
W Zabrzu, mieście smogu, węgla i górniczych mitów, Jarosław Kaczyński – objawienie narodowe, wieszcz niepodległości i samozwańczy ekspert ds. aplikacji mobilnych – ogłosił, że Polska znów idzie w prawo. Tak bardzo w prawo, że już za moment wyjdzie sama z własnej konstytucji. W końcu po co nam konstytucja, skoro mamy nowego prezydenta i aplikację „Biało-Czerwoni”? Tylko czekać, aż ta apka zacznie donosić na sąsiadów i automatycznie przydzielać katechetę do każdej rodziny.
Karol Nawrocki, świeżo upieczony lokator pałacu, już zdążył obwieścić, że Tusk to najgorszy premier III RP. To coś jakby Boniek stwierdził, że Lewandowski nie umie kopać piłki. Ale cóż – każdy sądzi według siebie. A prezydent, choć demokratycznie wybrany, najwyraźniej chce być bardziej jak Putin niż jak Kwaśniewski (czy choćby Andrzej Duda, ten od memów). W kancelarii Nawrockiego zasiadają ludzie tak subtelni, że przypominają raczej ochroniarzy z klubu disco polo niż doradców głowy państwa. Jeden z nich organizował pielgrzymki kibiców, inny pielgrzymował po Instagramie z człowiekiem o pseudonimie „Śledziu”.
W tle tych kabaretowych wydarzeń grzmi stary mistrz – Kaczyński. Straszy migracją, zapowiada manifestacje i ogłasza, że PiS wraca do ofensywy. Obiecuje debatować z młodzieżą (najpewniej z tą, która nie zna TikToka), reformować, zmieniać konstytucję, a być może nawet przywrócić króla. Króla Jarosława I Apokaliptycznego. Bo przecież Polska potrzebuje „powrotu dobrej władzy”. Jak za Sasa – jedli, pili i popierali.
A obok, w kącie sali narodowej groteski, czai się Konfederacja. Mentzen z wiecznym drinkiem, Bosak z wiecznym wykładem o tym, jak kobiety powinny siedzieć cicho, i Braun, który wchodzi do Sejmu jak Gandalf Ciemności – tylko zamiast różdżki ma krzyż i megafon. Ta trójca proroków skrajności już ostrzy języki, planując przejęcie kraju w imię wolności, niskich podatków i zakazu wszystkiego.
PiS i Konfederacja – jak dwa zombiaki z politycznego grobowca – węszą przy urnach. Kaczyński nawołuje do zakończenia „zimnej wojny domowej”, oczywiście przez całkowite zwycięstwo jednej strony. Przypomina to trochę apel o pokój w wykonaniu generała, który właśnie zamawia więcej amunicji. A skoro już przy wojnie – to mamy nowego prezydenckiego kapelana. Taki kapłan, co i kazanie wygłosi, i z „Śledziem” kielicha strzeli.
W tej atmosferze Donald Tusk, premier – jak twierdzą – najgorszy, siedzi sobie na krześle, które płonie. Ale nie z powodu własnych błędów, lecz dlatego, że podpalacze są już w Pałacu Prezydenckim i czekają tylko, by rząd mógł być „w całości odnowiony”. A może i zburzony.
To nie jest już polityka. To teatr absurdu, w którym wszyscy grają na serio. I nikt nie zna zakończenia. Ale jedno jest pewne: jak aplikacja PiS zacznie mieć funkcję „Zgłoś sąsiada”, to czeka nas nie tyle IV RP, co wersja demo PRL 2.0.
Nie wiemy jeszcze, czy Konfederacja i PiS dogadają się na serio, ale już dziś wiadomo: oni nie chcą współrządzić. Oni chcą zawładnąć. Konstytucją. Szkołą. Łóżkiem. I umysłem.
A potem zostanie już tylko cisza. I komunikat w aplikacji: „Zgłoś wątpliwość. Zgłoszenie przyjęte. Twoja sprawa zostanie rozpatrzona przez Biuro Prawdy Narodowej”.
Dobranoc, Polsko. Zgasić światło, zanim zrobi to ktoś inny.

Dodaj komentarz