WESELE W ONZ: DRONY, KLAUNI I PANNA MŁODA Z MOSKWY

Warszawa

Na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ wydarzyło się coś, co bardziej przypominało wesele na wsi niż debatę o bezpieczeństwie świata. Był pan młody, który nie wiedział, co robi (Trump), była panna młoda obrażona i wybiegająca z sali (Rosja), i byli goście, którzy udawali, że przyszli na imprezę przypadkiem (Globalne Południe). A Polska? Polska tym razem grała rolę orkiestry – i to takiej, która potrafi grać, a nie tylko fałszować.

TRUMP – GOŚĆ, CO SIĘ ZGUBIŁ

Donald Trump na pytanie o rosyjskie drony stwierdził, że to mogła być „pomyłka”. No jasne. Jakby dziewiętnaście dronów pomyliło mapę Google i zamiast do Kijowa wleciało do Lublina. Trump to taki weselny wujek, który myli pannę młodą z kelnerką i dziwi się, że nikt nie bije mu brawo. Gdyby nie ambasadorka USA, która w ONZ wreszcie powiedziała coś stanowczego, to świat dalej czekałby, aż Trump się zdecyduje, czy Putin to wróg, czy może partner do tańca.

ROSJA – PANNA MŁODA Z HUMORAMI

Ambasador Rosji Niebienzia wyszedł z sali, a jego zastępczyni zaczęła przeglądać telefon, jakby szukała przepisu na sałatkę. Cała Rosja w pigułce: najpierw kłamie, że nie ma dronów, potem że są ukraińskie, a na końcu obrażona trzaska drzwiami. To nie dyplomacja – to panna młoda, która ucieka sprzed ołtarza, bo ktoś wspomniał o intercyzie.

SIKORSKI – GOSPODARZ Z LEJCAMI

Nie byłoby całego zamieszania w ONZ, gdyby nie Radosław Sikorski. To on zwołał posiedzenie, to on sprawił, że świat w ogóle usiadł do stołu. Zachował się jak gospodarz, który widząc lisy wokół kurnika, nie pyta, czy to „pomyłka”, tylko dzwoni po sąsiadów i rozdaje widły. Dzięki niemu Polska nie była petentem, ale inicjatorem.

BOSACKI – CEP W DŁONI

A kiedy już sala się zebrała, wszedł Marcin Bosacki. I walił. Nie w stół, nie w wodę – w samego Kremla. Pokazał zdjęcia dronów, mówił o neo-orwellowskim języku, przypomniał historię 1939 roku. Prosto, jasno, bez dyplomatycznego bełkotu. Jak chłop na weselu, który zamiast długiej przemowy podnosi kieliszek i mówi: „Dość kłamstw, pijemy prawdę”. Nawet ci, którzy udawali, że ich to nie obchodzi, odłożyli telefony.

GLOBALNE POŁUDNIE – GOŚCIE Z INNEJ IMPREZY

A reszta świata? Algieria, Pakistan, Somalia – oni patrzą na naszą wojnę jak na obcą potrawę na weselnym stole. Łypią okiem, kiwają głową, ale wolą zajmować się swoimi problemami. Dla nich to wszystko jak wesele u sąsiada: niby fajnie, że gra muzyka, ale i tak myślą o własnym dachu, który cieknie.

NATO – NASZA OSP W F-35

Na koniec sekretarz generalny Mark Rutte ogłosił operację „Eastern Sentry”. To NATO w wersji wiejskiej straży pożarnej: jedni lecą w myśliwcach, inni w gumofilcach, ale wszyscy biegną, jak zawyje syrena. I chwała im za to.

KONKLUZJA – POLSKA NIE JEST STATYSTĄ

Tak więc ONZ zamieniło się w wesele, gdzie Rosja uciekła jak obrażona panna młoda, Trump pląsał bez taktu, a Globalne Południe udawało, że przyszło tylko na darmowy barszcz. Ale Polska tym razem grała pierwsze skrzypce. Sikorski prowadził orkiestrę, Bosacki walił cepem, Tusk w Sejmie mówił jak mąż stanu.

I choć świat wyglądał jak cyrk z klaunami, to w tej farsie Polska wreszcie nie była błaznem, tylko dyrygentem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights