Dzień 6 sierpnia 2025 roku zapisze się złotymi zgłoskami w kronikach naszej młodej demokracji. Tak złotymi, że aż błyszczą na czerwonym tle z orłem w koronie – na fladze, którą tego dnia przekształcono w baner reklamowy prezydenta Nawrockiego. Nowy władca Pałacu Prezydenckiego objął urząd z siłą grzmotu i subtelnością walca drogowego.
Na inaugurację przybyli wszyscy: wierni, wyznawcy, pokutnicy i sponsorzy. Tłum pod Sejmem przypominał nieco festyn parafialny połączony z rekonstrukcją historyczną i zjazdem fanklubu „Wiadomości” TVP. Flagi łopotały, transparenty błyszczały, a na policzkach malowano orła, którego symbolika już nie bardzo wiadomo co znaczy. Orzeł? Jastrząb? Może raczej kaczka?
Orędzie prezydenckie przypominało mniej prezydenta, bardziej proroka. A może trenera MMA. Bo było tam wszystko: „nie pozwolę!”, „nie ulegniemy!”, „naprawimy ustrój!” i – najbardziej biblijne – „wybaczam wam, ale kara i tak będzie”. Oczywiście w wersji chrześcijańskiej – wybaczenie pełne wyrzutów sumienia i bez cienia wątpliwości, kto tu będzie sądził.
Dla tych, którzy jeszcze łudzili się, że prezydent będzie ponad podziałami, mamy złą wiadomość. Nawrocki od razu zaprosił rząd Tuska… na dywanik. A konkretnie na posiedzenie Rady Gabinetowej. W roli nauczyciela: prezydent. W roli ucznia, który ma się tłumaczyć z budżetu i inwestycji: premier. Dzwonek już zadzwonił.
Wystąpienie Nawrockiego miało też swoje momenty kabaretowe. Przysięgał na Konstytucję, której – przypomnijmy – nie uznaje, jeśli mu nie pasuje. Zapowiedział nową Konstytucję, bo ta aktualna ma za dużo niezależnych sędziów i za mało miejsca na Boga. Będzie rada naprawy ustroju. Uwaga: nie demokracji. Ustroju.
W czasie przejmowania zwierzchnictwa nad wojskiem jego wyznawcy zagłuszali przemówienie ministra obrony. Kosiniak-Kamysz mówił, ale nikt go nie słyszał. Tłuszcza wyła, gwizdała, krzyczała. Jakby nie przyszli świętować demokrację, tylko obalać ją na żywo.
Nowa Kancelaria? Witamy starych znajomych: byli wojewodowie, byli posłowie, byli IPNowcy. Do tego wiceszef kancelarii z przeszłością w Młodzieży Wszechpolskiej. Kapelan znany z pielgrzymek kiboli. I jeszcze kilku historyków, którzy nie potrafili zinterpretować własnej przeszłości, więc napiszą ją od nowa.
W mediach pełna mobilizacja. „To będzie wojna” – mówią zgodnie dziennikarze i komentatorzy. „Nawrocki nie będzie prezydentem – będzie liderem opozycji. Przez dwa lata zrobi wszystko, by Tuskowi nie dać oddychać.” I wiesz co, czytelniku? Już nie oddycha.
Na koniec dnia prezydent przemówił raz jeszcze: „Nie ma podziału na Polskę A i Polskę B”. I tu mu wierzymy. Bo z tej prezydentury skorzysta tylko Polska C – czyli Ciemność.
Ale tego dnia działo się znacznie więcej. Joanna Senyszyn zarejestrowała nową partię o nazwie „Nowa Fala”. Niezły timing – tsunami politycznego absurdu ledwo się rozpoczęło, a już mamy ratownika. Nowa Fala ma zatrzymać PiS. Nie pytajcie jak, może przez śmiechoterapię.
Tymczasem Andrzej Duda zniknął. Z Pałacu, z Uniwersytetu, z kamer. Być może przeniósł się do równoległego wszechświata, gdzie jego kadencja zapisała się jako sukces, a prawnicy klaskali na stojąco.
Na dokładkę Bąkiewicz znów zamieszany w nowy zwrot akcji – tym razem nie wiemy, czy chodzi o przemoc, defraudację czy tylko zwykłe nieporozumienie przy rozliczaniu patriotyzmu. Pewnie wszystko naraz.
A w tle tej apokaliptycznej operetki – pożary we Francji, Trump straszący Rosję cłami (czyli, jak wiadomo, wypowiedzeniem wojny… na Excelu), a polska kolej świętuje wzrost liczby pasażerów, co jest jedyną dobrą wiadomością, choć nikt nie powiedział, ilu z nich dotarło na czas. Z kronikarskim obowiązkiem, ale i z dużym dystansem

Dzień 6 sierpnia 2025 roku zapisze się złotymi zgłoskami w kronikach naszej młodej demokracji. Tak złotymi, że aż błyszczą na czerwonym tle z orłem w koronie – na fladze, którą tego dnia przekształcono w baner reklamowy prezydenta Nawrockiego. Nowy władca Pałacu Prezydenckiego objął urząd z siłą grzmotu i subtelnością walca drogowego.
