ZAWODY W NACIĄGANIU RZECZYWISTOŚCI

Warszawa

Witajcie w epoce Enhanced Politics™, nowej dyscypliny olimpijskiej, gdzie liczy się nie czystość gry, ale długość strzykawki, z którą wbiegasz na arenę. Sportowcy mają Las Vegas, my mamy Warszawę, Czarny Dunajec i Nowogrodzką. Kto wygra? Ten, kto szybciej zmetabolizuje moralność.

Zatrzymajmy się na chwilę przy Las Vegas. To właśnie tam, w sercu pustyni, gdzie kasyna nigdy nie śpią, a rozum opuszcza człowieka po trzeciej margaricie, planowane są Enhanced Games – igrzyska przyszłości. Nie, nie chodzi o nowe technologie, innowacje czy inkluzywność. Chodzi o sterydy. Dosłownie. Organizatorzy zapowiadają imprezę, w której sportowcy będą mogli przyjmować dowolne substancje wspomagające, by osiągać „prawdziwe” rekordy.

Na czele tej dopingowej rewolucji stoi nie kto inny jak Donald Trump Junior – człowiek, który w życiu nie wygrał żadnych zawodów, chyba że mówimy o wyścigu na nazwiska. Syn swojego ojca, dziedzic rodzinnej fortuny i propagandowego zapału. Junior nie tylko inwestuje w te igrzyska, ale i promuje je jako esencję wolności i uczciwej rywalizacji. Tak, dokładnie: uczciwej. Bo według niego uczciwość to brak zasad i nieograniczone przyzwolenie na chemiczne wspomagacze. Najwyraźniej nie wystarczyły mu dożywotnie zastrzyki z kapitału, koneksje i ochrona nazwiska – teraz chce, żeby świat robił to samo, tylko bardziej widowiskowo.

Wśród sponsorów i patronów tego testosteronowego kabaretu pojawiają się inwestorzy z Doliny Krzemowej, samozwańczy prorocy transhumanizmu, a także paru podejrzanych doradców, którzy wcześniej pomagali sprzedawać kryptowaluty o nazwach przypominających pasze dla bydła. Wszystko w imię „przyszłości sportu”, choć wygląda to bardziej jak przyszłość dystopii. Ciało się rozpadnie, dusza wyparuje, ale wynik zostanie. Tak samo, jak po kampanii wyborczej: program się zdezaktualizuje, obietnice rozsypią, a propagandowy efekt zostanie w Google do końca świata.

I tak oto przenosimy się do Europy, gdzie również trwają igrzyska, tyle że bardziej symboliczne – o pamięć, o wartości, o granice przyzwoitości. W Niemczech Dom Aukcyjny Felzmann chciał wystawić na sprzedaż prywatną kolekcję pamiątek po ofiarach niemieckich obozów koncentracyjnych. „System terroru część II 1933–1945” – brzmi jak nazwa gry planszowej, ale to rzeczywista oferta: listy, dokumenty, osobiste przedmioty więźniów. Licytacja cierpienia. Komercjalizacja Zagłady. Po fali oburzenia – w tym głosach potępienia ze strony polskiego MSZ i minister kultury – aukcja została wycofana. Ale niesmak pozostał. Jak mówiła Marta Cienkowska: „Nie godzimy się na to, by pamięć o ofiarach była traktowana jak towar.”

A skoro już mówimy o absurdach, to zajrzyjmy do Czarnego Dunajca. Tamtejsi radni postanowili odrzucić unijną dotację na remont zabytkowej synagogi. Miliony euro miały pójść na stworzenie domu kultury, z kinem i muzeum. Brzmi jak normalny, cywilizowany projekt, który mógłby ocieplić lokalną rzeczywistość i ocalić pamięć historyczną. Ale nie. Bo przecież to synagoga. Cytując jednego z radnych: „Pewnie od razu będzie międzynarodowy problem, no ale cóż. No nie podoba mi się to.”

Nie podoba mu się, że budynek przetrwał. Że istnieje historia inna niż ta, którą można zmieścić na t-shircie z orłem i hasłem „Polska tylko dla Polaków”. I tak oto w XXI wieku, w kraju członkowskim UE, to nie tylko pieniądze są problemem – to pamięć.

