




W polskiej polityce i prawie nic nie dzieje się wprost. Droga do sprawiedliwości prowadzi z reguły przez rowy, labirynty, a często przez drzwi ewakuacyjne. Ale czasem, choćby tylnymi drzwiami, do środka dostaje się sens. Tak jak tym razem. TSUE nie zrobił rewolucji, nie ogłosił europejskiego Stonewall, ale zmusił Polskę do czegoś, czego przez lata nie potrafiły zmusić nas ani rozum, ani empatia, ani zdrowy rozsądek: do uznania małżeństw jednopłciowych zawartych w innych krajach UE.
I tu wkracza Ona. Prof. Ewa Łętowska.
PROFESOR ŁĘTOWSKA: SUMIENIE KONSTYTUCJI
W kraju, gdzie prawnicy coraz częściej zamieniają się w mimów, a sędziowie w zakłopotanych statystów teatru politycznego, prof. Łętowska trwa jak mur. Albo raczej jak latarnia: świeci, gdy wszyscy inni pogasili światła i udali, że nic nie widzą.
Sędzia TK w stanie spoczynku, pierwsza Rzeczniczka Praw Obywatelskich, nauczycielka pokoleń prawników, członek rzeczywisty PAN, jedna z niewielu postaci, która prawo traktuje jak etyczną powinność, a nie jak narzędzie dla silniejszych. Od lat powtarzała, że art. 18 Konstytucji RP nie jest zakazem, lecz opisem. Nie zamyka drzwi przed parami jednopłciowymi, tylko otwiera je szeroko dla małżeństw hetero. „I nic więcej”, mówi profesor, a jej głos – spokojny, metodyczny, logiczny – brzmi mocniej niż wszystkie pokrzykiwania sejmowe razem wzięte.
Wyrok TSUE nie wymaga zmiany prawa, mówi Łętowska. Wystarczy zmienić praktykę: uznawać, że skoro w Berlinie czy Brukseli można wziąć ślub z osobą tej samej płci, to i w Polsce urzędnik musi to uznać, nawet jeśli sam nie wie, gdzie leży Berlin.
To dobra wiadomość. Tak, jak dobra jest gorycz satysfakcji, którą czuje Łętowska – od dekad powtarzająca, że Konstytucja nie jest straszydłem. To raczej zwierciadło. I że to, co w nim widzisz, mówi więcej o tobie niż o prawie.
ZWIĄZKI PARTNERSKIE: CZYLI JAK NIE WPROWADZIĆ RÓWNOŚCI
Zamiast związków partnerskich – „status osoby najbliższej”. Zamiast uznania rodzin – cywilna umowa u notariusza. Rząd, który jeszcze rok temu zapowiadał historyczne zmiany, dziś ucieka w semantykę i notarialne eufemizmy. A Katarzyna Kotula – pełnomocniczka ds. równości (!) – z powagą ogłasza sukces, którego nikt nie chciał i o który nikt nie prosił.
Społeczność LGBT+ mówi jasno: nie o to chodziło. „To nie kompromis, to degradacja” – mówią działacze z Miłość Nie Wyklucza. Po dwóch latach prac, rząd oferuje „wolnościową” umowę, która nie daje statusu rodziny, nie rozwiązuje problemów opieki nad dzieckiem, nie zapewnia pełni praw majątkowych. Politycy stają na głowie, żeby nie dać żadnych praw tym strasznym gejom i lesbijkom.
Lewica udaje, że to sukces, PSL triumfuje, że nic się nie zmienia, a premier Tusk patrzy w bok. A przecież sąd w Strasburgu już orzekł: Polska łamie prawo. I łamie je nadal, z premedytacją.
Największa ironia? Polacy są już gotowi. Większość badanych popiera związki partnerskie. Ale politycy, jak zawsze, spóźnieni, wystraszeni, niegotowi. I tak oto, w kraju z najgłośniejszymi marszami równości w regionie, rząd proceduje ustawę, której nikt nie chce, ale wszyscy mają udawać, że to wielki krok.
ZGORZELSKI: PSL ZROBIŁ TO PIERWSZY? NIEZUPEŁNIE
Wicemarszałek Sejmu, Piotr Zgorzelski, ogłasza, że PSL jako pierwszy w III RP złożył projekt dotyczący związków partnerskich. Owszem, PSL ma prawo do dumy z pragmatycznej inicjatywy, ale przypisywanie sobie pierwotnego autorstwa to już rewizjonizm. Od lat temat mieli i Lewica, i liberałowie, i organizacje obywatelskie. Tyle że dopiero teraz mamy wiatr w żaglach TSUE.
Projekt „ustawy o osobie najbliższej” to nie jest legalizacja tęczowych małżeństw. To raczej zgoda na istnienie czegoś, co i tak istnieje. Minimum. Zgoda na godność.
MANOWSKA: DROGA NA SKRÓTY DO TYTUŁU
I teraz dla kontrastu. Małgorzata Manowska, znana z gaszenia samorządu sędziowskiego, blokowania Zgromadzenia SN i lojalności wobec Pałacu, ubiega się o profesurę. Rada Doskonałości Naukowej dwa razy odrzucała jej wniosek. Powód? Brak wybitności, przeciętność dorobku.
Ale tu pojawia się metoda: dwukrotne głosowanie, opinia radców prawnych, którzy chcą obejść reguły. Jak to trafnie nazwała prof. Łętowska: „próba tylnymi drzwiami wprowadzenia reasumpcji”. A my wiedząc, jak bardzo tęsknimy za praworządnością, znów obserwujemy jak prawo próbuje się obejść prawnikiem.
Nie wiemy, czy Manowska uzyska tytuł. Wiemy jednak, że proces ten uczy nas o jednym: godność urzędu i etos profesury nie zawsze idą w parze z ambicjami.
RYDZYK I ŚWIĘTE KROWY
CBA znów w siedzibie Fundacji Lux Veritatis. Zabezpieczono dokumenty. Śledztwo w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Tadeusz Rydzyk traci parasol ochronny. Tomasz Siemoniak: „Nie ma świętych krów”. To ważne zdanie.
Bo w czasach, gdy polskie prawo gubi się między świeckością a kazalnicą, fakt, że służby wchodzą do instytucji dotąd świętych i nienaruszalnych, znaczy jedno: kto raz wszedł w politykę, nie może liczyć na polityczne miłosierdzie.
KANCELARIA PREZYDENTA: STREFA CIENIA
Rząd tnie wydatki kancelarii Karola Nawrockiego. Władza wykonawcza daje sygnał: czas skończyć z pałacowym rozdęciem. A Beata Kempa – dawniej twarz łagodnej opresji – podnosi alarm. „To atak na godność urzędu!” – krzyczy. Trudno nie zauważyć, że gdy ktoś odbiera przywileje, zawsze znajdzie się obrońca „tradycji”. Nawet jeśli ta tradycja kosztowała nas miliony.
GRA TOCZY SIĘ NADAL
A więc tak. Prof. Łętowska przypomina, że prawo to logika, nie magia. PSL chce być nowym liderem pragmatyzmu. Manowska chce zasłużyć na tytuł drogą na skróty. Rydzyk traci grunt pod nogami. Kempa strzeże budżetu prezydenta. A TSUE robi więcej niż wszystkie expose razem wzięte.
Polska, 2025. Tylne drzwi nie są już tylko drogą ewakuacyjną. Czasem stają się wejściem głównym do przyszłości.
Do zobaczenia w … innym felietonie


Dodaj komentarz