





Wtorek przyszedł, jak zawsze, bez zapowiedzi i z podkrążonymi oczami. I choć poniedziałek pożegnał nas kolejnym rachunkiem za komisję widmo, wtorek postanowił wjechać na pełnym gazie – wprost do zatęchłego garażu polskiej polityki, gdzie rdza zżera resztki przyzwoitości, a wycieraczki sumienia dawno wysiadły.
ZIEMIA OBIECANA Z KORYTA CPK
W sprawie CPK wszystko jest już jasne jak liczby na koncie beneficjenta działek w Baranowie. Dwa grunty, jeden resort, zero zaskoczenia. Słynna działka warta tyle co pół Mazowsza nagle trafia do kolegi. Kto by pomyślał? Acha, prawie każdy.
Romanowski, Telus – zawieszeni, czyli formalnie nadal żywi. Jak zombie w garniturach z „Wiedźmina”, tylko mniej fotogeniczni i bardziej kosztowni. A wszystko to zarządzone przez Jarosława „Zawieszam-ale-nie-oceniam” Kaczyńskiego, który znów udaje zdziwienie, jakby ktoś właśnie pokazał mu paragon z Orlenu.
ZIOBRO I SPÓŁKA: AKT OSTATNI? NIE, TO SERIAL
Zbigniew „Niedasiewywieźć” Ziobro, bohater tragiczny w stylu greckim, z tą różnicą, że Grecy mieli jakąś moralność. Prokuratura wnioskuje o areszt, ale Zbyszek akurat znika z kadru jak magik z kartą „nieobecność medyczna”.
Niektórzy pytają, czy trafi do więzienia. Przypomnę: w Polsce, żeby polityk poszedł siedzieć, trzeba najpierw go wyjąć spod parasola, odpiąć immunitet, zdjąć aureolę z głowy i przekonać kilku kolegów z partii, że lojalność nie jest synonimem wspólnictwa. Czyli: nieprędko.
KONFEDERACJA I TARGI DOMOWEGO ZŁODZIEJSTWA
Konrad Berkowicz i jego IKEA tour to coś więcej niż kradzież. To symbol. Symbol, że nawet posłowie nowej fali potrafią być równie żałośni, jak ci od Pegasusa. Zestaw domowy za kilkaset złotych – tanio jak ambicje jego partii.
Nie wiem, czy to był sabotaż samoobsługowy, czy tylko brak koncentracji. Ale efekt jest jeden: Konfederacja ma teraz program minimum – przynieś, zapłać, nie rób z siebie idioty. Choć i to widać za trudne.
KACZYŃSKI – MISTRZ MANIPULACJI I PAN OD ZEMSTY
Prezes nadal w formie. Wszystko to „zemsta”, „atak”, „histeria”. On, ofiara narodowa, niedoceniony strateg, który nie widzi nic złego w tym, że znikają setki milionów, że funkcjonariusze łamią prawo, że partia rozszczelniła państwo jak konserwę. Kaczyński potrafiłby wytłumaczyć deszcz jako atak Tuska i zarazem sukces rządu.
BON DEMOGRAFICZNY W KOSMOS. DOMAŃSKI WYSYŁA NAS NA MARSA
Nowa Nadzieja rządu – literalnie i politycznie – to inwestycje w loty kosmiczne. Świetny pomysł: skoro nie możemy zbudować mieszkań na Ziemi, to wyślijmy młodych na orbitę. Bon mieszkaniowy dla rodzin 8+? Jasne, w rakiecie typu „Bieda-5” z przesiadką na ISS.
Nie będzie spadku PKB per capita, bo ci capici polecą w kosmos. Może tam założą swoje własne państwo prawa. Albo chociaż odnajdą rozum, który na Ziemi zaginął w okolicach 2015.
I CO DALEJ? CZYLI KIEDY KACZYŃSKI, MORAWIECKI I KAMIŃSKI PÓJDĄ SIEDZIEĆ
No właśnie. Dobre pytanie. Może wtedy, kiedy Pegasus się sam zainstaluje na ich sumieniach. Może wtedy, gdy Macierewicz wyda raport, w którym sam się obwinia. Może nigdy.
Bo w Polsce kara dla polityka to jak jednorożec: wszyscy o nim mówią, nikt go nie widział.
Ale nie traćmy nadziei. Historia lubi zaskakiwać. Tak samo jak prokurator z porządnym wnioskiem, świadek z nagraniem i obywatel, który zamiast wzruszyć ramionami, powie w końcu: „Dość.”
