TUSK W PRZEDPOKOJU HISTORII, CZYLI REKONSTRUKCJA PRZED KATASTROFĄ

Warszawa

Gdyby Donald Tusk miał jeszcze czas, mógłby spokojnie dopracować swój polityczny comeback: tu coś podrasować, tam kogoś zwolnić, gdzie indziej rzucić bon energetyczny i przeczekać kryzys w okopach Centrum. Niestety, czas się właśnie skończył. A dokładniej: kończy się duopol PO-PiS, który przez lata przypominał grę w ping-ponga między dwoma podstarzałymi liderami, których publiczność już dawno przestała dopingować, ale nikt im nie powiedział.

REKONSTRUKCJA CZY REANIMACJA?

Tusk zapowiedział rekonstrukcję rządu. Zmiany mają być „nowym otwarciem”, chociaż w praktyce przypominają bardziej drzwi ewakuacyjne z politycznego pożaru. Radosław Sikorski zostaje wicepremierem – świetny ruch, bo Sikorski to jedyny polityk, który wygląda jakby naprawdę przeczytał traktaty europejskie, a nie tylko znał ich okładki z memów.

Powstają też dwa superresorty: gospodarki i energii. Bo jeśli Polska ma nie zgasnąć (dosłownie), trzeba coś zrobić z tym, że nasza konkurencyjność kończy się na tanich pracownikach i drogim prądzie. Brzmi rozsądnie? Owszem. Tylko problem w tym, że rozsądek nie wygrywa dziś wyborów.

NA PRAWEJ FLANCE: KACZYŃSKI I NAWROCKI NA WOJENNEJ ŚCIEŻCE

Tusk nie może już tylko administrować krajem. Bo z prawej nadciąga ofensywa. Kaczyński, choć zmęczony, wciąż chce wrócić do władzy. A ponieważ nie ma już Ziobry ani TVP na własność, rzuca ostatnią kartą: chce zmienić konstytucję. Tak, tę samą, której nie czyta nawet większość posłów, a która nagle stała się jego ulubioną lekturą.

Do tego dochodzi Karol Nawrocki – prezydent z prawicowego castingu, który publicznie deklaruje, że chce „zniszczyć Tuska”. Nie „pokonać”, nie „przekonać społeczeństwo”. Nie. Zniszczyć. Jakby Tusk był nie szefem rządu, ale złowrogim artefaktem, który trzeba wrzucić do wulkanu. Mamy więc konstytucyjne ambicje Jarosława i wendettę prezydencką w pakiecie. A wszystko to przy narastającej frustracji społecznej, którą PiS planuje zamienić w polityczne paliwo. Nieco cuchnące, ale skuteczne.

Z LEWEJ STRONY: ZANDBERG Z SIEWNIKIEM, BIEJAT Z MEGAFONEM

Na drugim biegunie mamy Nową Lewicę, ale już nie tę starą, sentymentalną wersję z „Czerwonymi Gitarami” w tle, tylko coś nowego, młodszego, bardziej wkurzonego. Adrian Zandberg – porównany do Korwina lewicy – nie chce rządzić, tylko siać idee. A że siew ma obecnie lepsze wyniki niż rządzenie, Zandberg jest w swoim żywiole.

Obok niego Magdalena Biejat – głos kobiet i 30-latek, które wcześniej głosowały na KO, ale miały już dosyć obietnic bez pokrycia i platformerskiej arogancji z budżetem. Lewica się różnicuje, ale robi to bez histerii – trochę jak hipsterzy na targu idei: każdy znajdzie coś dla siebie.

KONFEDERACJA: KIEDY ANTYPAŃSTWOWOŚĆ STAJE SIĘ PAŃSTWOWYM PROGRAMEM

Konfederacja? A jakże. Wciąż rośnie. Mentzen przekonał trzydziestolatków, że podatki to kradzież, a państwo powinno pełnić rolę paprotki w kącie salonu – niby jest, ale nie wtrąca się w rozmowę. Braun z kolei mówi do ludzi, którzy kiedyś głosowali na Kukiza, a teraz szukają bardziej wybuchowego paliwa ideologicznego.

Konfederacja rośnie, bo mówi „nie” wszystkiemu, co znane, i „tak” wszystkiemu, co nierealne. W świecie polityki, która coraz bardziej przypomina TikToka, to wystarczy. Mają młodych, mają wkurzonych, mają narrację. I – co najważniejsze – nie boją się jej używać, nawet jeśli przypomina dialog z „Mad Maxa”.

CENTRUM? GRZEJE SIĘ W KOCU I LICZY NA PRZEDTERMINOWE WYBORY

A centrum? Polska 2050, PSL, KO – wszyscy udają, że są racjonalną alternatywą, tylko nikt już nie pamięta, do czego ma ta alternatywa prowadzić. Są jak aplikacja pogodowa: coś tam prognozują, ale nikt nie bierze tego poważnie. Tusk próbuje jeszcze zebrać te siły i nadać im sens. Ale – jak powiedział klasyk – nie da się zrobić koncertu rockowego z zespołem, który zna tylko chorały gregoriańskie.

DLACZEGO TO WSZYSTKO WAŻNE JUŻ TERAZ? BO W 2027 BĘDZIE ZA PÓŹNO

Rok 2027 nie będzie zwykłymi wyborami. To będzie polityczne trzęsienie ziemi. PO i PiS mogą zniknąć z pierwszej linii, nie dlatego, że przegrają głosowanie, ale dlatego, że przegrają sens istnienia. Młodzi chcą czegoś więcej niż „nie jesteśmy PiS-em” albo „nie jesteśmy PO”.

Nadchodzi nowy duopol – skrajności ideowe, walka wizji, nie tylko interesów. Jeśli Tusk nie pokaże skuteczności teraz, jeśli nie zrobi porządku z energią, gospodarką, bezpieczeństwem i własną koalicją, to już nie będzie kogo ratować. Bo fala nie zapyta, kto miał dobre intencje. Po prostu przyjdzie.

PS. Jeśli Donald Tusk chce jeszcze kiedykolwiek zobaczyć Platformę przy władzy po 2027 roku, musi dziś zrobić więcej niż roszady w gabinetach. Musi stworzyć coś nowego. Bo czasy, w których wystarczyło być „mniej strasznym”, już minęły. I nie wrócą – nawet jeśli bardzo grzecznie o to poprosimy.


  1. WaldemaR

    Niby wszystko przeczytałem ze zrozumieniem, ale nadal nic nie wiem i nie rozumiem.

    1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

      Może pójść na spacer?

  2. Andrzej Drobnik

    Świetne podsumowanie całej sceny politycznej! Gratuluję Panie Krzysztofie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights