WASAL NA SMYCZY, CZYLI JAK SIĘ ROBI POLITYKĘ NA CZWORAKACH

Warszawa

Są soboty, w które człowiek chce odpocząć. I są soboty, w które polityka wchodzi do salonu w brudnych butach, siada na stole i pyta, czy ma jeszcze dolać benzyny do ognia. To jest właśnie taka sobota. Bez lukru, bez dyplomatycznego bełkotu, bez udawania, że ktoś tu jeszcze myli interes z wartością przez przypadek.

Stany Zjednoczone świętują 250-lecie zerwania z tyranią brytyjskiej korony. Ironia historii ma dziś uśmiech szeroki i złośliwy, bo pod rządami Donalda Trumpa amerykańska demokracja przechodzi przyspieszony kurs autorytaryzmu dla opornych. Narcyz w Białym Domu nie potrzebuje konstytucji, wystarczy mu lustro. A gdy lustro pęknie, zawsze można winą obarczyć sojuszników.

Trump nie chce partnerów. Trump chce klientów. A najlepiej klientów cicho stojących w kolejce z kartą kredytową i spuszczoną głową. Polska, dumny prymus w klasie „kupuj broń i nie zadawaj pytań”, właśnie została zaproszona na egzamin. Test sojusznika polegał na sprawdzeniu, czy umiemy powiedzieć „nie”, czy tylko potrafimy szybciej przelewać pieniądze.

Zaproszenie prezydenta Nawrockiego do Rady Pokoju Trumpa za miliard dolarów wpisowego brzmi jak żart z kiepskiego kabaretu. Blankiet poparcia Nobla wysłany marszałkowi Sejmu – jak umowa śmieciowa dla państwa. Podpisz, nie czytaj, dziękuj. Włodzimierz Czarzasty odmówił. I nagle okazało się, że odmowa to dziś akt wrogości.

Ambasador USA ogłasza zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu, bo prezydent został obrażony. W XXI wieku, w środku Europy, dyplomata zachowuje się jak urażony namiestnik imperium, którego wasal zapomniał pocałować w sygnet. Słowo „sojusz” zostało tu sprowadzone do roli kagańca. Gdy premier Tusk mówi, że sojusznicy powinni się szanować, dostaje po głowie. Dzień wcześniej był chwalony, dzień później już nie. Amerykańska konsekwencja w wersji reality show.

Cała ta groteska odbywa się na platformie miliardera, który z konfliktów żyje jak kleszcz z krwi. Awantura to zasięg, zasięg to pieniądz. Putin patrzy na to z uśmiechem starego cynika. Nie musi strzelać, wystarczy, że inni kłócą się sami.

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że to był wypadek przy pracy, to gratuluję naiwności. Doniesienia o naciskach na PSL, by rozbić koalicję i ułożyć nowy rząd z prawicą, brzmią jak podręcznikowa ingerencja. PSL, zespół obrotowy polskiej polityki, kręci się nerwowo, jakby sprawdzał, z której strony wiatr dziś wieje z Waszyngtonu.

A PiS? PiS się rozpada w ciszy przerywanej piskami frakcji. Jarosław Kaczyński choruje samotnie (ze szpitala już wyszedł). Dawniej jego katar wstrzymywał państwo. Dziś państwo ma go gdzieś. „Maślarze” i „harcerze” gryzą się jak szczury w piwnicy bez światła. Sasin atakuje Morawieckiego, Morawiecki wyśmiewa Sasina, Buda nie płaci składek, Bocheński grozi, Dworczyk i Błaszczak liczą winnych. Nawet konferencje bojkotują się wzajemnie. To już nie partia. To worek ambicji bez lidera.

Plan z Nawrockim miał być sprytny. Miał odebrać wyborców Konfederacji. Zamiast tego rozbudził radykalizm, który Kaczyńskiego pożera. Wyborcy PiS odpływają do Brauna, bo Braun obiecuje prostotę: wyjść z Unii, pogonić obcych, dogadać się z Kremlem. Proste odpowiedzi dla ludzi, którzy nie lubią myśleć.

A Mentzen? Mentzen zamienił politykę w seans zbiorowego odurzenia. Program pisany przez internet, gdzie marzeniem wolności jest legalny muchomor, domowa kusza i prawo do bycia pijanym z godnością. Państwo, które odwozi nawalonych obywateli do domu i pozwala chować krewnych pod grillem. Imperium Kontratakuje, ale rozum ucieka w popłochu.

Jakby tego było mało, prezydent Nawrocki postanawia dorzucić do pieca i grillować Czarzastego rzekomymi „wschodnimi powiązaniami”. Materiał dziurawy jak sito, konkretów brak, ale Rada Bezpieczeństwa Narodowego zostaje wciągnięta w polityczny cyrk. Instytucja, która miała służyć rozmowie o bezpieczeństwie, zamienia się w ring. Polaryzacja pożera kolejne organy państwa jak rak.

Na tle tego chaosu Sikorski mówi rzeczy brutalnie trzeźwe. Putin nie jest geniuszem. Jest przegrywem, który nadrabia złe karty jeszcze gorszymi intencjami. Rosja jest słabsza militarnie, ale groźniejsza politycznie. A symulacje wojenne pokazują coś, czego nikt nie chce słyszeć: bez realnego przywództwa USA NATO może się zawahać, a mały kraj może zostać połknięty, zanim ktoś zdąży wstać z krzesła.

I tu dochodzimy do sedna. Polska nie może być wasalem. Wasale kończą źle. Albo są sprzedawani, albo poświęcani. Sojusz nie polega na lizaniu butów ani na podpisywaniu blankietów. Polega na szacunku i twardych interesach. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że już klęczy.

To felieton bez dyplomacji, bo dyplomacja właśnie została wyprowadzona z pokoju. Została naga polityka: brutalna, cyniczna, głośna. I jeśli w sobotnie popołudnie ma z tego wynikać jedna myśl, to ta: lepiej stać prosto i mieć obtarcia, niż całe życie chodzić na czworakach.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights