ZBYSZEK NA  UCHODŹSTWIE, KACZYŃSKI W KRYJÓWCE, NARÓD W OSŁUPIENIU

Warszawa

Niedzielne popołudnie. Czas na rosół, ciasto i przegląd tygodnia, w którym polska polityka znów postanowiła zawstydzić brazylijskie telenowele, średniowieczne intrygi i odcinki „Trudnych spraw”. Mamy wszystko: uciekiniera, zdradzonego wodza, prezydenta z zapałkami, który sam już nie wie, czy podpisuje, czy się obraża.

Zacznijmy od Zbigniewa Ziobry, który jeszcze niedawno groził sądami wszystkim – od lekarzy po opozycję – a dziś ucieka przed sądem jak turysta, który nie zapłacił za minibar w hotelu. Sejm uchylił mu immunitet, prokuratura wystawiła nakaz zatrzymania, a Zbyszek jakimś cudem zniknął z kraju. Oficjalnie „na leczenie”. Nieoficjalnie: budapesztański dywan czeka. Tak oto były minister sprawiedliwości dołącza do grona politycznych „uchodźców luksusowych”. Romanowski już tam jest. Jeszcze tylko brakuje sędziego Szmydta z Białorusi i możemy ogłosić powstanie Ministerstwa Sprawiedliwości na Uchodźstwie. Procesy będą odbywały się wirtualnie, może przez Zooma, a wyroki — jak przystało na dawną ekipę Ziobry — będą gotowe zanim wpłyną akta. Jeśli ktoś nie wierzy, polecam archiwum Funduszu Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński, czyli nasz polityczny Gandalf (tylko bez magii i z coraz dłuższymi przerwami w świadomości), kompletnie nie panuje nad tym, co się dzieje. Ziobro wymyka się spod kontroli, jego ludzie mówią coraz dziwniejsze rzeczy, a sam prezes chowa się przed mediami jak dziecko, które stłukło szybę i teraz liczy, że mama się nie zorientuje. Tymczasem sam Kaczyński postanowił w tym tygodniu stanąć murem za Danielem Obajtkiem. Uznał go za „najwybitniejszego menedżera III RP” i wezwał naród do protestów przeciwko politycznym represjom wobec byłego prezesa Orlenu. Tusk odpowiedział krótko: „Zabraknie wam cegieł do tego muru”, i trudno się z nim nie zgodzić. Jak bardzo trzeba nie znać nastrojów społecznych, by ogłaszać Obajtka ofiarą, a nie twórcą własnych problemów?

Tymczasem Sławomir Mentzen z Konfederacji uderzył jeszcze mocniej – nazwał Kaczyńskiego kłamcą i cynikiem, który wykorzystuje chorobę Ziobry do celów politycznych. Skoro już nawet Konfederacja odwraca się od wodza, to znaczy, że Nowogrodzka przypomina dziś bardziej pustostan niż centrum dowodzenia. A przecież jeszcze niedawno Mentzen grzecznie unikał frontalnych starć. Teraz wali z otwartą przyłbicą.

Karol Nawrocki, nasz świeżo upieczony prezydent z IPN-u, w jednym tygodniu zdążył zawetować cztery ustawy, pokłócić się z rządem o nominacje oficerskie i zapowiedzieć udział w Marszu Niepodległości. Ale nie byle jakim – tym narodowo-radykalnym, z racami, Młodzieżą Wszechpolską i hasłami o „białej Europie”. Organizatorzy tego marszu, swoją drogą, nie pozwolili Kaczyńskiemu na żadne przemówienie – co samo w sobie mówi wszystko o obecnym statusie starego wodza.

Wracając do Nawrockiego – nie podpisał nominacji oficerskich dla 136 funkcjonariuszy ABW i kontrwywiadu wojskowego. Bo się obraził. Tak po prostu. Brakowało „odpowiednich konsultacji” i najwyraźniej nie dostał wystarczająco dużo atencji. Chciał spotkań, poklasku, może kwiatów – zamiast tego dostał brief i rozkaz. Więc się obraził, jak przystało na człowieka, który uważa, że prezydentura to przedłużenie gabinetu historycznego w IPN.

Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, nie krył złości – mówił o sabotażu państwa i upokorzeniu ludzi, którzy chcą służyć Polsce. Tusk z kolei przypomniał, że prezydent nie powinien działać jak „blokada decyzyjna” dla rządu, tylko współpracować. Ale Karol woli postawić na gesty symboliczne – jak marsz z nacjonalistami – niż na współpracę z państwowym aparatem bezpieczeństwa.

Marcin Przydacz w tym czasie osiąga nowe poziomy absurdu. Potrafi powiedzieć „Tusk kłamie” w każdej rozmowie, niezależnie od tematu. Pytasz go o pogodę – Tusk kłamie. Pytasz o ceny paliw – Tusk kłamie. Pytasz o stan psychiatrii w Polsce – Tusk pewnie też kłamie. To już nie jest rzecznik. To mem. Żywy dowód, że PiS potrzebuje wroga bardziej niż powietrza.

Na tle tej całej farsy Donald Tusk wygląda jak dorosły w pokoju pełnym dzieci z ADHD. Nie krzyczy, nie obraża się, nie ucieka do Budapesztu ani nie wetuje ustaw dla zasady. Po prostu robi swoje. A że przy okazji punktuje przeciwników jakby grał w politycznego ping-ponga z zawiązanymi oczami – to inna sprawa.

W cieniu Tuska działa Waldemar Żurek, który powoli, skrupulatnie, rozbiera na części układ Ziobry i jego ludzi. Nikt się z nim nie fotografuje, nie chodzi na marsze, ale to właśnie on ma dziś klucze do zaplecza, gdzie leżą najciekawsze akta. I coraz więcej z nich trafia do opinii publicznej.

Podsumujmy:

  • Ziobro – uciekinier w dresie Adidasa, który kiedyś chciał sądzić wszystkich, a dziś sam nie wie, kto zapuka do drzwi.
  • Kaczyński – polityczny zombi, którego nawet własna partia trzyma już tylko z sentymentu.
  • Nawrocki – prezydent z deficytem emocjonalnym, który chce być mężem stanu, ale wychodzi mu klasowy przewodniczący z kompleksami.
  • Przydacz – recytator grozy w stylu szkolnych jasełek.
  • Tusk – jedyny dorosły w pokoju.

A my, naród, patrzymy na to wszystko jak na spektakl, w którym bilety rozdawali za darmo, ale nikt nie powiedział, że nie można wyjść w połowie. Mimo to siedzimy, oglądamy, komentujemy. Bo to przecież nasza narodowa opera mydlana.

Może i Halloween się skończyło, ale w polskiej polityce maskarada trwa dalej. I wygląda na to, że najstraszniejsze kostiumy zostawili sobie na listopad.

Koniec bajki. Dobranoc, Zbyszku. Śpij spokojnie, Karolu. Jarosławie – czas zejść ze sceny. Donaldzie – kawa parzy, ale rób dalej swoje.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights