Tusk w kaloszach, Bąkiewicz w kamizelce, Kaczyński z fantazją

Warszawa

Tusk w kaloszach, Bąkiewicz w kamizelce, Kaczyński z fantazją

Polska walczy z żywiołem, ale polityczny kabaret jak zwykle gra w swoim własnym rytmie. Donald Tusk – premier z krwi, kości i absolutnego braku cierpliwości do politycznej tandety – zwołał sztab kryzysowy i rozpoczął działania, zanim meteorolodzy zdążyli podnieść brwi. Państwo, o dziwo, działa. Rząd pracuje, WOT stoi w gotowości, harcerskie obozy są ewakuowane, a strażacy ledwo nadążają z workami z piaskiem. W skrócie: nie ma chaosu, jest koordynacja. I to boli opozycję bardziej niż zamoczony but.

Tusk mówi z powagą, nie dramatyzując. Przypomina, że działania prewencyjne są ważniejsze niż efektowne konferencje prasowe z tłem złożonym z flag i własnego ego. Woda się podnosi, ale premier nie panikuje. Wystarczy posłuchać: „Nie muszę nikomu tłumaczyć, dlaczego się spotykamy”. Oczywiście, że nie musi. Po prostu robi to, co powinien – bez gadania, bez konfetti.

Ale w tym samym czasie, w alternatywnej rzeczywistości, pewna grupa panów w kamizelkach taktycznych i z GoPro na klacie postanowiła wziąć sprawy granicy w swoje ręce. Wjeżdża Robert Bąkiewicz – niezmiennie przekonany, że jest skrzyżowaniem Chucka Norrisa z rotmistrzem Pileckim – i organizuje „patrole obywatelskie”, które mają bronić kraju przed mitycznym zalewem imigrantów. W praktyce wyglądają jak chłopcy, którzy uciekli z obozu survivalowego, bo usłyszeli szelest w krzakach.

I co robi na to wszystko PiS? Zachwyt. Kaczyński nie tylko nie krytykuje, ale wręcz chwali. Gloryfikuje tych „dzielnych młodych ludzi” jakby odkryli na nowo granice Polski. Duda jak zawsze bezrefleksyjnie przyklaskuje, a Nawrocki uznaje ich za przejaw „dojrzałej postawy obywatelskiej”. Dojrzałość ta objawia się głównie w noszeniu rękawiczek taktycznych i rzucaniu sloganów w stronę kamer.

Kaczyński znów w formie. Nie merytorycznej, tylko teatralnej. Uprawia politykę symboliczną – w tym sensie, że każda jego wypowiedź coś symbolizuje, ale niczego nie rozwiązuje. Prezes znowu widzi wszędzie wrogów: migrantów, Niemców, Tuska, prognozę pogody. Powódź to zapewne też zagraniczna prowokacja.

W Sejmie trwa kolejna burza – niestety tylko metaforyczna. Poseł Konfederacji, Krzysztof Mulawa, podczas debaty migracyjnej zaleca wszystkim milczenie. Sam, rzecz jasna, mówi przez kwadrans. Konfederacja jak zwykle: najpierw każe wszystkim zamilknąć, a potem wrzeszczy, że są uciszani.

Szymon Hołownia – gwiazda jednego sezonu – jest obecny, choć trudno powiedzieć po co. Tusk potraktował jego „wyjaśnienia poważnie”, co jest równie eleganckie, co złowieszcze. Jakby mówił: „Dobrze, Szymonie, przyjąłem twoją prezentację, teraz proszę zgaś światło i wróć do siebie”.

Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli kieruje zawiadomienia do prokuratury przeciwko Morawieckiemu i Święczkowskiemu. GetBack, miliardy złotych, tysiące poszkodowanych – klasyczny PiS-owski hit: dużo pieniędzy, jeszcze więcej luk prawnych i zero odpowiedzialności.

A gdzieś w tle, świat wali się …, nadal. Donald Trump grozi, że zbombarduje Moskwę i Pekin (w zależności od nastroju), a Benjamin Netanjahu wręcza mu nominację do Pokojowej Nagrody Nobla, jakby to była kartka imieninowa. Gdyby nie skala zniszczeń i cierpienia w Strefie Gazy, byłoby to po prostu groteskowe. A tak – to po prostu tragifarsa.

Ale wracając do Polski: deszcz leje, woda wzbiera, a Donald Tusk stoi twardo. Nie ucieka. Nie krzyczy. Nie zaklina rzeczywistości. Działa.

To chyba dlatego Kaczyński, Duda i reszta ekipy muszą sobie rekompensować swoją polityczną bierność budowaniem własnych bohaterskich mitów – choćby z błota, drutu kolczastego i wywiadów dla TV Republika.

Bo państwo można budować albo z planem, albo z krzykiem. Tusk wybrał plan. Reszta – jak zwykle – hałas.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights