WSZYSTKIE LEWACKIE MYŚLI MOJEGO KOTLETA – FELIETON Z PRZETŁUSZCZONEGO MÓZGU LIBERAŁA PO ZDERZENIU Z KRYTYKĄ POLITYCZNĄ

Warszawa

Wszedłem. Kliknąłem. Przeczytałem. Przeżyłem.

To mniej więcej podsumowanie mojego porannego spotkania z portalem *Krytyka Polityczna: https://krytykapolityczna.pl/

*, czyli miejscem, gdzie idee idą spać na czerwonych poduszkach i śnią o rewolucji, której nikt nie chce finansować. To tam, moi drodzy, Lenin łączy się z Leniwcem, a każda notka pachnie słowem „opresja”, „nierówność” lub „Chopin jako nośnik postkolonialnego mitu”. Tak, Chopin. On też oberwał.

Zacznijmy od tytułu dnia: „Polska hoduje ukraińskie faszystowskie bojówki”. To jest ta Krytyka, która przy porannej kawie dostarcza zawału mięśniom mimicznym. Gdy normalni ludzie próbują zrozumieć, dlaczego ceny masła rosną szybciej niż IQ publicystów, Krytyka sugeruje, że Polska zamieniła się w laboratorium nazizmu z logo Biedronki. Autor? Galopujący Major. Tak, serio. Pseudonim brzmi jak postać z gry komputerowej, ale w rzeczywistości to lewicowy Gandalf mówiący: You shall not pass… unless you’ve deconstructed neoliberal hegemony.

Dalej było tylko lepiej. Kolejny hit: „Czas to wreszcie powiedzieć: mamy antypolską prawicę”. Piotr Nowak atakuje polską prawicę, bo – cytuję – nie lubi Zielonego Ładu, Niebieskiego Ładu, ani Tęczowego Ładu. W domyśle: Polacy kochają tylko Bałagan. Czekam na tekst: „Dlaczego śmietnik przy moim bloku to metafora narodowej tożsamości”.

Dalej już klasyka: Sukces to stan umysłu, a bogaci mają amnezję społeczną. Tu z kolei autorka Magdalena Wasilewska z subtelnością drwala w balecie tłumaczy, że jeśli jesteś bogaty, to na pewno zapomniałeś, że kiedyś byłeś biedny. Bo biedni mają monopol na pamięć. I na moralność. I chyba też na ironiczne płacenie podatków.

Nie zabrakło też duchowości: „Przyjaźń jako utopia praktyczna”. Tak, moi drodzy. Kiedyś pisało się o tym, jak budować mosty, teraz – jak przyjaźń może rozwalić system. Jak? Nie wiadomo. Prawdopodobnie poprzez wspólne słuchanie podcastów i picie kombuchy w kawiarni bez mebli.

Redakcja Krytyki to w ogóle cudowne zoo. Puto, Majmurek, Wiśniewska – nazwiska, które brzmią jak zaklęcia w Hogwarcie dla marksistów. Każdy tekst brzmi jak opowieść o tym, że państwo to potwór, praca to trauma, a kapitalizm to mit stworzony przez ludzi, którzy lubią ciepłe skarpety i płacą rachunki na czas.

A teraz wytłumaczmy to wszystko Donaldowi Tuskowi. Człowiek, który musi znosić ten barwny chór lewicowych sopranów, gdy sam stara się grać na fortepianie Unii Europejskiej coś między Chopinem a Merkel. Donald jest jak kelner w barze karaoke – próbuje ogarnąć zamówienia, a tymczasem przy stole 3 Lewica śpiewa rewolucję na melodię „Despacito”.

I to jest właśnie największy dramat koalicji: Donald chce rządzić, a oni chcą performować. I nie, nie chodzi o performance typu „ustawa przeszła przez Sejm”, tylko raczej: „Oto moja mowa o ekologii jako sztuka dźwięku, światła i gruzu”.

Na koniec – bo ileż można – przyznam się: nie jestem silny psychicznie. Ale nawet moje biedne, liberalne wnętrze nie było gotowe na Krytykę Polityczną. To jakby ktoś zalał moją kawę sosem sojowym, zapalił kadzidło z Bergmana i wrzucił mi na ekran esej o patriarchacie w matematyce.


Ale żebyście nie myśleli, że moja dusza liberalna leży zmasakrowana na lewackim ołtarzyku i cicho szlocha wśród cytatów z Judith Butler – nie, moi mili. Mam swoje schronienie. Mój azyl. Mój skromny domek rozumu i zdrowego rozsądku. Nazywa się to Studio Opinii – i to jest zupełnie inna bajka.

To miejsce, w którym nikt nie próbuje mi wmówić, że cebula to symbol patriarchalnego ucisku. Tam, zamiast oburzenia w formie haiku, znajdziesz felietony pisane przez ludzi, którzy czytali coś więcej niż Twittera. Wchodzisz i czujesz, że redaktorzy potrafią złożyć zdanie bez wybuchu rewolucyjnego epileptycznego jazgotu.

Autorzy? Ernest Skalski, Zbigniew Szczypiński, Andrzej Koraszewski – nazwiska nie tak chwytliwe jak „Galopujący Major”, ale za to rozumieją, czym jest kontekst. I metafora. I przecinek. I że Polska to nie tylko projekt do dekonstrukcji, ale też miejsce, w którym żyją prawdziwi ludzie, którzy czasem chcą po prostu kupić chleb bez zastanawiania się, czy to nie akt opresji klasowej.

Nie ma tam krzyków. Nie ma litanii krzywd. Jest publicystyka – czyli słowa, które coś ważą. Analizy bez histerii, ironią podszyte, ale nie przeżarte. To tak jakby Krytyka Polityczna była głośnym marszem z megafonem, a *Studio Opinii”; 

https://studioopinii.pl/  – rozmową przy stole, gdzie można się nie zgadzać, ale nikt nie rzuca we mnie cytatem z Marksa.

Zatem jeśli masz dość ideologicznej mgły, jeśli Twoje oczy pieką od politycznej poezji trzeciego sortu – wbijaj na Studio Opinii. Może nie zawsze się z nimi zgodzisz, ale przynajmniej poczujesz, że jesteś traktowany jak dorosły. A nie jak uciskany, wewnętrzny proletariusz własnych myśli.

Polecam. Bo czasem warto wiedzieć, co się myśli – a nie tylko krzyczeć, że wszystko jest be.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights