
Europa zaczyna grę o budżet. Duży, długi i z zasadami, których nikt nie rozumie. Bruksela rozdaje karty, a Polska – jak zwykle – przyszła bez własnej talii, ale z pretensjami, że nikt jej nie chce pożyczyć królowej kier.
W roli rozdającej – Ursula von der Leyen. W roli naszego reprezentanta – Donald Tusk, który miał mieć z nią „sztamę”, ale wygląda, jakby teraz spotykali się tylko na pogrzebach i szczytach.
URSULA ROZDAJE, SERAFIN DORADZA, A MY ZACISKAMY ZĘBY
Piotr Serafin, nasz komisarz unijny, oficjalnie odpowiada za kwestie budżetowe. W praktyce – ma doradzać. Czyli jak kelner w restauracji z gwiazdką Michelin – zna menu, ale nie decyduje, co trafi na stół. Faktyczne decyzje podejmuje gabinet Ursuli. A Donald? Donald się niepokoi. Coś, co miało być po cichu dogadane, coraz głośniej się rozpada.
Komisja Europejska nie chce już przekazywać krajom pieniędzy „do ręki”. Teraz w modzie jest centralizacja – jeden wielki budżet zarządzany z Brukseli. Państwa członkowskie mogą sięgać po środki, ale tylko jeśli zrealizują odpowiednie reformy. To trochę jakby dziecko dostało czekoladę, ale żeby ją zjeść, musiało najpierw zaliczyć maturę z fizyki i przebiec półmaraton.
MERCOSUR, ETS2 I ERASMUS – TRZY SPOSOBY NA WNERWIENIE POLAKA
Polska ma konkretne zastrzeżenia do nowego budżetu. Po pierwsze – umowa z krajami Mercosur (Ameryka Południowa) oznacza, że do Europy może trafić tania wołowina. KE proponuje, by na jednego obywatela przypadało 180 gram rocznie. Tyle to u nas kot potrafi pożreć. Dla polskich rolników – katastrofa. Dla Brukseli – symbol otwartości. Dla PSL – pogrom przy urnach.
Po drugie – ETS2, czyli nowy system handlu emisjami, który ma objąć transport i budownictwo. Polska chce przesunąć jego wejście w życie z 2027 na 2030 rok. Bo jeśli nie – ludzie będą płacić za emisje CO₂ z własnych kieszeni, zanim zdążą wymienić piec i samochód. Komisja niby rozumie, ale pieniędzy na „miękkie lądowanie” wciąż brak.
Po trzecie – Erasmus. Niemcy chcą ograniczyć ten program, bo rzekomo pochłania zbyt duże rezerwy finansowe. Dla nich – oszczędność. Dla tysięcy polskich studentów – koniec z darmową integracją w Barcelonie i Lizbonie. Scholz twierdzi, że lepiej przeznaczyć te środki na coś bardziej strategicznego. Na przykład: spłatę długu covidowego, który od 2028 roku będzie kosztować UE 35 miliardów euro rocznie.
Dla Tuska – trzy bomby. Bo jak to sprzedać wyborcom? „Przywieźliśmy mniej pieniędzy, ale za to więcej argentyńskiego mięsa i mniej studentów zagranicą”?
KAMIŃSKI Z PSL NA HERBATCE Z BIELANEM. PARTIA: „TO NIE NASZ CZŁOWIEK”
W międzyczasie w Polsce – afera. Michał Kamiński, wicemarszałek Senatu z PSL, pojawił się na prywatnym spotkaniu u Adama Bielana z PiS. Obecny był też Jarosław Kaczyński. Kamiński tłumaczy, że spotkanie miało charakter towarzyski. PSL mówi, że nic o nim nie wiedziało. Minister Klimczak przyznaje publicznie: „To nie była decyzja partyjna”. Czyli klasyka: jak coś pójdzie dobrze – to nasz człowiek. Jak źle – „samowolka”.
