
Zima przyszła jak nieproszony gość, który najpierw zadzwonił domofonem, potem wyłamał drzwi, a na końcu rozsiadł się na kanapie i zażądał pierogów. Śnieg sypie z bezczelnością posła Mateckiego, a wiatr wieje z siłą argumentów Jarosława K., czyli żadną – ale za to z determinacją godną fanatyka. Ludzie marzną, psy nie chcą wychodzić na spacer, a koty zerkają przez okno z miną godną komentarzy Czarzastego – czyli niby zaangażowani, ale tak naprawdę mają wszystko gdzieś.
Starzy ludzie (czyli wszyscy po czterdziestce) narzekają na kręgosłupy, które przypominają linie kolejowe za rządów PiS – krzywe, niedziałające i pełne opóźnień. W aptekach tłok, bo każdy chce mieć w domu coś, co go „postawi na nogi”, jakby te nogi miały jeszcze dokąd pójść. Młodsi? Udają, że wszystko w porządku, póki nie kichną i nie złamią sobie żebra. Wtedy idą do lekarza, który jest tak dostępny, jak empatia u Sławomira Mentzena.
Polityka w tym wszystkim trzyma się nas jak grzybica – niby można ignorować, ale w końcu i tak swędzi. Premier Tusk próbuje łatać dziury po bandzie prezesa, który uciekł do swoich bliźniaczych wspomnień i szpitala, gdzie wszystko było proste, narodowe i spiżowe jak pomnik. Żurek i Sikorski robią, co mogą, a że mogą więcej niż cały rząd PiS razem wzięty (z Morawieckim w roli krasomówcy i sprawcy inflacyjnej schizofrenii), to jeszcze długo będą zbierać gruz po tej demolce.
Tymczasem z Pałacu Prezydenckiego dobiega milczenie. Nawrockie milczenie. Cisza, która boli bardziej niż expose ministra kultury od Nowogrodzkiej. Ale spokojnie, jest jeszcze Nawrocki, ten Herod historii, co to z IPN-u zrobił dom wariatów z kroniką kryminalną. Przydacz? Bogucki? Razem z Cenckiewiczem tworzą swoistą drużynę pierścienia absurdu – tylko zamiast walczyć ze złem, sami nim są.
Nie zapominajmy też o Konfederacji – tej politycznej wersji kabaretu, w którym każdy skecz kończy się pogardą do kobiet, Unii, nauki i higieny osobistej. Braun – naczelny prorok odkażania sejmowych mikrofonów, Mentzen – właściciel wszystkich odpowiedzi, których nikt nie potrzebował, i Bosak – poster child intelektualnego zaparcia.
A za granicą? Trump znów coś mówił. O sobie. Jak zwykle. A świat się kręci, jakby nie zauważył, że jest prezydentem. Putin tymczasem gra w swoją krwawą szachownicę, na której pionki to dzieci, a reguły gry pisane są cyrylicą i pogardą.
Zima trzyma, polityka swędzi, kręgosłupy trzeszczą. I tylko zdrowy rozsądek – ten ostatni bastion wolności – przypomina nam, że nie warto dawać się zwariować. A jak już się wszystko zawali – zawsze można się położyć i poczytać felieton. Bo przynajmniej wiadomo, że tam ktoś jeszcze myśli.
Więc trzymajcie się ciepło. Ale nie jak PSL przy korycie. Raczej jak człowiek przy kubku herbaty – z godnością i z dystansem.

Dodaj komentarz