



Dzień, w którym premier zwiastuje pokój na horyzoncie, a rzekome Polki z TikToka chcą nas wypchnąć z Unii, nie może być zwykłym dniem. To wtorek. Ten wtorek. Taki, który zaczyna się jak zwiastun apokalipsy klimatycznej, a kończy jak kabaret polityczny wystawiony przez cyborgi i podchmielony PSL.
AKT I: Śnieżyca bez poczucia humoru
Polska w objęciach zimy, która nie pyta, nie uprzedza i nie przeprasza. IMGW ogłasza najwyższy stopień zagrożenia: 60 centymetrów śniegu. Ostróda zamienia się w białe pole minowe dla kierowców, a Warszawa, dumna stolica, dostaje alert RCB niczym dziecko opieprz od babci: „nie wychodź, bo cię przewieje do Białegostoku”.
W stolicy zawiewa poziomo, pionowo i w głąb duszy. Wiatr do 80 km/h przypomina, że zimy już nie bawią się w bałwanki i grzane wino. Teraz zimy są z importu klimatycznego: bez litości i z deadline’em do środy do godziny 12. Mieszkańcy Pomorza, Warmii i Mazowsza rozważają emigrację wewnętrzną do piwnicy, a IMGW rozdaje alerty jak TikTok lajki w czasie wojny hybrydowej.
AKT II: Premier Tusk i pokój, który przyszedł w puchowej kurtce
Donald Tusk wychodzi na mównicę jak Gandalf na tle śnieżycy i mówi: „Pokój jest na horyzoncie”. I nie mówi tego jak polityk, który liczy na oklaski, ale jak człowiek, który wie, że nadzieja to waluta, której inflacja jeszcze nie zjadła.
Wszystko dzieje się na ostatnim posiedzeniu rządu w pierwszym ćwierćwieczu XXI wieku. Taki sobie drobny moment historyczny, gdzie premier z ulgą nie zapowiada podwyżeki akcyzy, tylko możliwość zakończenia wojny w Ukrainie. Ba! Wspomina o deklaracjach USA o gwarancjach bezpieczeństwa, obecności wojskowej i… czy my śnimy?
Nie. Po prostu kontrastuję to z wydarzeniem o znacznie większym medialnym zasięgu: wojna o notatki. Tak, tak. Prezydent z Pałacu Małego i premier z Pałacu Większego znowu się szarpią o papiery. Michał Szułdrzyński w „Rzeczpospolitej” zwie to politycznym teatrem. Ja nazwę to cyrkiem w otwartym namiocie, do którego weszły niedźwiedzie i zaczęły pisać konstytucję pazurami.
AKT III: Prawilne Polki i nieprawilna propaganda
Na TikToku pojawiły się postacie rodem z koszmaru Marka Zuckerberga: AI-girls, które udają Polki i opowiadają bzdury o wyjściu Polski z Unii. Wyglądają jak dziewczyny z reklamy szamponu, mówią jak generator z łebskiego serwera w Kaliningradzie. Są też „prawilne” — czyli ktoś zostawił im przymiotnik z rosyjskiego manuala.
Ministerstwo Cyfryzacji nie uznaje takich żartów i pisze do Komisji Europejskiej: hej, coś tu śmierdzi fejkiem. I mają rację. Bo kiedy propaganda hybrydowa uderza w TikToku, to nawet koty przebrane za dinozaury w formacie 9:16 nie są już zabawne.
AKT IV: Sondażowy teatrzyk kukiełek
A skoro już o farsie mowa – oto najnowszy sondaż IPSOS. Taki, w którym najbardziej lubiany polityk to Karol Nawrocki. Tak, ten Nawrocki. Ten od weta, kombatanckiej miny i wiecznych podejrzeń wobec cywilizacji Zachodu. 38% Polaków twierdzi, że go lubi. 38% również go nie lubi. Wskaźnik zadowolenia jak pogoda w Elblągu: pół burzy, pół słońca.
Za nim plasują się Trzaskowski (31% pozytywnych ocen, ale 42% negatywnych) i Sikorski (30% pozytywnych, 36% negatywnych), którzy przynajmniej mają w sobie jakiś smak europejskości, nie to co kartoflany styl myślenia z Nowogrodzkiej.
Donald Tusk? 27% ocenia go pozytywnie, 51% negatywnie. Bo jak wiadomo: premier, który nie krzyczy, nie szczeka i nie grozi Unii, w Polsce nie ma łatwego życia.
Największym antybohaterem pozostaje, rzecz jasna, Jarosław Kaczyński – z imponującym wynikiem 62% negatywnych ocen. Nawet Morawiecki (55% na minusie) i Braun (53%) muszą ustąpić miejsca swojemu pryncypałowi w marszu po tytuł „człowieka, którego Polacy mają serdecznie dość”.
Zandberg, jak zwykle, przeszedł bokiem. Tylko 29% negatywnych ocen. Czyli mniej więcej tyle, ile wynosi liczba osób, które rozumieją jego program bez słownika politologii.
EPILOG: Miłość, PSL i podpis Nawrockiego
Na koniec — rzutem na taśmę legislacyjną — rząd przyjmuje projekt ustawy o statusie osoby najbliższej. Czyli taki rodzaj cywilizowanego minimum, który w normalnym państwie przeszedłby w pięć minut, ale u nas musi być negocjowany z PSL-em jak przepis na bigos bez cebuli.
A że trzeba jeszcze zdobyć podpis prezydenta Nawrockiego — człowieka, który słucha IPN-u przez sen — to sprawa robi się dramatycznie farsowa. Bo to tak, jakby poprosić płaską Ziemię o poparcie dla globusa.
ZAKOŃCZENIE: KRAJ ZASYPANY ŚNIEGIEM, ALE NADZIEJA WYSTAJE JAKO ANTENA
Jeśli wtorek miałby mieć własne godło, to byłby to orzeł zasypany po skrzydła, w jednej łapie trzymający smartfona z TikTokiem, w drugiej notatkę z Pałacu Prezydenckiego, a na szyi plakietkę: „Najbliższy status — nadzieja”.
Bo ostatecznie: pokój może się zbliża, zima wali w okna, a propaganda z TikToka sypie się jak tania peruka. Ale może właśnie dlatego warto być czujnym. I mieć łopatę w jednej ręce, a zdrowy rozsądek w drugiej.
Bo w Polsce zawsze jest co odgarniać.

Dodaj komentarz