TYGRYSY, GĘSI I GŁUCHY TELEFON – CZYLI POLSKI PREZYDENT WŚRÓD DOROSŁYCH

Warszawa

Karol Nawrocki, nasz lokalny entuzjasta rekonstrukcji historycznych i człowiek, który wygląda jakby co rano przywdziewał mundur II RP, znów „przemówił”. A właściwie nie tyle on, co Marcin Przydacz – etatowy megafon pałacu prezydenckiego, człowiek wycięty z kartonowego standu konferencji prasowej. Tym razem Przydacz z wypiekami na twarzy doniósł narodowi, że prezydent Nawrocki – uwaga, trzymajcie się – powiedział Trumpowi i Zełenskiemu, że nie ufa Putinowi.

Ziemia zadrżała. Woda w Wiśle zakotłowała się od doniosłości tej deklaracji. Niespodzianka większa niż to, że Przydacz zdołał to powiedzieć bez potknięcia o własne frazesy.

Nie wiemy dokładnie, co powiedział Nawrocki, bo relacjonuje to człowiek, który potrafiłby nadać rangę państwową stwierdzeniu, że herbata jest ciepła. Ale wiemy, że padły tam słowa-klucze: „Polska stabilna”, „flanka NATO”, „pomoc Ukrainie” – wszystko, co trzeba, by wydrukować paski do TV Republika i usnąć z satysfakcją w fotelu z napisem „dostojność”.

Problem w tym, że cały ten spektakl jest równie wiarygodny, co kurs przywództwa organizowany przez ministra Czarnka. Prezydent RP został do rozmowy dokooptowany w ostatniej chwili, co samo w sobie mówi wszystko. To trochę jak zaprosić sąsiada do brydża, bo właśnie wypadł ktoś z pary – i jeszcze pozwolić mu przez dwie minuty tłumaczyć, czym jest as karo.

A Przydacz? Przydacz z kamienną twarzą wygłaszał kwestie, jakby właśnie zdjął hełm z bitwy o Westerplatte. „Prezydent zaznaczył, że Polska nie wyśle wojsk na Ukrainę, ale ma rolę do odegrania”. No jasne. Równie dobrze mógłby powiedzieć, że nie zamierza iść na bal, ale ma przygotowany strój Kopciuszka. Przydacz to człowiek, który jak mówi „koordynacja”, to myśli, że chodzi o ustawianie flag w tle.

Tymczasem Trump – żywa manifestacja ignorancji z grzywką – znów zrobił z siebie błazna. Putin coś mu szepnął o dronach, Trump zareagował „szokiem”, po czym stwierdził, że Rosja chce, by Ukraina odniosła sukces. Jasne. A wilk chce, żeby owca dobrze wypoczęła przed zjedzeniem.

Putin bawi się z Trumpem w głuchy telefon. A Trump? Trump słucha, kiwa głową, powtarza, przekręca, zapomina i w końcu twierdzi, że to jego własny pomysł. Jeśli ta dyplomacja przynosi efekty, to tylko dlatego, że rzeczywistość czasem też się gubi.

W tym wszystkim Polska wygląda jak figurant – zaproszony, ale bez prawa głosu, z tekstem napisanym przez kogoś innego. Nawrocki gra rolę aktora w filmie, którego nikt nie kręci, ale on i tak nosi kostium. Przydacz dorabia do tego narrację, jakby miał kontrakt z radiem Erewań.

A na naszym podwórku: Kosiniak-Kamysz i Siemoniak błagają o rozmowę w sprawie bezpieczeństwa państwa, ale odpowiedź z pałacu to dyplomatyczny suchar: „Jesteśmy otwarci, jeśli będzie otwartość”. Można by pomyśleć, że cytują coachingową broszurkę z 2008 roku. Brakuje tylko „zróbmy to razem” i „każdy dzień to nowy początek”.

A propos nowego początku – profesor Sieroszewski przypomina, że aborcja to sprawa medyczna, nie ideologiczna. I nagle, jak na ironię, w tym całym jazgocie politycznym słychać głos rozsądku. Tak, zdarza się.

Do tego 14 miliardów na nowoczesne uzbrojenie – faktycznie dobra wiadomość. Fabryka, produkcja, pociski – realny krok naprzód. Ale w Polsce 2025 takie informacje toną w szumie banałów i pozowanych wystąpień.

Podsumowując: rok się kończy, a w pałacu prezydenckim wciąż trwa rekonstrukcja państwa, w której nikt nie zauważył, że brakuje fundamentów. Nawrocki z Przydaczem budują mosty z papier-mâché, Trump gra w teatr cieni z Putinem, a świat obraca się jak karuzela – tylko nikt nie zauważył, że już dawno odpadliśmy z niej pędem, trzymając w rękach nie mapę, lecz podręcznik do historii pisany przez amatorów figur woskowych.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights