WOLNY CZŁOWIEK NA USZKODZONEJ STRUNIE. DRUGIE ZEZNANIA, CZWARTA ŚCIEMA, DZIEWIĄTA PRÓBA

Warszawa

Komisja śledcza powraca po przerwie, a Zbigniew Ziobro – niczym bohater serialu klasy B – wraca na scenę z nową porcją tekstów, które przyprawiają o zawrót głowy nawet wytrawnych znawców kabaretu. Po dziesięciu minutach ciszy i westchnień (niektórych z ulgą), świadek wraca do mikrofonu, by przekonywać, że Pegasus to prezent dla narodu, nie podsłuch dla polityków.

„Polska przestała być bezzębna” – ogłosił dumnie Ziobro. Z kontekstu wynika, że chodziło o państwo, nie o jego polityczne zaplecze. Choć biorąc pod uwagę stan argumentacji, można mieć wątpliwości.

Były minister z emfazą i poczuciem misji opowiada o systemie Pegasus jak o dziecku, które powołał do życia „z miłości do ojczyzny” i „braku systemu do przełamywania smartfonów”. Nie pytajcie.

Na pytanie, czy znał opinię służb wojskowych, które ostrzegały przed zagrożeniem ze strony Pegasusa, odpowiedział klasycznie: „Nie, nie wiedziałem.”

Czyli: „Brałem udział, ale nic nie wiem. Płakałem, jak kupowałem.”

„Skala moich zadań była tak rozległa, że nie mogłem podejmować wszystkich decyzji, polegałem na osobach zaufanych” – tłumaczył się Ziobro, wbijając Wośia pod autobus z gracją baletnicy w glanach.

Gdy tylko zrobiło się za gorąco, sięgnął po klasyk: „Nie znam dokumentacji. Nie uczestniczyłem. Nie pamiętam. Chorowałem. Struna.”

A jednak pamięć wracała z chirurgiczną precyzją, kiedy trzeba było wspomnieć o Sławomirze Nowaku, Romanie Giertychu czy Władimirze Putinie. Tak, Putin też był. W roli czarnego charakteru globalnego spisku, który zwalczało dzielne CBA przy wsparciu systemu, który – przypomnijmy – izraelskie służby same uznały za zagrożenie.

Ziobro, zapytany o to, kto dokładnie poprosił o przekazanie 25 milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości, odpowiedział: „Wydaje mi się, że nikt nie przyszedł.”

Czyli pieniądze same poszły. Duch święty ministerstwa.

„Mam zaświadczenie, że nie mogę mówić dłużej niż trzy godziny” – poinformował w pewnym momencie. Komisja była uprzejma. Dała mu chwilę, bo wiadomo: człowiek chory, tylko trochę podsłuchujący.

W przerwach pomiędzy peanami na cześć Pegasusa a oskarżeniami pod adresem wszystkich poza lustrem, Ziobro zdążył jeszcze zarzucić Donaldowi Tuskowi przejęcie prokuratury, Adamowi Bodnarowi sabotaż sądów, a Waldemarowi Żurkowi… cokolwiek pasowało do narracji.

Kiedy poseł Ćwik zapytał: „Czy pan rozmawiał o tym z premierem?” Ziobro odparł: „To nie była moja rola. To była gestia ministra Kamińskiego. Nigdy nie zrobiłbym nic wbrew ministrowi Kamińskiemu.”

Miłość, lojalność, Pegasus.

Na koniec, zapytany, czy zrobiłby to wszystko jeszcze raz, odparł: „Z całą pewnością, w 100 procentach.”

I to akurat jest wiarygodne.

Komisja przeszła do kolejnej rundy pytań. Trwa nowa przerwa. Tym razem na życzenie świadka. Prawdopodobnie uszkodzona struna domaga się adwokata.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights