ZAJĄC, KTÓRY PRZYNIÓSŁ NAM ŚWIAT (I NIE ZOSTAWIŁ PARAGONU)

Warszawa

Wielkanoc zaczyna się zawsze tak samo, nawet jeśli świat od miesięcy próbuje udowodnić, że nic już nie jest takie jak dawniej. Światło wlewa się do kuchni trochę nieśmiało, jak urzędnik w poniedziałek, kawa stygnie szybciej niż obietnice wyborcze, a na stole stoi wszystko, co przez wieki miało nas przekonać, że życie jednak ma sens i że warto było przetrwać zimę, rachunki, inflację i wiadomości z ostatnich dni.

Jajka leżą spokojnie, jakby nie wiedziały, że za chwilę staną się metaforą wszystkiego, co kruche i nie do końca pod kontrolą. Baranek z masła patrzy w przestrzeń z miną prezesa, który już wie, że coś się zaraz wydarzy, tylko jeszcze nie wie co. Chrzan robi swoje – czyli przypomina, że życie bez łez byłoby podejrzane – a kiełbasa, jak to kiełbasa, milczy, bo wie, że w polskiej historii najwięcej przetrwali właśnie ci, którzy milczeli.

I przez chwilę jest normalnie.

Tak zwyczajnie, po ludzku, jakby świat się zatrzymał i powiedział: „Dobrze, dzisiaj odpuszczam”. Ale to tylko chwila, bo pod stołem już się kotłuje.

Nie w sensie metaforycznym – choć też – tylko bardzo konkretnym. Telefon leży obok talerza, ekran co chwilę się rozświetla, a razem z nim przychodzą wszystkie wojny świata, wszystkie ceny baryłek ropy, wszystkie algorytmy, które wiedzą o nas więcej niż my sami. Jeszcze zanim ktoś zdąży powiedzieć „smacznego”, już wiemy, co powiedział Donald Trump, co zrobił Donald Tusk i co wymyślił Przemysław Czarnek, który – jak to bywa z ludźmi pełnymi pomysłów – rozdaje cudze pieniądze z rozmachem człowieka, który nigdy nie musiał ich liczyć.

I nagle okazuje się, że śniadanie wielkanocne to nie jest już śniadanie. To jest panel dyskusyjny.

Ktoś zaczyna od paliwa. Zawsze ktoś zaczyna od paliwa, bo nic tak nie rozpala wyobraźni jak cena benzyny. Pakiet CPN unosi się nad stołem jak święcona woda – niby pomaga, niby uspokaja, ale każdy rozsądny człowiek czuje, że to działa tylko do momentu, aż przestanie działać. Ktoś mówi, że dobrze, bo taniej, ktoś inny, że źle, bo później będzie drożej, a ktoś trzeci milczy i tylko patrzy na jajko, jakby chciał z niego wyczytać przyszłość.

I to jest ten moment, w którym jajko przestaje być jajkiem, staje się prognozą, bo wszyscy wiemy, że ono pęknie. Pytanie tylko kiedy.

W tym samym czasie, gdzieś między sałatką a żurem, pojawia się temat świata. Nie Polski, nie Europy, tylko świata – tego wielkiego, rozedrganego, który wdarł się do naszych domów przez ekran telefonu i rozsiadł się przy stole bez zaproszenia. Ktoś opowiada o Iranie, ktoś o cieśninie Ormuz, ktoś o tym, że ropa kosztuje tyle, że nawet zając by się zastanowił, czy warto jeszcze biegać.

A zając siedzi. Cicho. Pod stołem.

Patrzy na to wszystko i pewnie myśli, że kiedyś jego rola była prostsza. Przynosił jajka, dzieci się cieszyły, dorośli udawali, że wierzą, i wszyscy byli zadowoleni. A teraz? Teraz musi konkurować z inflacją, geopolityką i sztuczną inteligencją, która potrafi napisać życzenia szybciej niż babcia zdąży powiedzieć „Alleluja”.

I gdzieś w tym wszystkim ktoś rzuca temat pracy. AI. Automatyzacja. Roboty. I nagle przy tym stole, przy którym jeszcze chwilę temu największym problemem było, czy majonez jest dekoracyjny czy kielecki, zaczyna się rozmowa o tym, czy za kilka lat ktoś jeszcze będzie miał pracę, czy tylko login i hasło do systemu, który będzie go zastępował.

