej przepisów niż kodeks Hammurabiego. Telefon przy uchu, pasy, buspasy, podwójna ciągła… Kierowcy F1 patrzą z zazdrością, policja z niedowierzaniem.

A skoro o drogówce mowa – Łukasz Mejza, nasz narodowy Need for Speed, jechał 200 km/h w strefie, gdzie nawet żółw by się zawstydził. Mandatu nie przyjął, bo spieszył się na samolot. Spóźnił się mimo wszystko. Ale za to zrzekł się immunitetu. W stylu: „przepraszam, ale jestem charakternym gościem”. Proszę państwa, to nie jest kabaret. To Polska.

A skoro już przy absurdach jesteśmy – piątek przyniósł nam jeszcze konflikt na linii premier–prezydent. Donald Tusk ogłosił, że prezydent Nawrocki (nie mylić z profesorem historii czy logiki) zablokował awanse oficerskie w ABW. Prezydent odpowiedział, że premier „nie jest królem”. Tusk odparł, że Nawrocki nie jest nawet orzełkiem. Wojna podjazdowa trwa, a kraj ogląda to wszystko jak kolejny sezon „House of Cards po polsku”.

Ale spokojnie. Jest też dobra wiadomość. CBOS opublikował nowy sondaż: PiS spadł na poziom 20%. Czyli jeszcze chwila i będą musieli zbierać podpisy, by wejść do Sejmu. W tym tempie Braun ich przegoni na hulajnodze, a Ziobro będzie pisał petycję z Budapesztu o azyl polityczny.

Tymczasem zza oceanu też przyszły ciekawe wiadomości. Donald Trump ogłosił porozumienie z gigantami farmaceutycznymi w sprawie obniżki cen leków na odchudzanie. Chwilę potem jeden z przedstawicieli tych koncernów… zemdlał podczas transmisji w Białym Domu. Trump – jak na przyszłego zbawcę Ameryki przystało – stał obok, udając, że to nie jego sprawa. Symboliczne. Bo łatwiej mu dogadać się z Big Pharmą niż z rzeczywistością.

A w Rosji? Putin nie zwalnia tempa. Przebudowuje system władzy i zamienia dzieci w rekrutów propagandy, ucząc ich zamiast matematyki – lojalności wobec reżimu. Tomahawki zbliżają się do Kijowa, Mołdawianie modlą się, by ich nie wciągnięto z powrotem pod rosyjski but, a chiński lotniskowiec Fujian robi furorę wśród fanów militarnego cosplayu.

Ale wracając na nasze podwórko – znów mamy piątek. Dzień, w którym rzeczywistość polityczna staje się tak groteskowa, że nawet Witkacy by tego nie wymyślił. Kiedy więc następnym razem ktoś zapyta cię: „Co u was tam w Polsce?”, odpowiedz bez wahania: „Karykatura demokracji, z aktami oskarżenia w roli dekoracji”.

I oby tylko nikt z Budapesztu nie postanowił nakręcić sequelu.

Na razie: kurtyna. Ale nie zapominajmy – spektakl trwa.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights