
Panie Thomasie Rose, kandydacie na ambasadora USA w Polsce! Może zanim pan zacznie upominać szefa polskiej dyplomacji, warto by choć raz zadać sobie pytanie: „czyj interes właściwie reprezentuję?”. Bo z treści pańskiej reprymendy dla ministra Sikorskiego wynika, że pański paszport ma dwie strony, ale tylko jeden herb. I bynajmniej nie jest to orzeł w koronie.
Thomas Rose, pisarz, publicysta i ultrakonserwatysta z kręgu Donalda Trumpa, to człowiek, który już wcześniej słynął z tego, że raczej nie rozumie Polski, a już na pewno nie szanuje jej autonomii. W czasach, gdy był doradcą w Białym Domu, zajmował się głównie wygłaszaniem prawicowych kazań na temat wyższości cywilizacji judeochrześcijańskiej i złowrogiego lewactwa. Teraz ma trafić nad Wisłę jako ambasador. Z Pismem Świętym w jednej ręce, a instrukcjami z Jerozolimy w drugiej.
Czy ktoś jeszcze pamięta jego poprzednie popisy? Jak komentował ustawę o IPN? Jak w tonie belfra z Harvardu opowiadał Polakom, co wolno pamiętać, a czego nie? I zawsze, niezmiennie, z jednoznaczną sympatią dla izraelskiej narracji, niezależnie od faktów, prawa międzynarodowego czy, nie daj Boże, etyki.
Ale teraz przeszedł sam siebie. Otóż odważył się napisać publicznie do ministra spraw zagranicznych suwerennego kraju, że nie rozumie on historii. Że Izrael, bombardując szpitale i punkty pomocy humanitarnej, robi to z „ogromną moralnością”. A dzieci umierające z głodu w Gazie to… szczegół. Bo przecież Izrael „nie zachowuje się jak tyrani historii”.
No tak, panie ambasadorze. A jakby to powiedziała pani z Gazy, której dziecko nie przeżyło, bo nie miało dostępu do wody i leku przeciw biegunce? Też by uznała, że pańska troska moralna to balsam na jej ból? Bo chyba nie.
I jeszcze te groteskowe porównania z Ukrainą! Że niby Polska powinna była wysyłać pomoc humanitarną Rosjanom na Krymie? Serio? Czyli mamy teraz mierzyć współczucie miarą geopolitycznej sympatii? A międzynarodowe prawo i Konwencje Genewskie to tylko taka dekoracja, jak kwiaty w hotelowym lobby?
Nie, panie Rose. Polska nie jest waszym stanem zależnym. I choćbyście przysyłali tu jeszcze trzech takich, to nadal mamy prawo przypominać, że dzieci nie powinny umierać z głodu. Nawet jeśli nie mają odpowiedniego obywatelstwa.
A na koniec rada: jeśli ktoś z Pańskiego otoczenia planuje kolejne przemowy o „moralności Izraela” w wersji export, niech przynajmniej pomyśli, czy nie brzmi to jak instrukcja obsługi dla drona bojowego.
Z poważaniem (acz z trudem): Polska.

Dodaj komentarz