
Karol Nawrocki to prezydent, którego można by streścić w dwóch zdaniach: „Nic nie wiem, ale się nie zgadzam” oraz „Głowa państwa, która nie ma głowy do spraw państwa”. Jego ostatnie wystąpienia przypominają kabaret, tylko że publiczność nie wie, czy się śmiać, czy płakać. Zamiast być strażnikiem konstytucji, Nawrocki staje się jej przypisem drobnym druczkiem.
PREZYDENT, KTÓRY NIE WIE
Zaczęło się od MiG-29 dla Ukrainy. Minister obrony Kosiniak-Kamysz ogłosił decyzję, a prezydent, niczym bohater sitcomu, odpowiedział: „Ale ja nic o tym nie wiem”. Problem w tym, że wiedział. A przynajmniej jego ludzie wiedzieli. Dokumenty były. Posiedzenia były. Protokoły były. Przedstawiciele BBN obecni.
To co się wydarzyło? Albo Kancelaria Prezydenta nie czyta tego, co dostaje, albo Marcin Przydacz, profesor manipulacji stosowanej, żyje w innym wymiarze czasoprzestrzennym. Kiedy inni przekazują informacje, on je gubi w szufladzie razem z resztkami zaufania publicznego.
Wszyscy o tym wiedzieli, oprócz prezydenta. Tak, bo prezydent woli konferencje prasowe od briefów z BBN. Woli mowę ciała od czytania dokumentów. A ciałem rządzi Przydacz, Cenckiewicz i reszta partyjnego BBN-u z czasów, kiedy prezydentem był jeszcze Duda, a polska dyplomacja nie była kabaretem.
KAŻDE WETO KOSZTUJE – I TO KONKRETNIE
Senacka Komisja Klimatu i Środowiska pokazała, że można mieć kręgosłup. I rachunek. Wniosek o obcięcie budżetu Kancelarii Prezydenta o 217 696 959 złotych za weto wobec ustawy wdrażającej unijną dyrektywę o wodzie to pierwszy sensowny akt politycznej odpowiedzialności od lat. Nie chcesz lepszej jakości wody dla obywateli? To zapłać. Z własnej kasy.
Nawrocki oczywiście stwierdził, że ustawa to „nadregulacja”. Cudowne słowo – brzmi jakby prezydent bronił obywateli przed złym biurokratą z Brukseli. Tyle że efektem jego „obrony” będą milionowe kary za niewdrożenie dyrektywy, a ludzie dalej będą pić wodę o składzie bliższym przemysłowemu roztworowi, niż czystej H2O.
KANCELARIA BŁĄDÓW I NIEDOCZYTANIA
Czy można jeszcze poważnie traktować pałac prezydencki, skoro jego głowa nie wie, co się w nim dzieje? Schetyna, Siemoniak, Sikorski, Kosiniak-Kamysz – wszyscy mówią jednym głosem: prezydent został poinformowany. Nawrocki i jego nadęty rzecznik odpowiadają: „Nie byliśmy konsultowani”. Ale przecież nie trzeba było rozmawiać – wystarczyło przeczytać.
Może, gdyby Nawrocki wyrzucił z pałacu reseciarza Cenckiewicza, który z BBN zrobił klub rekonstrukcji historycznej, to w Pałacu zaczęto by znów rozmawiać o przyszłości, a nie o poglądach z lat 80.
KOMEDIA POLITYCZNA TRWA
Przydacz, wyuczony w okopywaniu się w równoległej rzeczywistości, dalej przekonuje, że premier nie był u prezydenta. A co z dokumentami? Co z posiedzeniami? Co z protokołami? Czy wszystko trzeba osobiście prezydentowi przynieść w segregatorze z naklejkami? Może najlepiej nagrać audiobooka z briefingami, bo z czytaniem jakoś krucho.
NAWROCKI BEZ INFORMACJI = PAŃSTWO BEZ STERU

Gdy głowa państwa nie wie, co robi państwo, to mamy nie prezydenturę, a udawaną monarchię. I to nie oświeconą. Nawrocki wydaje się zarządzać państwem jak ogrodem: czasem przytnie gałązkę, czasem przegapi szkodnika, ale ogólnie to „widzimisię” decyduje, co rośnie.
Dobrze, że Senat zaczyna liczyć – każde weto powinno mieć swoją cenę.
Skoro prezydent nie chce brać odpowiedzialności za decyzje – to niech przynajmniej zapłaci rachunek. Nie tylko polityczny. Rzeczywisty. I z rezerwy budżetowej, nie z wody mineralnej w pałacowej lodówce.
PUENTA? CZAS NA REDUKCJĘ SZKÓD
Mamy prezydenta, który nie czyta, kancelarię, która nie ogarnia, doradców, którzy nie doradzają, i ministra, który gra ofiarę, chociaż trzyma długopis i mikrofon. Ale jest też równowaga: mamy komisję senacką, która potrafi policzyć i powiedzieć: „dość tego kabaretu”.
W czasach, gdy na szali jest bezpieczeństwo kraju, klimat, jakość wody i wiarygodność Polski, nie możemy sobie pozwolić na głowę państwa, która nie wie, nie słyszy i nie rozumie.
Zatem – mniej Przydacza, mniej Cenckiewicza, więcej rozumu.
I może wreszcie Pałac zacznie być instytucją, a nie teatrem jednego aktora, który nie zna scenariusza.

Dodaj komentarz