WYSTAWA „NASI CHŁOPCY” W GDAŃSKU. DUDA: „NIE MA ZGODY!”
W Gdańsku otwarto wystawę „Nasi chłopcy”, poświęconą mieszkańcom Pomorza, którzy podczas II wojny światowej zostali przymusowo wcieleni do Wehrmachtu. Wystawa pokazuje ich losy, dramaty, wybory – a raczej ich brak.
Andrzej Duda, jeszcze przez 20 dni prezydent RP, natychmiast zareagował w mediach społecznościowych: „To relatywizacja historii!”. „Fałsz historyczny!” „Moralna prowokacja!”
Tyle że wystawy nie widział. Ministerstwo Kultury i Muzeum Gdańska tłumaczą: chodzi o przywrócenie pamięci ludziom, którzy przez dekady byli pomijani i stygmatyzowani. Ale co z tego – Duda i Błaszczak wiedzą swoje. Im wystarczy tytuł, by odpalić patriotyczne wzmożenie. A Kosiniak-Kamysz dorzuca: „Ta wystawa nie służy polskiej polityce pamięci”. No to może czas się zastanowić, czy polityka pamięci polega na pamiętaniu, czy na upychaniu niewygodnych faktów pod dywan?
JASNA GÓRA: BISKUPI, PARTYJNI I NIEMIECKI TUSK
Tymczasem w Częstochowie – pielgrzymka Rodziny Radia Maryja. Uroczystość religijna, która od lat pełni funkcję nieformalnej konwencji programowej PiS.
Byli: Czarnek, Błaszczak, Kaczyński (w liście), Nawrocki. Kazanie wygłaszał bp Wiesław Mering, który:
- Nazwał Nowacką „barbarią”,
- Stwierdził, że „rządzą nami gangsterzy” (rzekomo cytując Tuska),
- I zasugerował, że Polacy są dziś szkoleni do zbierania szparagów w Niemczech.
Na te rewelacje zareagował Roman Giertych, poseł KO. W liście do Episkopatu pyta: „Co wy wyprawiacie?” Wytknął biskupom, że wypychają katolików o innych poglądach z Kościoła. Przypomniał, że Sobór Watykański II nakazywał Kościołowi apolityczność, a nie promowanie listów z Nowogrodzkiej.
Biskupi – jak to biskupi – milczą. Bo kiedy trzeba coś wytłumaczyć, to lepiej pomodlić się o cierpliwość wiernych.
A TYM CZASEM… NASZ ASTRONAUTA WRACA Z URLOPU KOSMICZNEGO
Wśród tych ziemskich dramatów wydarzyło się coś naprawdę godnego uwagi. Sławosz Uznański-Wiśniewski, polski astronauta, wraca z misji kosmicznej kapsułą Dragon. Ostatni raz nad Polską można było zobaczyć go w przelocie razem z Międzynarodową Stacją Kosmiczną.
I kiedy ludzie zadzierali głowy, przez chwilę – tylko przez chwilę – zapomnieli, że na Ziemi Michał Kamiński pije herbatkę z PiS-em, że Duda się obraził na wystawę, że Erasmus może zniknąć, a unijny budżet zamienia się w konkurs piękności dla krajów grzecznych.
PODSUMOWANIE DLA ZAJĘTYCH:
- Polska nie wie, ile dostanie z unijnego budżetu, ale już wie, że to za mało.
- Ursula rozdaje karty, Serafin może co najwyżej komentować.
- Tusk próbuje nie stracić twarzy, gdy KE naciska na centralizację.
- Kamiński (Michał) spotyka się z PiS-em – PSL udaje zdziwienie.
- Wystawa o przymusowo wcielonych wywołuje prezydencki spazm.
- Biskup Mering wygłasza homilię godną wiecu – Giertych odpowiada listem.
- Astronauta wraca z orbity. Jeden z nielicznych Polaków, który faktycznie patrzył z góry na politykę.

Dodaj komentarz