Z LUKSUSU W NICOŚĆ: MELANIA I RESZTA CYRKU TRZECH PIĘTER

Warszawa

Z LUKSUSU W NICOŚĆ: MELANIA I RESZTA CYRKU TRZECH PIĘTER

Melania Trump to nie kobieta, to porcelanowa figurka z fabryki trofeów zaprojektowanych do milczenia. Choć w autobiografii zapewnia, że „była przedmiotem przekłamań” i teraz „musi przedstawić fakty”, to te rzekome fakty brzmią, jakby spisał je algorytm ChatGPT karmiony tweetami Donalda: wszystko największe, najpiękniejsze i absolutnie nieskazitelne. A jak ktoś ma inne zdanie – deportacja emocjonalna.

„Melania” to 182 strony tekstu i 74 stron pozorów. W pakiecie premium za 250 dol. dostajesz edycję kolekcjonerską i moralnego kaca. Oto modelka, której uroda miała zrekompensować brak charyzmy. Drewniana w obiektywie, elastyczna w charakterze, przeszła przez życie jak przez dobrze wyprasowaną pościel w hotelu pięciogwiazdkowym. Trudno nie zauważyć: częściej pisze o luksusowych samochodach ojca niż o dzieciach męża. Może z sentymentu do rzeczy, które się nie odzywają.

Trumpa poznała w klubie. On przyszedł z blondynką, a wyszedł z przyszłą pierwszą damą. Czysta magia VIP-roomu. Dalej – historia wyprasowana na kolanie stylisty: suknia Diora, diament na pół palca, rola dekoracyjna z godnością manekina z wystawy kapitalizmu. Ale czy kiedykolwiek była kimś więcej niż designerską fototapetą u boku Donalda?

Za kampanię Trumpa bierze gotówkę – to nie rekolekcje dla bogaczy, tylko korporacyjne eventy z flagą. 237 500 dol. za przemówienie to raczej stawka za wypowiedzenie własnego imienia. Wszystko u Melanii podane jest w wersji łatwostrawnej dla republikańskich matron: zero seksu (poza jednym wyjątkiem: Howard Stern zrobił z niej obiekt publicznego autoerotyzmu), zero skandali, zero refleksji. Zero wszystkiego.

Jeśli ktoś sądzi, że Melania zabiera głos w sprawie 6 stycznia, aborcji, romansu Donalda z Putinem czy interesów z Arabią Saudyjską – niech wraca do bajek. Pierwsza dama nie miała kontaktu z rzeczywistością. Albo z Wi-Fi.

Z drugiej strony mamy Martę Nawrocką. A raczej – mamy jej hologram. Plastikowa wizytówka przy Karolu Nawrockim, której główną funkcją jest nie przeszkadzać. Mówiła, że chce walczyć z hejtem. Jak przyszło co do czego – usłyszeliśmy mantrę o edukacji. Edukacja, czyli odpowiedź na wszystko. Dlaczego weto? Edukacja. Dlaczego bezczynność? Edukacja.

Trump wymyślił Radę Pokoju – ciało doradcze złożone z autokratów, zbrodniarzy wojennych i przywódców, którzy słowo „demokracja” znają tylko z definicji wrogości. Egotyczny wróbel z pomarańczowym brzuszkiem marzył, by być orłem. W tej radzie – bin Salman, Putin, Łukaszenka, Netanjahu – kwartet groteski, wojny i bezkarności. Melanii nie zaproszono – może dlatego, że w jej CV brakuje pozycji „zbrodnie wojenne”.

W Polsce Kaczyński podrywa Bosaka jak wiejski Romeo, a Mentzena poniewiera niczym przeterminowaną konserwę z Biedronki. Konfederacja tonie we własnym chaosie jak dzieci w piaskownicy – tylko że tu zabawki są ostre. Elektorat już dawno zgubił instrukcję obsługi tych panów. Jeden chce palić podatki, drugi wprowadzać duchową monarchię, trzeci majaczy o masonerii. Jakby kabaret Neo-Narodowy trafił do Sejmu.

Tymczasem Włodzimierz Czarzasty, dzięki połączeniu staromodnego sprytu i ciepłej cynicznej kalkulacji, ograł partyjnych juniorów jak czarnoksiężnik z Zabrza. Gdy wszyscy obstawiali jego polityczny pogrzeb, on wyjął z szuflady nową legitymację i paragon za stołek marszałka. Może i wygląda jak relikt PRL, ale rozgrywa scenę jak dyrygent orkiestry oportunistów.

W Krakowie trwa bitwa między Miszalskim a Gibałą, a z Nowogrodzkiej dobiega chrapanie Kaczyńskiego i zgrzyt parasola, którym wali w podłogę – 60 tys. podpisów! Tyle trudu, by odwołać prezydenta miasta. Tyle że to nie o Kraków chodzi. Chodzi o to, żeby pokazać, że PiS jeszcze zipie. Jak świnka morska po podłączeniu do prądu.

Na koniec wracamy do Melanii. Z jej autobiografii dowiadujemy się, że miała „wysoką etykę pracy” i „dążyła do doskonałości”. Pytanie – czy to o tej samej kobiecie, która nawet podczas wizyty w ośrodku dla zatrzymanych dzieci potrafiła włożyć kurtkę z napisem „I don’t care, do you?”? Kobiecie, której mimika wyrażała mniej emocji niż prezydencki marmur?

Jej „prawda” to selfie w drogim lustrze. Idealne światło, zero duszy, dużo brokatu. Zamiast serca – torebka z logo. Zamiast sumienia – filtr vintage.

Taki mamy klimat. I tak wygląda ta historia: o milczących żonach, nadaktywnych politykach, plastikowych radach pokoju i świętej wojnie o prezydenturę w Krakowie. Wszystko w cieniu starzejących się demiurgów, którzy nie potrafią zejść ze sceny. Ale spokojnie. Melania nie musi wracać do Białego Domu. Biały Dom sam przeniesie się do Melanii. Z książką za 250 dol. i rachunkiem za amerykański sen.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights