
Nie ma chyba nic bardziej rozczulającego niż prawica, która węszy władzę jak pies tropiący parówki, mimo że do wyborów zostały dwa lata, a rzeczywistość polityczna zmienia się szybciej niż Mentzen zdąży zapomnieć, że sam głosował za podatkiem cukrowym, zanim nazwał go „komunistycznym zamachem na wolność sacharozy”. Tak, moi drodzy – witajcie w spektaklu pt. „Polska 2025: Parodia się nie kończy, tylko zmienia aktorów”.
Zacznijmy od Króla Gęsi: Karola Nawrockiego
Prezydent, który jeszcze niedawno był historykiem od Dmowskiego, teraz zasuwa po Rzymie w towarzystwie czarnych welonów, wręczając papieżowi obraz Matki Boskiej jakby to była wejściówka do Rydzyklandu. Oczywiście wszystko w ramach wielkiej, duchowo-narodowej ofensywy, której głównym celem jest pokazanie, że Karol I Gietrzwałdzki, jak już go zaczynają nazywać we własnej wyobraźni, ma „chemię” z Trumpem, papieżem, Konfederacją i, być może, kotem Kaczyńskiego.

Prezydent Nawrocki już dziś pełni funkcję „Tamagoczi weta”: co go nakarmisz – tym cię zawetuje. Reforma edukacji? Weto. Ustawa budżetowa? Weto. Legalizacja zdrowego rozsądku? Weto. A przy tym wszystkim grymas oburzonego dziecka w piaskownicy, któremu zabrano plastikową łopatkę.
Jarosław Kaczyński – samotny krzyżowiec na rydwanie absurdu
Jarek – mózg, który chciał być sercem narodu. Mężczyzna, który marzy o „Budapeszcie w Warszawie”, nie wiedząc, że w Budapeszcie właśnie rośnie opozycja, która Orbána może wkrótce posłać na polityczną emeryturę z zestawem do sudoku i kieliszkiem palinki. Ale Kaczyński się nie poddaje – on wierzy, że 40% to jak 40 lat na pustyni: wystarczy przetrwać, a potem manna spadnie z nieba (czyt. TV Republika).

Problem w tym, że Prezes postanowił wypowiedzieć wojnę Konfederacji, czyli swoim przyszłym zakładnikom politycznym. Strategia godna Napoleona, gdyby Napoleon miał 78 lat, był zmęczony, nie wiedział, gdzie jest, i uważał, że bitwa wygrana jest wtedy, gdy wytknie Bosakowi, że ma za ładne zęby jak na nacjonalistę.
Konfederacja – gang siedmiu popaprańców
Ach, Konfederacja. Ruch, który chciał być polskim Tea Party, a jest raczej Bimber Party. Gdyby ich polityka miała zapach, pachniałaby spaloną gumą, testosteronem i podsmażonym foliarzem. Mentzen łka, że PiS traktuje wyborców jak idiotów, co jest zabawne, bo jego własna kampania opierała się na tym, że „piwo + kapitalizm = wolność”. Przypomnijmy, że Mentzen to człowiek, który podczas „Piwa z Mentzenem” potrafił tłumaczyć, że wolny rynek uzdrowi służbę zdrowia, nawet jeśli to oznacza, że biedny emeryt z dusznicą bolesną ma się leczyć okładami z Orlenu.

A Wipler? Wipler jak zawsze w szczytowej formie: mówi o „chemii” z prezydentem, ale zapomina dodać, że to chemia wybuchowa, jak między dwoma nieużywanymi fajerwerkami z 2015 roku, które ktoś właśnie podpalił w szopie z sianem.
Braun – patron memicznego absurdu
Grzegorz „Gilotyna dla wyimaginowanego Sanhedrynu” Braun też nie próżnuje. Na tle reszty prawicowej trupy wygląda jak szaleniec z innego filmu, który przez przypadek wszedł na plan. Jego partia może nie wejść do Sejmu, ale za to z przytupem odpali świecę dymną, odczyta Apokalipsę św. Jana i oskarży Radka Sikorskiego o bycie agentem Watykanu, NWO i, pewnie, Tesco.

Tusk, czyli człowiek z planem (i paszportem)

Donald Tusk natomiast – cóż – stoi z boku, jak inteligentny rodzic na szkolnej akademii, patrząc na dzieci odgrywające bitwę pod Grunwaldem w przebraniach z kartonów. Ma świadomość, że przyszłość jest niepewna, ale przynajmniej nie próbuje jej zaklinać fetyszem „samodzielnej większości” ani nie wetuje ustaw, bo tak mu kazały gołębie na parapecie.
I tak – sympatia. Przynajmniej dlatego, że nie śni o rządach absolutnych, nie wozi obrazów po Watykanie i nie twierdzi, że komunizm to kiedy pies sąsiada za długo szczeka.
Rachunek sumienia narodowej groteski
Marzenia prawicy to dziś coś między średniowiecznym snem o Rzeczpospolitej Szlacheckiej, a komedią pomyłek pisaną przez ChatGPT z przegrzanym procesorem. Sądzą, że już są w ogródku, już witają się z gąską… ale to nie gąska. To czapla. I właśnie odleciała. Bo wyborcy są niestabilni jak inflacja w 2022 roku, a każde kolejne wetowanie i skakanie sobie do gardeł tylko pokazuje, że PiS i Konfederacja nie są gotowe na władzę. Są gotowe na chaotyczne reality show o tytule „Kto szybciej skompromituje polską prawicę?”
PUENTA DLA CIERPLIWYCH:
Gdyby marzenia prawicy miały soundtrack, byłaby to „Polka dziadek” grana na flecie prostym przez Braunów, Mentzenów i Kaczyńskich, pod batutą prezesa TV Republika ze świętym obrazkiem w jednej ręce i vetem w drugiej. A gąska? Gąska dawno uciekła do Norwegii.

Dodaj komentarz