To już nie jest śniadanie. To jest grupa fokusowa lęków.

A politycy? Politycy siedzą przy tym stole jak aktorzy w kiepskim teatrze, każdy gra swoją rolę, każdy mówi swoje kwestie, a publiczność – czyli my – coraz częściej patrzy na to z rosnącym zdziwieniem, że z tej całej gry niewiele wynika poza hałasem.

Ktoś wspomina o Trybunale, ktoś o sędziach, ktoś o tym, że jedni zaprzysiężeni, inni nie, a konstytucja gdzieś między sernikiem a mazurkiem próbuje udawać, że to wszystko ma jeszcze jakiś sens. Nawrocki układa meble w państwie jak ktoś, kto znalazł instrukcję, ale czyta ją od końca, Morawiecki chodzi własnymi ścieżkami jak turysta bez mapy, a Kaczyński patrzy na to wszystko jak dyrygent orkiestry, która już dawno przestała grać tę samą melodię.

I tylko Tusk siedzi gdzieś z boku, pilnując, żeby przynajmniej stół się nie zawalił, choć wokół niego coraz więcej ludzi próbuje sprawdzić, czy przypadkiem nie da się go jeszcze trochę przechylić.

A świat? Świat robi swoje. Chiny patrzą i czekają, jak księgowy, który wie, że na końcu i tak wszystko się musi zgodzić. Europa próbuje coś ugasić, Ameryka coś podpala, a my siedzimy przy stole i zastanawiamy się, czy jeszcze jesteśmy uczestnikami, czy już tylko widzami.

I wtedy dzieje się coś dziwnego. Na chwilę zapada cisza. Ktoś bierze jajko. Delikatnie. Uderza. Pęka.

I w tym jednym, krótkim dźwięku jest więcej prawdy niż w całej tej wielkiej rozmowie. Bo okazuje się, że mimo całego chaosu, mimo wszystkich lęków, mimo tej globalnej gonitwy myśli i informacji – życie nadal działa według swoich zasad.

Pęka, żeby się odrodzić. I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o to, żeby świat nagle stał się prosty, logiczny i przewidywalny, bo to by było podejrzane jak polityk mówiący wyłącznie prawdę. Chodzi o to, żebyśmy mimo tego wszystkiego potrafili usiąść przy stole, spojrzeć na siebie i choć przez chwilę uwierzyć, że nie wszystko trzeba rozumieć, żeby móc żyć.

Dlatego życzę Państwu świąt takich trochę nieidealnych, trochę absurdalnych, ale za to prawdziwych. Takich, w których zając nadal ma sens, nawet jeśli nie ma go w żadnej księdze, a jajko pęka dokładnie wtedy, kiedy powinno – ani za wcześnie, ani za późno.

A jeśli ktoś zapyta, czy świat się jeszcze ułoży, to proszę spokojnie odpowiedzieć, że świat zawsze się układa.

Tylko rzadko według naszego planu.

I całe szczęście, bo gdyby było inaczej, to nawet zając by się znudził.


  1. Elzbieta Swiecicka

    Majstersztyk! Odwzajemniam życzenia!

  2. Zbigniew Kędzierski

    Nasze lęki i zazdrość oraz chęć dominacji próbujemy przykryć świętami. Dlaczego na codzień nie jesteśmy pozytywnie nastawieni?

  3. Krystyna Fikus

    Ale Święta, to nie dla wszystkich i nie tylko to ten krzyż, śmierć i cierpienie, dla którego pocieszeniem ma być zmartwychwstanie.
    Przede wszystkim, zawsze i dużo wcześniej od tego krzyża, była to radość z tego, że świat budzi się do życia, odradza się po trudach zimy i daje nadzieję na życie. I stąd te kwiatki, koszyczek pełen kolorowych pisanek, kurczaczki i zajączki, do których dołączył baranek. Można świętować i cieszyć się ze świąt, tak jak komu pasuje.
    💐Wesołych Świąt!🧺🐣🐰☺️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights