
Poniedziałek, wieczór. Wieś Bielejewo. Chłopy po robocie – jedni po sianokosach, drudzy po rozładunku buraków, trzeci po całym dniu udawania, że coś robią, byle teściowa się nie czepiała.
Spotkanie jak zwykle przy sklepie u Halinki, ława pod jabłonką, cztery skrzynki piwa, jeden worek z nasionami (bo Heniek nie miał gdzie odstawić) i stare radyjko, z którego jeszcze do niedawna grała Maryla, a teraz łapie tylko przekaz dnia z Warszawy.
Nikt nie krzyczy, nikt nie śpiewa – w Bielejewie poniedziałek wieczorem to czas refleksji narodowej. Tylko psy szczekają na wiatr, a w tle beczy koza, która przejęła obowiązki lokalnego komentatora, odkąd sołtysa zamilkł po trzech wyborach z rzędu.
HOŁOWNIA – MARSZAŁEK OD SENSACJI, CZYLI JAK Z MĄDROŚCI ZOSTAŁA PIANA
Pierwszy temat rzucił Staszek spod remizy, co w życiu był na trzech pogrzebach i pięciu wyborach – raz nawet głosował na PSL, ale do dziś wypiera to z pamięci.
– Ten Hołownia to już całkiem sfiksował, chłopy. Wyszedł i powiedział, że mamy zamach stanu.
Wieś zamarła. Nawet kot Bronka przestał drapać worek z kukurydzą.
– Zamach stanu? – pyta Heniek. – To chyba jakby ktoś przyszedł i nam traktor zabrał z pola w czasie orki. A nie żeby prezydenta opóźnić z przysięgą.
Bo właśnie o to poszło – że niby Tusk, lub inni namawiali aby Hołownia coś przeciągał, a on zrobił z tego serial o zamachu konstytucyjnym.
No, chłop się pogubił. Jeszcze rok temu płakał nad demokracją, dziś wygląda, jakby marzył o wprowadzeniu stanu wojennego, ale na TikToku.
– On to nie marszałek, tylko stary telewizor – włącza się, trzeszczy, pokazuje bzdury i trzeba go walnąć w bok, żeby przestał gadać – podsumował Janek, co zna się na sprzęcie i kobietach, ale w obu dziedzinach już dawno miał awarię.
NAWROCKI – NOWY PREZYDENT, STARY DUSZNY ZAPACH
No i teraz ten najgorszy temat: Karol Nawrocki. Były szef IPN-u, znany z tego, że potrafi w każdym krzaku znaleźć komunistę, w każdej tęczy prowokację, a w każdej kobiecie – zagrożenie dla męskości narodowej.
Oczywiście nie wspomina tych, które woził do hotelu klientom, ale chwali sobie ustawki w lesie.
I to on wygrał wybory. Za niecałe dwa tygodnie zostanie prezydentem RP, co brzmi trochę jak „koń wygrał olimpiadę w szachach.”
– Ja pierdykam – mówi Zbyszek z młyna. – To jakby księdza wybrali na DJ-a na weselu. Niby zna ludzi, niby coś mówi, ale tańczyć się nie da.
Nawrocki to typowy człowiek z teczką i przekonaniem, że PRL trwa nadal, tylko teraz ukrył się w kebabach i Netflixie.
Chłop wygląda, jakby w czasie wolnym zbierał wywiady z „Tygodnika Powszechnego” i je zakopywał w lesie jako dowody zdrady.
W Bielejewie od razu padło pytanie:
– Jak taki człowiek ma reprezentować Polskę za granicą? Co on im powie? „U nas wolność, ale tylko do 19:00, i bez muzyki.”?
KACZYŃSKI – DZIAD Z GROBU POWSTAŁ I GADA GŁUPOTY
Jakby tego było mało, znów wychynął Kaczyński. Nasz kochany Napoleon z Żoliborza, który od lat nic nie robi, ale z takim zapałem, że ludzie dalej go za to podziwiają.
– On się chyba obudził w bunkrze, spojrzał na kalendarz i pomyślał, że dalej mamy 2015 – rzucił Romek od krów.
Kaczyński mówi teraz o zdradzie, o spiskach, o tym, że trzeba wrócić i oczyścić Polskę z wrogów. Tylko że tych „wrogów” to już tylko on sam widzi – jak stary pies, co szczeka na cień.
– Jak on wróci do władzy, to każą nam malować płoty na biało-czerwono i śpiewać hymn przed dojeniem – rzuca Zdzisiek, ten co pamięta czasy, jak milicja łapała za picie piwa w zbożu.
DUDA – CZYLI DŁUGOPIS SAMOPISZĄCY
A Duda? Ten co podpisuje wszystko jak student umowy najmu przed sesją. Ani słowa więcej, ani mniej. Patrzy w kamerę z miną dziecka, które zapomniało zadania, ale wie, że jak się uśmiechnie, to może Kaczyński nie krzyknie.
Wieś już nie oczekuje niczego od Dudy. To taki człowiek-funkcja. Coś jak krowa do wydojenia – działa, ale cudów nie ma.
PODSUMOWANIE Z PUSZKI PO PIWIE
W poniedziałek wieczorem, gdy kurz po sianokosach opada, a w powietrzu unosi się zapach deszczu i politycznego absurdu, Bielejewo mówi jasno:
Polska nie potrzebuje kolejnego prezydenta z IPN-u, kolejnego proroka od zamachów ani kolejnego dziadka z żalem.
Chcemy, żeby w telewizji mówili coś sensownego. Żeby politycy nie opowiadali bajek, tylko mówili:
„trzeba naprawić kanalizację, dać ludziom spokój i nie zamieniać kraju w muzeum krzywd narodowych.”
A jak się nie da – to przynajmniej niech pozwolą nam wypić piwo w spokoju.
Bo jedno wieś wie na pewno:
Jak się zaczyna mówić o „wrogach ojczyzny”, to znaczy, że już nie ma żadnych pomysłów. Tylko strach, bajki i stare klisze.
A z tego chleba nie będzie. Co najwyżej zakalec.

Dodaj komentarz