ŚWIAT – TAM TEŻ KARTY LECĄ NA STÓŁ
Podczas gdy nasz kraj puchnie od afer i absurdu, świat nie czeka z popcornem, tylko gotuje własny bigos. W Argentynie Javier Milei urządza ekonomiczną wersję „The Purge”, likwidując ministerstwa i wycinając wszystko, co pachnie socjalem. Mówi, że będzie dobrze, ale na razie lepiej mają tylko producenci melisy.
W USA – niespodzianka – Donald Trump zapowiada, że „odpowie Putinowi”, bo przecież jak ktoś grozi rakietą jądrową, to trzeba mu odpowiedzieć tweetem lub, w wersji deluxe, nową czapką z hasłem „Make War Cold Again”.
Tymczasem Jamajka walczy z huraganem Melissa, który we wtorek uderzył w wyspę jako huragan piątej kategorii – najpotężniejszy, jaki kiedykolwiek dotarł na karaibską ziemię. Wiatr osiągał 295 km/h, a po uderzeniu w ląd żywioł osłabł do czwartej kategorii, co oznacza, że nadal jest wystarczająco silny, by porwać dachy, zalać szpitale i wymusić na mieszkańcach kontemplację na temat ich lokalizacji geograficznej.
Władze raportują powodzie, zniszczenia infrastruktury, braki prądu i opustoszałe ulice Kingston. Minister klimatyczny Jamajki apeluje: „To nie jest czas na odwagę”. Słowa, które mogliby sobie wytatuować niektórzy posłowie po naszej stronie oceanu.
Huragan Melissa pokazuje, że natura nie uznaje immunitetu. I choć politycy mogą udawać, że są odporni na konsekwencje, Jamajka dziś uczy: wszystko, co słabe, zostaje zerwane z fundamentów. W tym sensie to też przypomina Polskę – tylko że u nas wiatr ma twarz ministra i nazwisko w aktach prokuratorskich.
Benjamin Netanjahu znów rozwiązuje konflikty tak, jak potrafi najlepiej – bombami i blokadami. We wtorek izraelskie siły wznowiły z pełną mocą działania wojskowe w Strefie Gazy. Ofensywa trwa, cywile giną, świat wzdycha, a Netanjahu liczy punkty procentowe. To nie wojna, to kampania wyborcza z użyciem artylerii. Cynizm tej gry przekracza granice nie tylko państw, ale i przyzwoitości. Ale jak wiemy – przyzwoitość już dawno została uznana za nieopłacalną walutę w dyplomacji Bliskiego Wschodu.
Viktor Orbán za to znów gra w swoją ulubioną grę: „Na ile sposobów mogę wkurzyć Brukselę, zanim przestaną mi przelewać?” Flirtuje z Putinem, jakby ten był jedynym chłopakiem na potańcówce, blokuje wsparcie dla Ukrainy, domaga się zwrotu pieniędzy, które wcześniej sam zablokował, i jeszcze zgrywa niewinnego. Gdyby cynizm był dyscypliną olimpijską, Orbán miałby już więcej złota niż Phelps.
A Władimir Putin? Ten to dopiero ma wtorek. Grozi nową bronią, udaje patriarchę w cerkwi, a jednocześnie gra w „dyplomatyczną ruletkę” z globalnym bezpieczeństwem. Wszystko po staremu: Rosja zawsze gotowa do wojny, do pokoju – nigdy. Putin nie potrzebuje rakiet, by zasiać chaos. Wystarczy mu mikrofon, kamera i absolutna nieobecność sumienia.—
I NA KONIEC: DZIEŃ, W KTÓRYM POLSKA ZJADŁA SWÓJ OGON
Z każdej strony wtorku wyzierał ten sam obraz: państwo jako fundusz inwestycyjny dla niekompetentnych kuzynów i kolegów z komisji rewizyjnej własnego sumienia. Polityka? Nie, to tylko targowisko próżności podzielone na frakcje złodziei, idiotów i moralistów z głową w wiklinowym koszu.
Zamiast rozwiązań – teatr. Zamiast liderów – aktorzy kabaretowi z poważnymi minami. A jedyny postęp to ten w liczbie paragrafów, jakie można dziś przypisać dawnym szeryfom, którzy mieli nas zbawić przed układem.
Ale jeśli myślicie, że to koniec, to nie doceniacie kreatywności ludzi, którzy potrafią z publicznych pieniędzy zrobić zarówno parawan, jak i trampolinę. Bo polska polityka to sitcom bez zakończenia. Sezon 47., odcinek 1389. Scenariusz: przypadek. Reżyseria: zemsta. Premiera: codziennie, o każdej porze.
Zostańcie – kolejne odsłony tego dramatu już piszą się same.

Dodaj komentarz