WŁADZA NA RESORACH: JESIEŃ TYTANÓW I DEMONÓW PRZESZŁOŚCI

Warszawa

WŁADZA NA RESORACH: JESIEŃ TYTANÓW I DEMONÓW PRZESZŁOŚCI

(Felieton z popcornem w jednej ręce i pilnym ostrzeżeniem w drugiej. Czytasz na własną odpowiedzialność.)

Jeśli w listopadowy wieczór słychać w oddali trzask pękającego ego, to prawdopodobnie znów przemawia Jarosław Kaczyński. Zasłużony emeryt rewolucji, który z uporem godnym lepszej sprawy próbuje grać w kampanię wyborczą na poziomie TikToka, chociaż zna tylko jedną aplikację: ZamordujMentzena.exe.

Ale spokojnie, zanim zaczniemy płakać nad losem PiS-u, warto przypomnieć sobie jedno: Donald Tusk naprawdę może siedzieć w fotelu, chrupać popcorn i śmiać się jak widz „Trudnych Spraw”, bo ten spektakl pisany jest przez ludzi, którzy nie potrafią już pisać nawet własnych biogramów na stronie Sejmu.


PREZES KONTRA DZIECIAK Z INTERNETU

76-letni przywódca jedynej partii, która potrafi przegrywać z wdziękiem agresywnego kota, postanowił roznieść Sławomira Mentzena w pył. Problem w tym, że w tej bajce to Kaczyński brzmi jak dziadek krzyczący na chmurę, a Mentzen wygląda jak mem z podpisem: „Nie muszę nic robić, żeby wygrywać”.

Kiedy polityk z notowaniami jak prognoza smogu w Krakowie, zaczyna nazywać 38-letniego „liberała” „szkodnikiem”, to gdzieś w tle słychać echo PiS-owskiego mechanizmu: jak nie możesz przekonać, to zaatakuj. A jak atak nie działa? Powtórz jeszcze trzy razy. W końcu może ktoś pomyli agresję z charyzmą.

Ale prawda jest brutalna: wyborcy nie są idiotami (choć czasem to przemyśliwują). Widzą, że gość, który przez dekadę trzymał władzę, teraz strzela z armaty do TikToka. I nie trafia.


SKAZANI NIEŚMIAŁO, ALE JEDNAK

Wśród ruin PiS-owskiej rzeczywistości jeden promyk – choć mocno podejrzany – postanowił się wychylić. Skazanie Jana Burego i Krzysztofa Kwiatkowskiego przez Sąd Okręgowy w Warszawie dotyczy sprawy sięgającej 2013 roku. Chodziło o ustawianie konkursów na stanowiska dyrektorskie w delegaturach Najwyższej Izby Kontroli.

Jan Bury, były baron PSL i sekretarz stanu w kancelarii premiera, został uznany za winnego. Krzysztof Kwiatkowski – były szef NIK i senator KO – również usłyszał wyrok skazujący. Wyrok jest nieprawomocny.

Co ważne – Kwiatkowski, komentując decyzję sądu, powiedział: „Wyrok mnie nie satysfakcjonuje, ale przyjmuję go ze spokojem. Sąd przyznał, że nikogo nie skrzywdziłem i działałem w interesie publicznym, ale mimo to uznał moją winę. Złożę apelację i jestem przekonany o ostatecznym uniewinnieniu.”

Kwiatkowski zawsze był politykiem, który bardziej przypominał inteligentnego urzędnika niż partyjnego wojownika. I choć jego styl nie pasuje do dzisiejszej epoki krzyku, to jednak wielu – nie bez powodu – woli jego kompetencje od cudzych przekonań.

Czy to sukces PiS-u? Raczej suchy listek na pustyni. Gdyby PiS miał teraz pochwalić się osiągnięciami, musiałby cytować akta oskarżenia z 2015.


PIĘŚCIĄ W STÓŁ I NOŻEM W PLECY

PiS, partia jak z Rodziny Soprano, postanowiła wyciągnąć z szafy wszystkie swoje frakcje, pogrozić palcem Morawieckiemu, a potem – uwaga – zapomnieć, że to wszystko się nagrało. Zespół programowy bez Morawieckiego? To jak urządzić komunię i nie zaprosić dziecka.

Jarosław „NigdyNieOddamSteru” Kaczyński rozgrywa swoich kandydatów na premiera jakby grał w Simsy i zapomniał, że nie może jednocześnie obiecać czterem postaciom tego samego awansu. Czarnek, Bocheński, Sasin – gra w pokera bez kart, ale za to z własnym stosem popiołu po spalonych mostach.

Na domiar złego, Morawiecki, wciąż w garniturze, ale już bez iluzji, że ktoś go jeszcze lubi, prowadzi własną kampanię intelektualną. Spoty z Bartosiakiem, podcasty ze Sroczyńskim, rozmowy z Mentzenem. Gdyby nie fakt, że jego największym problemem jest bycie sobą, miałby szansę.