Na inaugurację przybyli wszyscy: wierni, wyznawcy, pokutnicy i sponsorzy. Tłum pod Sejmem przypominał nieco festyn parafialny połączony z rekonstrukcją historyczną i zjazdem fanklubu „Wiadomości” TVP. Flagi łopotały, transparenty błyszczały, a na policzkach malowano orła, którego symbolika już nie bardzo wiadomo co znaczy. Orzeł? Jastrząb? Może raczej kaczka?
Orędzie prezydenckie przypominało mniej prezydenta, bardziej proroka. A może trenera MMA. Bo było tam wszystko: „nie pozwolę!”, „nie ulegniemy!”, „naprawimy ustrój!” i – najbardziej biblijne – „wybaczam wam, ale kara i tak będzie”. Oczywiście w wersji chrześcijańskiej – wybaczenie pełne wyrzutów sumienia i bez cienia wątpliwości, kto tu będzie sądził.
Dla tych, którzy jeszcze łudzili się, że prezydent będzie ponad podziałami, mamy złą wiadomość. Nawrocki od razu zaprosił rząd Tuska… na dywanik. A konkretnie na posiedzenie Rady Gabinetowej. W roli nauczyciela: prezydent. W roli ucznia, który ma się tłumaczyć z budżetu i inwestycji: premier. Dzwonek już zadzwonił.
Wystąpienie Nawrockiego miało też swoje momenty kabaretowe. Przysięgał na Konstytucję, której – przypomnijmy – nie uznaje, jeśli mu nie pasuje. Zapowiedział nową Konstytucję, bo ta aktualna ma za dużo niezależnych sędziów i za mało miejsca na Boga. Będzie rada naprawy ustroju. Uwaga: nie demokracji. Ustroju.
W czasie przejmowania zwierzchnictwa nad wojskiem jego wyznawcy zagłuszali przemówienie ministra obrony. Kosiniak-Kamysz mówił, ale nikt go nie słyszał. Tłuszcza wyła, gwizdała, krzyczała. Jakby nie przyszli świętować demokrację, tylko obalać ją na żywo.
Nowa Kancelaria? Witamy starych znajomych: byli wojewodowie, byli posłowie, byli IPNowcy. Do tego wiceszef kancelarii z przeszłością w Młodzieży Wszechpolskiej. Kapelan znany z pielgrzymek kiboli. I jeszcze kilku historyków, którzy nie potrafili zinterpretować własnej przeszłości, więc napiszą ją od nowa.
W mediach pełna mobilizacja. „To będzie wojna” – mówią zgodnie dziennikarze i komentatorzy. „Nawrocki nie będzie prezydentem – będzie liderem opozycji. Przez dwa lata zrobi wszystko, by Tuskowi nie dać oddychać.” I wiesz co, czytelniku? Już nie oddycha.
Na koniec dnia prezydent przemówił raz jeszcze: „Nie ma podziału na Polskę A i Polskę B”. I tu mu wierzymy. Bo z tej prezydentury skorzysta tylko Polska C – czyli Ciemność.
Ale tego dnia działo się znacznie więcej. Joanna Senyszyn zarejestrowała nową partię o nazwie „Nowa Fala”. Niezły timing – tsunami politycznego absurdu ledwo się rozpoczęło, a już mamy ratownika. Nowa Fala ma zatrzymać PiS. Nie pytajcie jak, może przez śmiechoterapię.
Tymczasem Andrzej Duda zniknął. Z Pałacu, z Uniwersytetu, z kamer. Być może przeniósł się do równoległego wszechświata, gdzie jego kadencja zapisała się jako sukces, a prawnicy klaskali na stojąco.
Na dokładkę Bąkiewicz znów zamieszany w nowy zwrot akcji – tym razem nie wiemy, czy chodzi o przemoc, defraudację czy tylko zwykłe nieporozumienie przy rozliczaniu patriotyzmu. Pewnie wszystko naraz.
A w tle tej apokaliptycznej operetki – pożary we Francji, Trump straszący Rosję cłami (czyli, jak wiadomo, wypowiedzeniem wojny… na Excelu), a polska kolej świętuje wzrost liczby pasażerów, co jest jedyną dobrą wiadomością, choć nikt nie powiedział, ilu z nich dotarło na czas. Z kronikarskim obowiązkiem, ale i z dużym dystansem

Dodaj komentarz