WSZYSTKIE STRACHY DONALDA TUSKA, CZYLI JAK ZROBIĆ PORZĄDEK W DOMU STRACHÓW I NIE STRACIĆ ROZUMU

Warszawa

WSZYSTKIE STRACHY DONALDA TUSKA, CZYLI JAK ZROBIĆ PORZĄDEK W DOMU STRACHÓW I NIE STRACIĆ ROZUMU

Jeśli ktoś liczył, że Donald Tusk po odzyskaniu sterów rządu zamieni się w politycznego Supermana, który rozstawia ludzi Ziobry po katach, robi porządek w sądach jednym ruchem brwi i jeszcze zdąży zbudować lotnisko z marmuru i złota do 2032 roku – to musiał się mocno rozczarować. Ale czy to znaczy, że mamy do czynienia z politycznym tchórzem? Nie. Mamy do czynienia z politykiem, który patrzy pod nogi, bo wie, że Polska nie jest polem do popisów z TikToka, tylko polem minowym.

Tusk nie rządzi w bajce o idealnej demokracji, tylko w kraju po ośmiu latach brutalnej demolki. W Pałacu Prezydenckim siedzi polityczna figurka o minie wiecznie skrzywdzonego kustosza (Karol Nawrocki), która uwala ustawy z czułością domorosłego wetologa. TK przypomina bardziej Towarzystwo Koneserów Karty Dużego Formatu niż Trybunał Konstytucyjny. A Ziobro, choć sam już prawie jak cień z filmu noir, zostawił po sobie rozpięty system polityczno-prawnej teflonowej gangsterki.

Czy Tusk ma obawy? Oczywiście. Ale nie dlatego, że drży na myśl o Grzegorzu Braunie, który co prawda mentalnie zatrzymał się w XVII wieku, ale mikrofon ma współczesny. Tusk się boi, że w tej politycznej ciężarówce, którą przyszło mu prowadzić, nie ma hamulców, a wszyscy pasażerowie chcą kierować.

Z jednej strony – KO rośnie w sondażach. Co prawda powoli, jak drożdże bez cukru, ale jednak. Z drugiej – PSL i Polska 2050 topnieją szybciej niż lód w kawie Szymona Hołowni, który sam już chyba przymierza garnitur pod przyszłe występy w TVP Historia. Czarzasty próbuje z fotela marszałka robić lewicę na poważnie, ale wychodzi mu bardziej Klub Wesołego Obrotowca. Zandberg z kolei wygląda, jakby wciąż czekał na swoją rewolucję, ale rewolucja nie ma czasu, bo jest w podkomisji ds. absolutnie niczego.

A w tle – realne problemy: zdrowie, budżet, praworządność i Ukraina. Każdy z tych tematów to nie tyle strach, co regularny potwór z Loch Ness. Pokazuje się od czasu do czasu, robi wielkie fale i znika. A Tusk, zamiast jeździć na grzbiecie tych fal jak polityczny surfer, musi budować statek, żeby nie zatonąć.

Najnowszy projekt „Port Polska” to zresztą wybitny przykład, że można. Zamiast turbocezaryzmu z czasów Horały, mamy inwestycję opartą na umowach, realnych pieniądzach i współpracy z PPL. Nikt nikomu nie wciska kitu o potędze z betonu, a nawet nazwa brzmi mniej groteskowo niż „CPK”, co przez lata oznaczało: Centralny Pochłaniacz Kasy.

Tusk wie, że rozliczenia z PiS-em nie zrobi się młotem, tylko skalpelem. To nie zemsta ma się wydarzyć, tylko operacja serca na żywym organizmie, w dodatku bez znieczulenia, bo prezydent ciągle rzuca narzędzia na podłogę. Czy to frustrujące? Tak. Ale czy miałby ktoś zrobić to lepiej niż Donald Tusk, stary lis, który wie, że każde grzebanie w systemie wymaga czystych rąk i twardej głowy?

Sprawiedliwość? Bodnar i Źurek robią, co mogą. A Źurek, choć nie przypomina gladiatora medialnego, pokazuje sprawczość, o jakiej marzyłby niejeden samozwańczy naprawiacz z TikToka. Reforma sądów? Toczy się w tempie korespondencyjnego szachisty, ale to nie wina rządu, tylko faktu, że przeciwnik gra znaczonymi figurami, a planszę co chwilę przestawia sam Karol Nawrocki z pomocą Boguckiego – nowej maskotki oporu konstytucyjnego.

Wszystkie te strachy Tuska to nie powód do zarzutów, tylko dowód, że wreszcie mamy premiera, który rozumie, że rządzenie to nie ściganie się na patriotyczne metafory z PiS-em i Konfederacją, tylko robotnicze, czasem nudne, mozolne odbudowywanie struktur państwa.

Czy Tusk czasem nie decyduje się na zbyt ostrożne działania? Może. Ale w przeciwieństwie do armii popaprańców, która przez osiem lat traktowała kraj jak bankomat i maszynkę do awansów rodzinnych, on przynajmniej wie, że nie da się zjeść wszystkiego na raz.

Więc tak, Donald Tusk się boi. Boi się, że nie zdąży. Że nadzieje ludzi rozpuszczą się w politycznym kwasie. Że Pałac Prezydencki będzie wetował, a media prawicowe będą krzyczać. Ale ten strach nie jest słabością. Jest dojrzałością. I jeśli mamy wrócić do normalności, to właśnie przez ten strach.

Bo może czasem lepiej mieć premiera, który myśli, niż takiego, który tylko działa.

Zwłaszcza, gdy kraj trzeba poskładać z rozsypanych kości.

DOBRANOC, PANIE PREMIERZE. I NIECH SIĘ PAN NIE DA.


  1. Ryszard Kolibabski

    O Tusku trzeba umieć pisać, bo to nie bożyszcze z kultowego sitkomu, tylko łebski facet z głową nie od parady i karkiem odpornym na ciosy. Pan to potrafi. A przekonać wątpiących bez wkładania „ręki w bok jego”, to już sztuka.
    Nie jestem bezkrytycznym wielbicielem (żadnego) Donalda, raczej jego adwokatem diabła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights