TYTAN POMPY NARODOWEJ – NAWROCKI I JEGO CZOŁG BEZ HAMULCÓW

Warszawa

Karol Nawrocki wjeżdża na salony polityki z gracją walca drogowego prowadzonym przez DJ-a na speedzie. Rozpycha się łokciami tak szeroko, że gdyby miał więcej przestrzeni, to pewnie spróbowałby nią zawrócić Wisłę. Z gracją marsjańskiego amatora dyplomacji, z błyskiem Trumpowej fantazji w oku, wypina pierś przed kamerami, jakby właśnie osobiście wyniósł Polskę z morza błota i podłożył pod fundamenty marmur z napisem „Karol I Wielki”.

Spotyka się dziś z Donaldem Tuskiem. Tak, z tym Donkiem, który – jak na ironię – musi dziś rozmawiać z człowiekiem, który traktuje Konstytucję jak sugestię i myśli, że „rządy prawa” to nazwa jakiegoś zespołu death metalu z Zamościa.

Ale spokojnie, to spotkanie nie odbędzie się przypadkiem. Donald, człowiek o nerwach ze stali nierdzewnej i cierpliwości buddyjskiego mnicha w kolejce do urzędu, zaprosił go sam. Oficjalnie „na prośbę premiera”. Bo Tusk, mimo że wie, z kim ma do czynienia, wie też, że Polska nie może prowadzić zagranicznej polityki jak rozdwojona żaba w blenderze.

Nawrocki, samozwańczy Napoleon Nowej Ery, ostatnio zaliczył swoje pięć minut przed kamerami, kiedy to podczas telekonferencji z Donaldem Trumpem życzył mu „podobnego zwycięstwa nad Putinem”, jak Bitwa Warszawska. Nawiązywał do 1920 roku, jakby to on sam z szablą w zębach gonił bolszewików spod Radzymina. Tyle że zamiast Piłsudskiego dostaliśmy TikTokowego wodza z IPN.

A przecież w tej samej sprawie, kilka godzin wcześniej, Tusk spotykał się z prezydentem Zełenskim i liderami UE, ustalając konkretne stanowisko Unii przed rozmowami Trump–Putin. Co robi Nawrocki? Wchodzi w to bokiem, niczym słoń w garniturze z kolekcji „Dumni i Wściekli”, i zaczyna własną narrację, oczywiście bez oglądania się na stanowisko rządu. Bo po co? Przecież on wie lepiej. On jest prezydentem. Tylko Konstytucja jakby o tym zapomniała.

Uroczystości generalskie, awanse, buzdygany, pierścienie – wszystko na bogato. W sam raz na Święto Wojska Polskiego. Awansowany m.in. gen. Adam Rzeczkowski, kojarzony z Macierewiczem, wrzucony jak rodzynka do bigosu, żeby wszystkim zrobiło się niezręcznie. Tusk podpisuje, bo wie, że to nie czas na dziecinadę. Ale czy Karol też to wie?

Donald Tusk patrzy na to wszystko z mieszaniną chłodnej analizy i cichej rozpaczy. Bo Donald, w przeciwieństwie do Karolka, nie próbuje krzyczeć głośniej od rzeczywistości. On ją zna. On ją rozumie. A Nawrocki? On ją montuje jak reklamę proszku do prania – krzykliwie, bez ładu, ale z pewnością siebie godną kandydata na głównego konferansjera San Escobar.

Wszyscy się zastanawiają, co dziś padnie. Czy Nawrocki zaproponuje Trumpowi przejęcie Unii Europejskiej? Czy każe Tuskowi mówić po łacinie, „bo tak było w I RP”? Czy zaprosi Putina na rekonstrukcję Bitwy Warszawskiej, w której sam odegra rolę Piłsudskiego na hoverboardzie?

Tymczasem Polska, jak zwykle, robi za planszę do gry dla nadętych balonów z ego wielkości Pałacu Kultury. I zanim znowu pękniemy z żenady, niech ktoś chociaż wyjmie szpilkę.

Donaldzie – trzymaj się. Myślimy o Tobie. A Nawrockiemu życzymy sukcesów w jego ulubionej grze: Symulator Władcy z Pocztówki.

P.S. Karolu – ta pompa nie robi z ciebie większego. Tylko bardziej nadmuchiwanego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights