
„To wy macie marazm w sobie, a nie ja!” – Donald Tusk, człowiek, który kłóci się nawet z ospałością.
Wywiad Donalda Tuska u Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego to coś więcej niż podcast. To narodowa sesja terapeutyczna, na której pacjent próbuje przekonać terapeutów, że wszyscy inni mają problem, tylko nie on. I co gorsza – przekonuje całkiem skutecznie.
Rozmowa nie była wywiadem. To była dobrze wyreżyserowana kontrolowana młócka, w której stary wyjadacz politycznego teatru rozstawia prowadzących jak rekwizyty na scenie. Wojewódzki – samozwańczy Hannibal Lecter obyczajówki – próbował go kąsać, ale okazało się, że Tusk jest z tych, co przychodzą na grill z własnym ketchupem i nie dają się spalić. Z kolei Kędzierski zadał kilka pytań z gatunku „dlaczego Polska nie jest jeszcze Singapurem, skoro przecież obiecywaliście?”. Odpowiedź? Bo Wy, obywatelki i obywatele, daliście Tuskowi tylko 33% mocy, a żądacie 100% skutków.
Tusk w tym wywiadzie to nie premier. To raczej główny choreograf polskiego marazmu, który próbuje zrobić piruet na środku sceny i wmówić widowni, że to Flashdance. I trzeba mu przyznać – niektórym naprawdę się zdaje, że widzą wodotryski.
TUSK JAKO WOLNORYNKOWY FREUD
Donald wszedł do studia z energią człowieka, który przeszedł przez ogień (czytaj: PiS) i teraz próbuje odbudować swój zen wśród ludzi, którzy żądają zadośćuczynienia za utracone lata. Wojewódzki chciał odwetu – najlepiej w formie telewizyjnych transmisji z procesów, tortów bez wkładki i karnego jeża dla Zbigniewa Ziobry.
Tusk – jak przystało na liberalnego Buddę – odpowiedział: „Nie wiem, jak miałbym zaspokoić pana krwiożercze apetyty”.
To piękne. Bo to nie jest odmowa. To jest sztuka uniku na poziomie Matriksa. Premier wchodzi w strefę emocjonalnego grilla, a wychodzi z niej suchy, pachnący, z lekkim uśmiechem i argumentem prawnym na ustach.
CZŁOWIEK, KTÓRY OGŁOSIŁ KONIEC KACZYŃSKIEGO
Największym newsem z wywiadu nie była analiza sondaży, nie było też rozprawianie się z Hołownią, który – cytując Tuska – wywołuje „lekkie mdłości” (co zapewne medycznie kwalifikuje się jako Hołownioza).
Nie. Największym newsem było uroczyste pogrzebanie Jarosława Kaczyńskiego. Tusk ogłosił koniec ery Prezesa. To trochę jakby papież ogłosił, że piekło się zamknęło – fajnie, ale czemu tak cicho?
W nowej opowieści Tuska to Karol Nawrocki ma przejąć kontrolę nad duszami prawicy. Trochę tak, jakby ktoś wymienił głównego szamana w plemieniu i nikt nie zauważył, że nowy też nosi czapkę z piór, ale już nie zna zaklęć.
KOBIETY, PIENIĄDZE I TRZECIA DROGA DO NIKĄD
Wywiad miał też swoje ślepe punkty. Tusk nie powiedział nic sensownego o opiece zdrowotnej, sytuacji młodych, kryzysie mieszkaniowym czy prawach kobiet. Może nie zdążył. A może uznał, że jak już zszedł do poziomu podcastów, to nie wypada mówić o umieraniu matek w szpitalach z powodu braku dostępu do lekarzy.
Ale największym osiągnięciem Tuska w tym podcaście było coś innego – udowodnił, że nadal jest najlepszym politycznym performerem III RP. Może i nie załatwia wszystkiego, co obiecał, może i nie pali ognia rewolucji społecznej, ale za to potrafi przyjść, zaimprowizować, rzucić bon motem i sprawić, że jego przeciwnicy brzmią jak uczniowie na rekolekcjach.
A WIĘC?
Czy Tusk spełnia oczekiwania? Nie. Ale sprawia, że i tak mu się kibicuje.
Czy ma plan? Wydaje się, że tak. Nazywa się: „Czekajcie cierpliwie, aż zgnije wszystko wokół, a ja nadal będę jedynym dorosłym w pokoju.”
Czy jest zmęczony? Nie on. My jesteśmy zmęczeni jego brakiem zmęczenia.
Tusk nie prowadzi już polityki. Tusk prowadzi stand-up z elementami terapii zbiorowej i elementami thrilleru politycznego. Tusk to House of Cards, ale z lepszym fryzjerem i słabszą aborcją.
A mimo to – nie ma drugiego takiego w tym kraju.
I to jest zarazem nasz kapitał, jak i klątwa.
ZAKOŃCZENIE (I PROROCTWO)
Donald Tusk wie, że nie musi być idealny. Wystarczy, że nie jest Kaczyńskim, Bąkiewiczem, Nawrockim, Hołownią, Konfederacją ani Biedroniem.
A to, w kraju tak rozchwianym jak Polska, nadal daje mu 33% władzy i 80% sympatii ludzi, którzy po prostu nie chcą się wstydzić premiera, kiedy jedzie na szczyt w Brukseli.
Czy to dużo?
Nie.
Ale wystarczy, żeby znowu wygrał.
TYTUŁ DODATKOWY (NA NAKLEJKĘ LUB KOSZULKĘ):
„NIE MAM MŁOTKA, ALE MAM TUSKA”
Dziękuję.

Dodaj komentarz