
Usiadłem dziś rano przy biurku jak przykładny wykładowca: kawa w kubku, notatki gotowe, głowa czysta jak protokół po audycie ISO. Plan był prosty — wejść w tryb pracy i ignorować świat, dopóki świat nie postanowi ignorować mnie.
Niestety, popełniłem błąd kardynalny.
Kliknąłem w wiadomości.
I wtedy mnie zatkało. Zatkało tak kompletnie, że gdyby w pobliżu stał AED, podszedłby do mnie z troską, mówiąc: „Proszę się nie ruszać, zaraz zrestartujemy system”.
Bo oto, co człowiek widzi o 9:42, zanim jeszcze wprowadzi studentów w meandry procesów biznesowych:
TRUMP ZNÓW WYBUCHŁ, CZYLI PORANNE TREŚCI NIEODPOWIEDNIE DLA OSÓB O SŁABYCH NERWACH
Donald Trump, człowiek, który powinien mieć limit dzienny na słowa, odpalił kolejne fajerwerki caps locka. Tym razem obraził:
- dwie kongresmenki,
- Roberta De Niro,
- Rosie O’Donnell,
- oraz — symbolicznie — inteligencję jako taką.
Napisał o „wyłupiastych oczach lunatyków”, „niskim IQ”, „szaleńcach”, a następnie zaproponował deportację. Deportację — kongresmenek i aktora.
Jak tak dalej pójdzie, to w trzecim wpisie deportuje sam siebie, bo pomyli zakładki.
A przecież De Niro tylko powiedział prawdę. Że Trump „jest idiotą i nie odda władzy dobrowolnie”.
I co zrobił Trump? Odpowiedział z godnością męża stanu:
„Rozpłakał się jak dziecko!”
Tak, De Niro. Ten sam, który w „Wściekłym Byku” wytrzymał więcej ciosów niż Trump hejtu na Truth Social.
ROSIE O’DONNELL — OFIARA Z KATAPULTY
Trump, będąc już w amoku twórczym, dorzucił do wpisu Rosie O’Donnell. Nikt nie wie dlaczego. Ona sama zapewne też nie.
To trochę tak, jakbyś robił jajecznicę i wrzucił tam pilota od telewizora. „Bo akurat leżał”.
Rosie mieszka spokojnie w Irlandii, ale według Trumpa „próbuje wrócić do naszych pięknych Stanów Zjednoczonych”.
Wyobrażam sobie, jak otwiera lodówkę, a tam karteczka: „Zostałaś znów wspomniana w amerykańskiej polityce. Powodzenia”.
ŚWIAT W OGNIU, A POLITYCY DOBIERAJĄ OBCIACHOWE SCENARIUSZE
To wszystko dzieje się na tle realnych problemów: wojny, kryzysów, kurczącej się demokracji. A tymczasem lider największego mocarstwa odpala internetową bójkę z aktorem.
Aktor — przyznajmy — ma więcej klasy w jednym geście niż Trump w całym zapleczu komunikacyjnym.
W podcaście Nicole Wallace De Niro powiedział:
„On zrujnuje ten kraj. Trzeba go odsunąć od władzy.”
I wszystko wskazuje na to, że powiedział to bez krzyku, co już samo w sobie wystarczyło, by Trumpowi podskoczyło tętno.
„The Guardian” zaś opisał, że De Niro doprowadza go do „czystej furii”.
Wyobrażam to sobie:
Trump siedzi przy śniadaniu, włącza wiadomości, widzi De Niro i mówi do naleśnika: „TY TEŻ MASZ NISKIE IQ?!”
A W POLSCE TYM CZASEM… O, TU JEST INNY GATUNEK TEATRU
Zaglądam do polskich newsów w nadziei, że chociaż u nas ciszej.
Niestety — jesteśmy krajem, który patrzy na amerykański kabaret i mówi: „Potrzymaj mi piwo”.
U nas debaty sejmowe przypominają rykowiska, konferencje prasowe są jak teleturnieje, w których nikt nie zna zasad, a prawo traktowane bywa jak menu w restauracji: „Dzisiaj nie zamawiamy prawa europejskiego, bo nam nie pasuje”.
I trudno powiedzieć, kto prowadzi w kategorię absurd roku — Ameryka czy Polska.
A JA? SIEDZĘ W PRACY I MYŚLĘ, ŻE WSZYSTKO TO JAKIŚ SERIAL
Studenci wchodzą, siadają, otwierają laptopy. Patrzą na mnie jak na człowieka, który zaraz wytłumaczy im proces analityczny.
A ja wciąż mam przed oczami De Niro wymieniającego Trumpa z precyzją skalpela. I Trumpa odpłacającego mu siekierą.
Świat zwariował. Świat przyspieszył. Świat kręci się jak bączek, któremu ktoś podał espresso.
A ja siedzę, piję swoją kawę i myślę:
„Jak można było tak wcześnie rano otworzyć internet?”
Człowiek wychodzi z domu do pracy, a tam — świat już płonie.
Na dziś wystarczy.
Zamykam przeglądarkę.
Otwieram prezentację.
Zaczynam zajęcia.
Choć jedno jest pewne:
Następnym razem najpierw kawa. Potem logika. A internet dopiero po lekach uspokajających.

Dodaj komentarz