

Jeśli kiedykolwiek powstanie polska wersja Mission: Impossible, to Zbigniew Ziobro już napisał do niej scenariusz. Dziewiąta (!) próba przesłuchania go przed komisją śledczą? Dziewiąta. To już nie jest „brak współpracy ze śledztwem” — to jest performance. Teatralna opera mydlana z domofonem, policją i Brukselą w tle.
Dziś rano, niczym zawodowy iluzjonista, Ziobro zniknął z Jeruzala szybciej niż sąd zdążył powiedzieć „nakaz doprowadzenia”. Policjanci pod domem? Dzwonili, stukali, może nawet szeptali do furtki zaklęcia — wszystko na nic. Furtka pozostała niema i zamknięta, jakby broniła dostępu do ostatniej jaskini absurdu.
Tymczasem nasz bohater teleportował się na lotnisko w Brukseli. Nie żeby odpowiadać na pytania — nie, broń Boże! Kamera? Mikrofon? Ziobro zamienił się w kamień. Wstydliwy kamień. Może wciąż trwa rekonwalescencja po operacji, może po prostu jego sumienie odrzuca przesłuchania tak, jak dzieci odrzucają brukselkę.
Zadziwiające, jak człowiek, który kiedyś zarządzał całym wymiarem sprawiedliwości, dziś ucieka przed wymiarem… no właśnie, sprawiedliwości. To trochę tak, jakby strażak podpalał śmietnik i krzyczał, że ma alergię na dym.
Komisja śledcza? Nadal cierpliwa, jak matka czekająca, aż jej nastoletni syn przestanie udawać, że nie słyszy jej z drugiego pokoju. A Ziobro? Wciąż na poziomie „zarzaz przyjdę, tylko jeszcze sprawdzę, co w Brukseli słychać”.
W tej chwili na sali sejmowej czeka się na człowieka, który najpierw zamienił Fundusz Sprawiedliwości w worek bez dna, a potem sam wpadł do niego i zaszył się pod metką „Nietykalny”.
Warto dodać, że to wszystko odbywa się z pełnym majestatem prawa, sądu, policji i… nieskuteczności. Gdyby Pegasus podsłuchiwał ten spektakl, to sam by się zawiesił ze wstydu.
Ale dobrze, że Ziobro już leci. Samolotem, nie balonem, chociaż forma jego znikania przypomina bardziej Cyrk Zalewski niż LOT. Czy dotrze do Sejmu? Czy komisja w końcu przesłucha nieuchwytnego mistrza uników?
Nie wiemy. Ale wiemy jedno: gdyby unikanie przesłuchań było dyscypliną olimpijską, Ziobro miałby już złoto, srebro i brąz. I odmówiłby przyjęcia każdego z nich, bo medale wręczała „nielegalna komisja”.
Zegarki w komisji tykają. Policjanci przecierają domofon. A Ziobro? Ziobro krąży po Europie niczym bohater taniego thrillera politycznego.
I tylko jeden wniosek nasuwa się sam: Pegasus może podsłuchać wszystko, ale nie da rady złapać ironii losu.

Dodaj komentarz