Afera z radą programową PiS była ostatnim gwoździem do jego partyjnej trumny. Morawiecki nie został zaproszony do zespołu, który ma wyznaczyć kierunek partii, którą jeszcze chwilę temu – teoretycznie – współtworzył. Kaczyński po prostu go pominął, jakby był nieudanym dodatkiem do makiety politycznej historii. Zespół programowy bez człowieka, który jeszcze dwa lata temu był premierem? To nawet w PiS-ie nie zdarzało się często.

A kto się tam znalazł? No cóż, crème de la crème intelektualnej reaktywacji. W radzie programowej PiS zasiadają m.in. Przemysław Czarnek – narodowy kurator wszystkiego, co nieczytelne i niepotrzebne, Beata Szydło – wieczna patronka wyborczych porażek z miną świętej od nieudanych debat, Jacek Sasin – człowiek, który potrafi wydać 70 milionów na nic, i Jan Kanthak – rekin Twittera o horyzoncie myślowym w rozdzielczości VGA. Do tego jeszcze Piotr Müller, który przypomina AI wygenerowanego rzecznika rządu, oraz Maciej Małecki, znany głównie z tego, że ktoś musiał być znany.

Gdyby zebrać ich razem na jednej kanapie, można by kręcić reality show pt. „Wróćmy do 2016”, a widzów przed ekranem ostrzegać, że to nie jest parodia – to plan na przyszłość.


BRAUNOWY CZYŚCIEC DLA PARTII

W tle czai się Grzegorz Braun, człowiek, który wygląda jakby zszedł z planu filmu o końcu świata, gdzie odgrywa proroka z transparentem „Nadchodzi sąd Boży”. Zyskuje, bo jest nowy-stary, bo nigdy nie rządził i nie kompromitował się niczym poza wszystkim.

Jego plakaty wiszą tam, gdzie nawet Biedronka nie ma zasięgu. Internet kocha go za to, że krzyczy, płonie i pluje ogniem – dokładnie to, czego szuka sfrustrowany wyborca z powiatowego miasteczka i wsi.

Kaczyński wie, że nie może ignorować Konfederacji, ale też nie potrafi się z nią dogadać. Więc ją młotkuje. Jakby chciał zgnieść komara za pomocą pianina.


SZYDŁO VS SIKORSKI: PANCERNA SZARŻA ZATRZYMANA

Do osobnej kategorii złota internetowego należy starcie Beaty Szydło z Radosławem Sikorskim. Europosłanka, nie mogąc znieść krytyki pod adresem PiS, zaatakowała ministra spraw zagranicznych na Twitterze (czy raczej – Xie), zarzucając mu „obrażanie prezydenta RP i podważanie roli Polski w Europie”.

Sikorski nie był dłużny. Odpowiedział: „Pani premier, pani rząd przez 8 lat nie zdołał nawet doprowadzić do uznania rosyjskiego imperializmu za zagrożenie. To my to zrobiliśmy. Dziękuję, nie dziękuję.”

Tym samym Szydło, która jeszcze niedawno chciała bronić demokracji przed Brukselą, dostała lekcję z historii najnowszej – w 280 znakach. W punkt. I publicznie.


SONDAŻ: ZAUFANIE? LUDZIE LUBIĄ LEGENDY

Z najnowszego sondażu IBRiS dla Onetu (21–22 listopada 2025) wynika, że największym zaufaniem wśród polityków cieszy się… Karol Nawrocki. Tak. Ten sam Nawrocki, który wygląda jakby pomylił prezydenturę z castingiem do filmu „Jak zostać monarchą bez królestwa”.

Na drugim miejscu – Radosław Sikorski. Dalej: Hołownia, Kosiniak-Kamysz, Trzaskowski. Tusk – w ogonie. Kaczyński – na poziomie syreny alarmowej. Braun i Mentzen? Słyszalni w Internecie, ale społeczeństwo wciąż ma filtry.

Jak to skomentować? Polska kocha opowieści. Nawrocki to teraz postać z legendy – świeży, czysty (póki co), z aparycją nauczyciela historii i przemówieniami jak z apelu w podstawówce. Ale ludzie wierzą. A w demokracji – to wystarcza.


DONALD „CZEKAJĄCY” TUSK

A Tusk? Tusk milczy. Bo wie, że im mniej mówi, tym bardziej Kaczyński sam sobie podkłada granaty pod fotel. W tej grze o tron wygra nie ten, kto krzyczy najgłośniej, tylko ten, kto najdłużej udaje, że go nie ma.

Bo jak mówi klasyk: nie przerywaj wrogowi, gdy się kompromituje. A Kaczyński właśnie to robi. W odcinkach.


PS: Jeśli PiS nie przestanie walczyć z cieniem własnej przeszłości, to zamiast nowego programu, dostaniemy kolejne Ucho Prezesa. Tylko gorsze. Bez montażu.

A popcornu już nie ma. Wszystko zjadł Tusk.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights