
Wieczór był duszny, powietrze gęste jak grochówka Gienka z remizy, i tylko muchy miały więcej werwy niż my wszyscy razem. Siedzieliśmy jak zwykle na zapleczu sklepu w Bielejewie. Był Mietek z Zawady, co ma cztery krowy i niejedną opinię, był Heniek, którego żona wyrzuciła wczoraj z chałupy, i był też Jasiek, co niby nie pije, ale jak samogon wejdzie na stół, to mu się ręka sama rwie. No i ja, Wasz korespondent od spraw politycznych i beczek po kapuście.
– Słuchajcie chłopy – zacząłem, zaciągając się fajką i zerkając na ekran starego laptopa, który miał więcej naklejek niż aktualizacji. – Żurek rozgoni to całe towarzystwo od Ziobry. Tych neosędziów! Jak lis do kurnika wpadł!
– Ten Żurek to chłop jak trzeba – mruknął Mietek, popijając piwo z kufla w kształcie słoika. – Jakby tu do nas przyjechał, to bym dla niego świniaka zabił. Za samo to, że Święczkowskiego żonę przegnał.
– Eee, nie świniaka – wtrącił Heniek. – Święczkowski to świnia, to po co drugą ubijać?
Śmiech był głośny jak trzaskające ognisko.
– A ten Tusk? – spytał Jasiek, drapiąc się pod czapką. – Bodnara wyrzucił jak stare gumiaki.
– I dobrze. Trza robić, nie gadać. Tu nie Unia Europejska, tu Polska. Tu się po dupie nie głaszcze, tylko się grabi i sadzi ziemniaki – filozofowałem, nalewając drugą kolejkę.
Na stole leżała gazeta sprzed dwóch dni, na okładce Duda z Ogórek i braćmi Karnowskimi.
– Duda, patrzcie go – splunął Mietek. – Medal daje Ogórek, jakby mu barszczem babcia lała.
– Duda to już nie prezydent, to mem – dodał Heniek. – Medal dla Karnowskich? Za co? Za to, że potrafią pisać jedną ręką, a drugą trzymać mikrofon Sakiewicza?
– Jakby nie Duda, to byśmy już mieli te wszystkie KRS-y z powrotem, a tak – trzeba Żurkowi dawać taczkę – westchnąłem. – Ale chłop nie pęka. Mówią, że będzie jak Bereza Kartuska dla neo-sędziów.
– A Nawrocki? – zagadnął Jasiek. – Co to do Zełenskiego zadzwonił?
– Ponoć myślał, że to Nowy Sącz – odparłem. – Nawrocki to takie połączenie kibola z katechetą. Niby grzeczny, a zaraz ci przyłoży pałą po praworządności.
– Chłopy, jak on zasiądzie w Pałacu Prezydenckim, to nam IPN przejmie sołectwo – westchnął Mietek. – W remizie zrobią izbę pamięci Brauna.
– Braun, Mentzen, Bosak… – zamruczał Heniek. – To nie prawica. To cyrk bez namiotu. Jeden chce mordować, drugi z podatków żyje, a trzeci się boi kobiet.
Wszyscy przytaknęli. Jakbyśmy na chwilę zrozumieli więcej niż niejeden doktor z TV Republika.
– A jak tam inflacja? – zagadnął Jasiek, próbując nalać z pustej butelki.
– Spadła – odparłem. – Teraz papier drożeje, a nie chleb.
– To dobrze – westchnął Mietek. – Byleby chleb był. Papierem z raportem RARS, to można sobie dupę podetrzeć.
I znowu śmiech. I znowu kufle stuknęły.
Wiecie, w tej naszej wsi, między oborą a sklepem, więcej mądrości niż w niejednym think tanku. Bo jak chłop coś powie, to nie dlatego, że mu partia kazała, tylko że z pola wrócił, usiadł i widzi. A jak widzi – to wie. A jak wie – to mówi.
I niech się Żurek nie martwi. Tu w Bielejewie chłopy trzymają za niego kciuki. I choćby przyszło trzystu neosędziów, stu Karnowskich i sam Nawrocki ze swoją Kancelarią i Kaczyńskim – to my wiemy, gdzie jest racja.
Bo wódka nie kłamie. A politycy? No cóż. Dobrze, że mamy jeszcze Żurka.

Dodaj komentarz