Drodzy obywatele cyrku politycznego im. IV RP, oto nadeszła chwila szczerości: Donald Tusk miał rację. Tak po prostu. Nie ironicznie, nie półgębkiem. Miał rację i to boli całą hałastrę PiS-owskiego teatrzyku lalek, bardziej niż wyrok sądu, którego nikt nie uznaje, ale który i tak decyduje, co się w tym kraju liczy – dosłownie.
Nie chodzi o to, żeby wywracać stolik, tylko sprawdzić, czy pod nim nie chowają wyniku wyborów. Tusk ujął to precyzyjnie, bez zadęcia: potwierdzono nieprawidłowości, ale uznano, że nie miały wpływu na wynik. I on to przyjmuje. Nie dlatego, że nie widzi obłudy, tylko dlatego, że rozumie, że państwo musi funkcjonować. Że nie można iść na rękę każdej ulicznej histerii wywoływanej przez ludzi, którzy sami powinni siedzieć – jak Morawiecki, Bąkiewicz i ich wiecznie patriotyczna banda.
Tusk mówi spokojnie, że ma świadomość, co się dzieje – i że włos się jeży na głowie, gdy sędzia Manowska tłumaczy, że nie będzie sprawdzać wyników, bo może wygra ktoś, kto ją potem odwoła. To nawet nie jest skandal – to kabaret o prokuratorze, który nie szuka sprawców, bo boi się, że będzie musiał ich aresztować. Tusk nie musi nic dodawać. Jego mina mówi wszystko: „naprawdę? na tym poziomie prowadzicie państwo?”
A teraz wisienka na tym torcie absurdu: najnowszy sondaż IBRiS. KO leci w dół o 7,6 punktu procentowego, PiS prowadzi, a do Sejmu wkracza nowa partia Grzegorza Brauna. Tak, dobrze czytasz. Braun. Ten od niszczenia mebli, antysemita i faszysta, homofob i antyszczepionkowiec
Polska 2050 i PSL? Rozwód im nie służy – są pod progiem. Konfederacja? Na podium. A PiS i Konfederacja razem mają 282 mandaty. To już nie jest polityka. To reality show w wersji post-apokaliptycznej.
A Hołownia? Nadal udaje, że jest poważnym politykiem. Zwoła Zgromadzenie Narodowe, bo „tak trzeba”. A że będzie awantura? Trudno. „Konstytucja!” – krzyczy, nie zauważając, że trzyma ją do góry nogami.
W tym wszystkim Tusk – zmęczony, ale czujny – mówi jasno: nie chodzi o wywracanie stołu. Chodzi o to, by nie robić z ludzi idiotów. I tu ma rację. Ktoś w końcu musi być dorosłym w tym pokoju.
Giertych? Uparty. Chwilami śmieszny, chwilami irytujący, ale uparty. I bardzo dobrze. Bo bez jego wściekłości, jego protestów, SN przeszedłby nad tym wszystkim do porządku dziennego, jak nad zupą z robakiem.
Tak więc, kiedy Tusk mówi, by zachować się przyzwoicie, to nie jest apel – to diagnoza. Diagnoza ciężkiego stanu państwa, które tańczy na linie, a pod spodem nie ma siatki, tylko Bąkiewicz z transparentem.
Wyrok SN? Sfałszowane wybory? Neosędziowie? Morawiecki pod SN? To wszystko jest tak żenujące, że pozostaje nam tylko jeden ruch. Zachowajmy się przyzwoicie. I domagajmy się, żeby oni się wreszcie usunęli w cień. Z kadru. Z funkcji. Z życia publicznego.
Dziękuję za uwagę. za bilety zwrócę, jak wróci demokracja.

Dodaj komentarz