ZIMNA WOJNA O LÓD: TRUMP KONTRA EUROPA

Warszawa

Donald Trump znów wszedł na scenę międzynarodowej polityki jak nieproszony gość na weselu – głośny, niezgrabny i z „prezentem”, który okazał się być… cłami. Dziesięcioprocentowe stawki nałożone na sześć państw Unii Europejskiej oraz Norwegię i Wielką Brytanię, z zapowiedzią wzrostu do 25%, jeśli Europa nie przekaże mu… Grenlandii. Tak. Nie ropy, nie technologii, tylko wyspy pokrytej lodem, gdzie więcej jest niedźwiedzi niż ludzi.

Trump, ten sam, który politykę traktuje jak prywatną rozgrywkę w Monopoly, wystosował do Europy ultimatum: albo oddacie mi ten arktyczny kawałek lodu, albo wasze towary dostaną baty celnym cepem. Brzmi absurdalnie? A jednak w Białym Domu nikt się nie śmieje. Prezydent USA naprawdę chce kupić Grenlandię w imię „bezpieczeństwa narodowego”. Bo przecież jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o paranoję.

W Brukseli zawrzało. Ambasadorowie państw UE, razem z przedstawicielami Norwegii i Wielkiej Brytanii, zwołali nadzwyczajne spotkanie. Ma być krótko, konkretnie i – co najważniejsze – bez świadków. Każdy ambasador może przyprowadzić tylko jednego doradcę. Nie będzie więc tłumów, ale będzie nerwowo. Bo trudno negocjować z kimś, kto traktuje Grenlandię jak działkę rekreacyjną.

Macron już powiedział wprost: „To niedopuszczalne”. Kristersson ze Szwecji dodał: „Nie damy się szantażować”. Ursula von der Leyen zapowiedziała „zjednoczoną odpowiedź Europy”. Brzmi poważnie. Brzmi odważnie. Ale wszyscy wiemy, że Trump nie przyjmuje odmowy. On żyje w świecie, gdzie wszystko można kupić, sprzedać albo zniszczyć, jeśli nie chce się sprzedać.

Według niego Grenlandia to kluczowy punkt strategiczny. I może tak jest – w końcu leży idealnie między USA a Europą, ma zasoby naturalne i topniejące lodowce, które rozpalają wyobraźnię inwestorów jak opalany węglem grill. Problem w tym, że Trump zachowuje się, jakby chciał tę wyspę przejąć siłą – polityczną, ekonomiczną, a może i symboliczną.

Żeby było zabawniej, w tle całej tej komedii dzieją się rzeczy równie groteskowe. Prezydent USA, z troską o ceny energii w Stanach, ogłasza walkę o tańszy prąd. Ale zamiast inwestować w odnawialne źródła energii, rezygnuje z dopłat do OZE i stawia na węgiel oraz atom. Wiatraki? Bezużyteczne. Słońce? Podejrzane. Rozwiązaniem ma być współpraca z gigantami technologicznymi. Microsoft organizuje konferencję, obiecuje, że nie będzie przerzucać kosztów na obywateli. Trump pojawia się na scenie, jakby właśnie wręczono mu tytuł doktora honoris causa z fizyki jądrowej.

Trump jest jak polityczny meteor. Pojawia się nagle, wywołuje burzę i zostawia zgliszcza. Polityka zagraniczna to dla niego reality show z podłożonym śmiechem. Grenlandia? Nowy sezon. Cła? Nowy odcinek. Microsoft? Sponsor programu.

Europa próbuje zachować twarz. Ale czy można negocjować z człowiekiem, który traktuje kontynenty jak kartki z menu? Dzisiaj Grenlandia, jutro Islandia, pojutrze może Tatry. Bo czemu nie? Przecież jeśli lodowiec to już mało, może zechce Giewont. Z figurką. I krzyżem.

Rok 2026. Świat, w którym prezydent USA grozi wojną handlową, jeśli nie dostanie kawałka Arktyki. Świat, w którym geopolityka przypomina kabaret. Świat, w którym trzeba zwoływać nadzwyczajne spotkania, bo facet w czerwonym krawacie marzy o lodowej kolonii.

To nie jest żart. To nowa rzeczywistość. Witajcie w epoce, w której absurd stał się normą, a Trump jej samozwańczym cesarzem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights