

Pisząc ten felieton przy piątkowej jajecznicy, łatwo zapomnieć, że gdzieś w Brukseli Ursula von der Leyen walczy z belgijskim uporem, a Mark Rutte ziewa po nocnym maratonie rozmów. Ziewnąć mogliśmy i my, bo finał jest przewidywalny: Rosyjskie aktywa zostały nietknięte. Zamiast konfiskaty – pożądny, europejski dług. Bo przecież nic tak nie scala kontynentu jak wspólne zadłużenie na 90 miliardów euro.
ROSYJSKIE PIENIĄDZE W BELGIJSKIM SEJFIE, A KLUCZ… W DYSKUSJI
Od 2022 roku rosyjskie aktywa, zamrożone z pompą po inwazji na Ukrainę, leżą sobie spokojnie w Belgii. Leżą tak spokojnie, że można podejrzewać, iż są karmione czekoladkami i lulane przez flamandzkich bankierów. Gdy wreszcie pojawił się plan, by je użyć do czegoś sensownego (np. ratowania Ukrainy przed wojenną zapaścią), premier Belgii Bart de Wever tupnął nogą i powiedział: „Najpierw gwarancje. Nielimitowane.”
Bo przecież jak wiadomo, w polityce zagranicznej najważniejsze jest, żeby nie urazić martwych rubli.
EUROPA ROBI ZRZUTKĘ
Zamiast tego, europejscy przywódcy uznali, że lepiej zadłużyć się wspólnie i pożyczyć Ukrainie 90 miliardów euro. Bo to prostsze niż przeciąganie liny z Belgią i rysowanie mapy geopolitycznej przy sejfie z rublem.
Ale spokojnie: Ukraina spłaci pożyczkę… jak tylko Rosja wypłaci reparacje. Czyli najpewniej nigdy. Ale papier wszystko przyjmie, a księgowość brukselska zna się na magii. Są tam przecież ludzie, którzy wierzyli, że Viktor Orban kiedyś stanie po dobrej stronie historii.
ORBAN I KREML – DWA SERCA, JEDEN RYTM
Premier Węgier, jak zwykle, wyróŻnił się oryginalnym podejściem: stwierdził, że zabranie pieniędzy Rosji to wypowiedzenie wojny. Panie Orban, wojna trwa od czterech lat. To nie Unia ją wypowiedziała, tylko Putin Ukrainie. Ale fakty nigdy nie były mocną stroną tego prorosyjskiego bajkopisarza z Budapesztu.
Na jego kłamstwa zareagował Radosław Sikorski, elegancko, ale bez taryfy ulgowej: „Viktorze, Rosja to agresor. Ukraina to ofiara. Ofiara ma prawo do odszkodowania. Kropka.”
KREML SIĘ CIESZY, CZYLI ZROBILIŚMY COŚ NIE TAK
Z Moskwy dobiegł rechot. Putinowy specjalny wysłannik triumfalnie ogłosił, że Unia zadała „cios podżegaczom wojennym”. Jeśli Kreml coś pochwalił, to znak, że trzeba się poważnie zastanowić nad decyzją.
Unia chciała być pragmatyczna, nie emocjonalna. Ale trudno nie mieć emocji, gdy kraj napada na inny, morduje, gwałci, rabuje i jeszcze trzyma swoje pieniądze bezpiecznie w europejskich skarbcach.
A CO NA TO POLSKA?
Rząd milczy, zajęty sprzątaniem po wieczornych numerach Karola Nawrockiego. A prezydent? Zajęty udowadnianiem, że jego priorytetem są groby sprzed 80 lat, nie umacnianie europejskiej jedności wobec Rosji. Spotkanie z Zełenskim może przynieść zwrot, ale jak znamy życie, skończy się na okrągłych słowach i kwadratowej minie prezydenta RP.
PODSUMUJMY, ZANIM KAWA OSTYGNIE:
✓ Ukraina dostanie wsparcie. To dobrze.
✓ Europa po raz kolejny wykazała, że potrafi działać wspólnie, gdy zagrożona jest demokracja. To bardzo dobrze.
✗ Ale pieniądze Putina nadal sobie leżą. I się śmieją. To źle.
✗ Belgia zachowuje się jak gospodarz, który nie chce wydać rzeczy należącej do bandyty, bo „może jeszcze wróci i będzie się denerwował”.
✗ Orban ciągle nie rozumie, że czasem trzeba być po stronie ofiary, nie kata.
✓ A Sikorski przypomniał, że dyplomacja to nie tylko uśmiech i garnitur, ale też odwaga mówienia prawdy.
Więc pijmy kawę, jedzmy jajecznicę i kibicujmy Europie, by następnym razem zrobiła to, co trzeba: wzięła rosyjskie pieniądze i oddała je tym, których domy zbombardowano za te właśnie ruble.

Dodaj komentarz