
Zbigniew Ziobro znów przemówił. Tym razem z Budapesztu — stolicy, w której praworządność występuje głównie w wersji muzealnej, obok paprykarza i portretu Orbána. To właśnie stamtąd, wśród bratnich duchów autorytarnej demokracji, były minister sprawiedliwości ogłosił:
„To zemsta Donalda Tuska! Przeszła w kolejną fazę — wniosek o uchylenie mi immunitetu oraz zgodę Sejmu na areszt tymczasowy.”
Trudno się nie wzruszyć. Jeszcze niedawno Ziobro sam decydował, kto pójdzie siedzieć, a dziś boi się wrócić do kraju. To, co nazywa „zemstą Tuska”, dla reszty świata jest po prostu wymiarem sprawiedliwości.
Ziobro mówi dalej, z przejęciem godnym aktora z serialu TV Republika:
„Donald Tusk ma powody do zemsty. Jako prokurator generalny nadzorowałem postępowania wobec jego ludzi – Nowaka, Giertycha, Grodzkiego…”
A jakże, pełna lista nazwisk. Zabrakło tylko dopisku: „…i paru niewinnych po drodze, ale kto by tam liczył”.
Przypomnijmy, za co chcą odebrać mu immunitet. Prokuratura zarzuca mu 26 przestępstw, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i defraudację środków z Funduszu Sprawiedliwości. Miał wydawać polecenia łamania prawa, ustawiania konkursów i rozdawania dotacji po znajomości. W skrócie – stworzył własną wersję państwa prawa: dla swoich, z pieniędzy wszystkich.
A teraz ten sam człowiek, który przez lata wieszał ludzi medialnie bez procesu, błaga o litość. Tłumaczy, że choroba nie pozwala mu przyjechać. Oczywiście – z Budapesztu do Warszawy to ogromna odległość, zwłaszcza moralna.
Zbigniew Ziobro na tle węgierskich flag mówi o praworządności tak, jak arsonista mówi o bezpieczeństwie pożarowym. Dwie telewizje transmitują jego wystąpienie – Republika i wPolsce24. Widzów tylu, ilu sprawiedliwych w Funduszu Sprawiedliwości.
Patrząc na niego, trudno nie pomyśleć, że w polityce naprawdę wszystko jest możliwe. Minister, który uczynił prokuraturę narzędziem politycznym, teraz sam ucieka przed prokuraturą. I jeszcze ma czelność nazywać to „polowaniem”.
Ziobro z Budapesztu przypomina człowieka, który podpalił dom, a teraz z balkonu hotelu w innym mieście tłumaczy, że ogień to spisek strażaków. Przez lata był władcą strachu, a dziś boi się własnego cienia.
Polska 2025: Zbigniew Ziobro walczy o praworządność w Budapeszcie.
Bo tylko tam nikt nie pyta, gdzie podziały się pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości.

Dodaj komentarz