
Na Wawelu, wśród dźwięków organów i pomruków wiekowych murów, Arcybiskup Marek Jędraszewski ogłosił narodowi nowe objawienie: 14 procent Polaków nienawidzi Polski. Tak po prostu. Bez przypisów, bez przypuszczeń. Cytował Instytut Psychologii PAN, choć raport mówi co innego, ale kogo obchodzi prawda, kiedy można walić kazaniami jak cepem.
Tak więc według hierarchy, prawie co siódmy obywatel to wewnętrzny wróg — zawstydzony, rozczarowany, zagubiony, a przez to, w narracji Jędraszewskiego, wręcz zdradziecki. Nie „inny Polak”, ale anty-Polak. Diagnoza z ambony: zamiast duszpasterstwa — publicystyka, zamiast miłosierdzia — mem o Johnny’m Bravo.
Gdyby nie powaga miejsca, można by pomylić tę homilię z odcinkiem „Warto rozmawiać”. Ale jednak to Wawel. A na Wawelu rzeczy zmieniają się powoli. Nawet papież Franciszek zdążył umrzeć, a Marek Jędraszewski nadal trwa, niewzruszony, jak spiżowy dzwon — tylko że bije na trwogę, nie na nadzieję.
I cóż to za trwoga? Ano taka, że „nasze domy zajmą inni”, że Polska zniknie, rozpłynie się w eurozupie jak kluska z rosołu. Że Unia Europejska stanie się superpaństwem, a Polacy będą musieli… być uprzejmi dla sąsiadów. Apokalipsa, jak nic.
Oczywiście w tle pojawiły się „obce ideologie”, czyli wszystko, co nie mieści się w broszurce Kai Godek. Projekt ustawy o statusie osoby bliskiej? W oczach hierarchy to atak na rodzinę. Czyli jeśli kochasz kogoś, z kim nie masz ślubu kościelnego i pięciorga dzieci, to jesteś podejrzany. Za chwilę będziesz siedzieć w tej samej ławce co Zorro – bo przecież według badań jesteś zawstydzonym Polakiem, który zamiast nosić koszulkę z orłem, czyta książki.
A przecież o to chodzi. Władza duchowa i polityczna od lat ma obsesję na punkcie tego 14 procent. Bo to ci, którzy nie wpisują się w opowieść o narodzie jednolitym, potulnym, rozmodlonym i wdzięcznym. To ci, którzy zadają pytania, mają wątpliwości, czasem śmieją się nie w tym momencie. Czyli: z punktu widzenia kaznodziei — heretycy.
Tymczasem raport Instytutu Psychologii PAN, zamiast o „nienawiści”, mówi o wstydzie. O rozczarowaniu. O braku reprezentacji. Ale dla Arcybiskupa to za subtelne. On woli młot niż pędzel. A najlepiej młot pneumatyczny. Te 14 procent to nie zagubieni, to winni. Nie rozczarowani, lecz źli. Bo jeśli nie wpisujesz się w narrację Jędraszewskiego, to przecież nie możesz być dobrym człowiekiem.
I tak oto w Święto Niepodległości usłyszeliśmy, że niepodległość nie jest dla wszystkich. Że trzeba wybrać stronę, jak w „Gwiezdnych wojnach”, tylko bez Mocy, za to z mocnym zapachem kadzidła.
Zamiast wspólnoty — linia frontu. Zamiast refleksji — dramatyzm w wersji zambrowskiej. A wszystko to w kraju, gdzie prezydent grzmi o „obcych trybunałach”, premier deklaruje miłość i radość, a państwo nie jest w stanie ustalić, kto ma decydować o 200 miliardach z SAFE.
Może więc problemem nie są „zawstydzeni Polską”, tylko Polska zawstydzająca? Taka, w której ministrowie nie wiedzą, na co wydać miliardy, biskupi straszą Berlińsko-Brukselskim Imperium, a ludzie z IPN-u decydują, co wolno myśleć.
Jeśli ktoś tu nienawidzi Polski, to raczej nie ci, którzy czują się rozczarowani. Tylko ci, którzy cynicznie to rozczarowanie wykorzystują, żeby budować własną władzę. Na ambonie, w Pałacu i w studio telewizyjnym TV Republika i Trwam. Oni nie chcą wspólnoty — oni chcą chóru, który śpiewa tylko to, co dyrygent każe. A kto nie śpiewa, ten nienawidzi.
I dlatego, drogie 14 procent, nie znikajcie. Nie rozpływajcie się. Nie dajcie sobie wmówić, że Polska nie jest wasza. Bo jeśli Polska jest tylko dla 86 procent, to może warto się upewnić, kto naprawdę chce tej reszty się pozbyć.
Miłego dnia. Nawet jeśli czujecie się trochę zawstydzeni.

Dodaj komentarz