Na tym tle warto wspomnieć jeszcze raz o ministrach Tuska – tych, którzy robią, co mogą, by przeciwdziałać tej zbiorowej amnezji. Radosław Sikorski – człowiek z doświadczeniem i językiem ostrym jak brzytwa, z klasą, która razi w oczy tych, co przywykli do mowy trawiastej. W sprawie skandalicznej aukcji w Niemczech zareagował błyskawicznie – bez zbędnych słów, bez pozy. Adam Żurek – minister sprawiedliwości, nie szukający blasku fleszy, ale porządkujący to, co zdewastował jego poprzednik – Ziobro, który zostawił po sobie system prawny przypominający rozgrzebane pole minowe. Andrzej Domański – minister finansów, któremu przypadło zadanie godne postaci z greckiej tragedii: ogarnąć budżet po latach finansowej iluzji. I choć teraz musi zmagać się z ogniem kontrowersji wokół ulgi meldunkowej, to przynajmniej nie udaje, że go nie ma.

A Donald Tusk? Cóż, jest jak kapitan statku, który wraca na mostek po rejsie przez Morze Brukseli – widzi wrak, widzi załogę w połowie śpiącą, a w połowie rozbawioną i musi z tego ulepić coś, co dopłynie do brzegu. Czy to się uda? Nie wiadomo. Ale przynajmniej nie udaje, że gra w grę, której nie rozumie.

Tymczasem na prawicy – nadal koksiarskie mistrzostwa. Prezydent Karol Nawrocki, z twarzą z brązu i głosem jakby z radiowęzła z 1953 roku, odmówił nominacji 46 sędziów oraz oficerów wywiadu. Bo tak. Bo może. A może dlatego, że wierzy, iż ten gest pokazuje mu się w lustrze jako akt odwagi, nie sabotażu. W sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” decyzje prezydenta negatywnie oceniło 39,4 proc. badanych, pozytywnie – 30,9 proc. Reszta zapewne uznała, że kolejna awantura wokół nominacji to tylko dalszy ciąg politycznego kabaretu, który już nikogo nie bawi.

Jarosław Kaczyński tymczasem udziela wywiadów, w których deklaruje: „Będziemy bronić Ziobry. W wielu sprawach miał rację”. Tak mówi człowiek, który stworzył z Ziobrą symbiotyczną strukturę politycznego rewanżyzmu i sądowniczego buldożera. Teraz, gdy Ziobro znika ze sceny w oparach własnych niepowodzeń i śledczych zainteresowań, Kaczyński próbuje grać na sentymentach. Jakby chciał, byśmy zapomnieli, że to on był reżyserem tej groteski.

Tymczasem z zaskakującą odwagą, choć i ryzykiem, otwieramy przejścia graniczne z Białorusią. Rusłan Szoszyn nazywa to „odważnym eksperymentem” – i trudno się nie zgodzić. W czasach, gdy granice są liniami frontu, my otwieramy drzwi. Czy to szansa, czy polityczna naiwność? Przekonamy się wkrótce.

I wreszcie – geopolityka w tle. Wojna Rosji z Ukrainą trwa 1362 dni. A Unia Europejska, w tym Polska, mimo doniosłych deklaracji, dalej kupuje od Rosji. Najwięcej nawozów. 37 proc. importu tych nawozów do UE – to nasza zasługa. Dumny kraj walczący o wolność sąsiadów, który w międzyczasie robi zakupy u agresora. Hipokryzja? Raczej codzienna normalność czasów, w których rachunek ekonomiczny skutecznie zagłusza sumienie.

Bogactwo w obligacjach, bieda w wartościach. Groźby wobec polityków, cyrki medialne z Rymanowskim w roli arbitra głupoty, kanały YouTube jako główne źródła informacji. W tym wszystkim coraz trudniej odróżnić informację od imitacji. Słowo od mema. Fakt od narracji. A to już prosta droga do kolejnych igrzysk – nie tylko sportowych, nie tylko politycznych. Igrzysk, w których najważniejsze nie będzie to, kto wygra, ale kto jeszcze będzie w stanie zrozumieć, że to tylko gra.

Morał? Prosty jak PiS-owski przekaz dnia: świat się zmienia, ale nie zawsze na lepsze. W epoce, gdy przyzwoitość jest niemodna, prawda – nieopłacalna, a kompromis – zbyt miękki, musimy nauczyć się nowej cnoty: odporności. Na bzdury. Na manipulację. Na patriotyzm podsycany przez kibolskie race i narodowe koszulki z Chin.

Ale może, może kiedyś znowu będziemy mieli prawdziwe igrzyska: czyste, uczciwe, bez dopingu i bez Tarczyńskiego.

Chociaż… nie wiem, czy jesteśmy już na nie gotowi.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights