ZBIGNIEW ZIOBRO I OSTATNI CUD W SEJMIE: ODLOT, PRZYLOT I ZDERZENIE Z RZECZYWISTOŚCIĄ

Warszawa

Wreszcie. Po miesiącach teatralnych uników, cudownych rekonwalescencji i bardziej lub mniej udanych prób teleportacji między Jeruzalem a Brukselą, Zbigniew Ziobro — samiec alfa paranoi politycznej, bohater wszystkich komisji śledczych, które nie istnieją (jego zdaniem) — został dostarczony. Radiowóz nieoznakowany, ale absurd sytuacji widoczny z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Godzina 10:24, warszawskie lotnisko, ziemia drży, nie od Pegasusa, tylko od zbiorowego westchnienia ulgi: „Czy to naprawdę on? Czy to nie hologram z Radia Maryja?”. Ale nie. To był on. We własnej osobie, lekko osowiały po locie z Brukseli i jak zwykle gotowy nie uznać niczego i nikogo poza swoim odbiciem w lustrze konstytucyjnego chaosu.

O godzinie 12:00, w rytmie syczenia ekspresu do kawy z bufetu sejmowego, drzwi sali się otworzyły i na scenę wkroczył Ziobro. Nie przyniósł ze sobą prawdy, ale za to bagaż z pogróżkami, inwektywami i egzystencjalnym przekonaniem, że wszyscy są winni, tylko nie on.

Z CYRKOWEJ MANAŻERI DO SEJMOWEJ ŁAWY

„Nie jestem przed komisją śledczą” — oznajmił Ziobro. Już na wejściu zagrał w ulubione bingo byłego ministra: podważ legalność, zakwestionuj rzeczywistość, obraź prowadzących i groź pozwami. To jego autorski styl — połączenie Konstytucji 3 maja z dialogami z Psów.

Później było już tylko bardziej groteskowo:

„Składam wniosek o wyłączenie wszystkich państwa z udziału w komisji śledczej. Uważam, że działacie nielegalnie, bezprawnie i wyczerpujecie cechy przestępcze” — stwierdził z powagą faceta, który przez osiem lat rozdawał sprawiedliwość jak ulotki z kebaba.

„Będziemy się spotykać, ale w innych rolach – na sali sądowej” — zapowiedział, wcielając się w postać samozwańczego mściciela, który najwyraźniej nie zauważył, że świat poza jego banieczką poszedł dalej.

A potem było już tylko lepiej. Mówił dużo, mówił długo, mówił… sam do siebie, bo komisja co chwila musiała przywoływać go do porządku, jakby był głośnym wujkiem na weselu, który myli przemówienie z terapią grupową.

PEGASUS, GÓWNIANY JEDNOROŻEC PRAWA

Ziobro, rozpięty między trybem „mam zaświadczenie lekarskie” a trybem „jestem najzdrowszą ofiarą systemu”, wreszcie przyznał:

„Pegasus został zakupiony z Funduszu Sprawiedliwości, w czym miałem swój udział. Jestem z tego rad i zrobiłbym to jeszcze raz”.

Oto mamy – człowiek, który przez lata udawał, że inwigilacja to żart opozycji, dziś na żywo przed kamerami staje w roli dumnie przyłapanego. Oświadczenie godne przestępcy, który na sali sądowej chwali się, że włamał się do banku, bo „dzięki temu ludzie zrozumieli, jak ważne są zabezpieczenia”.

Komisja nie wiedziała, czy zadawać pytania, czy wezwać egzorcystę. Ziobro za to wiedział wszystko. Co więcej — nie pytany o Tuska, mówił o Tusku. Nie pytany o Giertycha, krzyczał o Giertychu. Nie pytany o siebie — rozpływał się w monologu jak masło na patelni.

„Giertych jest złodziejem” — padło z ust byłego ministra. Tu prawnicy w sali zrobili zbiorowe „oooops”, a Twitter szykował popcorn. Roman Giertych już zapowiedział doniesienie do prokuratury. Prawdopodobnie jednej z tych, które Ziobro kiedyś uznawał za swoje osobiste call center.

TRAGIFARSA Z ELEMENTAMI HORRORU PRAWNEGO

Ziobro — postać zbudowana z pomówień, rozporządzeń i krzywego zwierciadła historii. Były minister, który myli demokrację z autorytetem, a komisję z kabaretem. Mówi o Polsce jak o swojej firmie, o komisji jak o zgrai sabotażystów, a o sobie — jak o Janie Pawle II i Rambo w jednym.

Człowiek, który przez lata pacyfikował niezależność sądów, dziś płacze, że nie pozwolono mu mówić, kiedy tylko chciał. Człowiek, który inwigilował dziennikarzy, sędziów, opozycję — dziś mówi, że to wszystko było dla dobra narodu. Jak Himilsbach grający Hamleta.

ZBIGNIEW ZIOBRO: KONSEKWENCJA W NIEBYWAŁYM KOMPROMITOWANIU SAMEGO SIEBIE

Cokolwiek jeszcze powie, cokolwiek zrobi — to przesłuchanie już przeszło do historii. I nie dlatego, że coś wyjaśniło. Przeciwnie — bo pokazało, że arogancja, tupet i poczucie bezkarności wciąż mają twarz, głos i nazwisko. A także pełny grafik i gotowy scenariusz do nowego odcinka serialu pt. „Zbigniew Ziobro: Sprawiedliwość to ja”.

Na zakończenie, przypomnijmy sobie słowa, które padły z jego ust, z miną człowieka, który właśnie odkrył, że mikrofon działa:

„Prawda i propaganda chodzą różnymi ścieżkami i spotkać się nie mogą”.

I to prawda. Dlatego Ziobro od lat nie spotkał się ani z jednym, ani z drugim.

Teraz trwa 10-minutowa przerwa.

Ciąg dalszy nastąpi.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights