WIELKA EWAKUACJA SZYMONA I REGERMANIZACJA MOSTU CZYLI TEATR POLSKIEJ POLITYKI

Warszawa

Polska polityka znów przypomina kiepski serial, w którym scenarzyści dawno już rzucili fabułę pod autobus, a widzowie oglądają tylko z przyzwyczajenia i złośliwej ciekawości. Na scenę wchodzi Szymon Hołownia – samozwańczy aktor drugoplanowy, który obraził się, że nie dostał głównej roli, więc teraz wyciąga walizkę z napisem „Genewa” i krzyczy: „Ewakuacja!”. Jak to trafnie zauważył jeden z jego znajomych: „On nie potrafi być numerem dwa”. Trudno się dziwić – gwiazdorzy rzadko odnajdują się w chórkach.

Szymon postanowił zostać Wysokim Komisarzem ONZ ds. Uchodźców. Wysokim – bo niski nie umie. A Komisarzem – bo brzmi jak awans od marszałka, choć wciąż nie tak spektakularny, jak prezydent. Polska 2050, jego supernowa partia, właśnie dogorywa w sondażach, szorując po dnie jak zdechła płastuga. Zamiast ratować własny okręt, kapitan opuszcza pokład, wierząc, że w Genewie łatwiej steruje się jachtem, gdy nie ma na nim pasażerów marudzących o obietnicach i programie.

Tymczasem w jego drużynie trwa walka o stołki – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Pauliną Hennig-Kloską tłuką się o fotel wicepremiera jak dwie panie w Lidlu o ostatniego karpia przed Wigilią. Zadecydowały dwa głosy – czyli dokładnie tyle, ilu wyborców zostało tej partii w ostatnich badaniach. „Ludzie są najważniejsi” – mawiał Szymon w kampanii. I miał rację, tylko zapomniał dodać, że ci ludzie to teraz głównie Tusk i Kosiniak.

Donald Tusk, jedyny w tym teatrze z prawdziwym scenariuszem i warsztatem, patrzy na ten kabaret z mieszaniną pobłażania i politowania. Bo Tusk, w przeciwieństwie do Hołowni, potrafi być numerem jeden, dwa, trzy i nawet cztery jednocześnie – jak szachista, który gra kilkanaście partii naraz, a i tak bije wszystkich amatorów, co to myślą, że w szachach wygrywa ten, kto ma ładniejszego konia.

Na drugim planie – dramat PiS-u. Zbigniew Ziobro wreszcie pojawił się przed komisją śledczą. Dopiero za dziewiątym razem, jak uczeń, którego policja musiała przyprowadzić na egzamin poprawkowy. Oczywiście nie jako świadek, tylko jako reżyser całego spektaklu: własna kamera, własne media, własne tezy. Ziobro znów w roli szeryfa, który ściga bandytów Pegasusem – tyle że tym razem sam wygląda jak bohater westernu w wersji senior edition: kaszel, przerwy na wodę i dramatyczne „mówię prawdę, tylko prawdę”. Prawicowe media zrobią z niego męczennika, a elektorat uwierzy, że oto Zbyszek cierpi za miliony, choć w rzeczywistości cierpi głównie komisja, zmuszona słuchać go godzinami.

A Jarosław Kaczyński? Prezes, niczym kustosz w muzeum strachów narodowych, odkrył właśnie „regermanizację Dolnego Śląska”. Według niego Niemcy oblizują się na widok Hali Stulecia i Mostu Cesarskiego. W jego narracji każdy napis po niemiecku to już zamach na polskość. Brakuje jeszcze, by kazał przemalować wszystkie volkswageny na biało-czerwono i zakazał sprzedaży kiełbasy bratwurst pod karą więzienia. W Zielonej Górze straszył buntem prawicy wobec „szaleństw” Unii – LGBT, Zielonego Ładu i internetu bez cenzury. Krótko mówiąc: świat się wali, a Niemcy czają się za rogiem. Klasyk.

I tak mamy teatrzyk, w którym każdy gra swoją rolę:

  • Hołownia – uciekinier z biletem do Genewy, co to nie potrafi być numerem dwa.
  • Ziobro – szeryf-widmo z westernu klasy C, reżyser własnego procesu.
  • Kaczyński – kustosz resentymentów, tropiciel niemieckich napisów i przerażonych ludzi.
  • Tusk – jedyny aktor, który pamięta tekst, choć i on gra w tym cyrku bardziej z musu niż z przyjemności.

Reszta? Braun z partią 6,66% – wynik diabelski, choć bardziej śmieszny niż straszny. Mentzen – idol młodych gniewnych, którzy marzą o Polsce jako wielkiej spółce z o.o. Nawrocki – prezydent z przypadku, kibol w fotelu Belwederu.

Słowem: polska polityka 2025 to nie jest opera, to nawet nie kabaret. To bardziej wiejska remiza, w której strażacy próbują odegrać „Hamleta”, ale rekwizyty zgubił sołtys, a scenariusz ktoś spalił w piecu.

I tylko Tusk, niczym zawodowy pianista, próbuje grać Chopina na rozstrojonej harmonii. Reszta wali w talerze, przekonana, że to symfonia.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights