Tusk nie mógł tego momentu przemilczeć. „Sławoszu, Aleksandro…”

Warszawa

Czyli jak jeden leci w kosmos, a reszta polityki tonie w gnojówce


8:32. Polska odlicza. Tusk pisze tweeta. Sławosz Uznański-Wiśniewski odpala Falcona 9 i po chwili szybuje w stronę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. A reszta kraju? Reszta w tym czasie mentalnie siedzi w plastikowym krześle w kolejce do amerykańskiej wizy, zastanawiając się, czy selfie z kotem to już zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA.

Bo oto Amerykanie ogłosili, że jeśli chcesz się uczyć na ich Harvardach, MIT-ach i innych Yale’ach, to musisz udostępnić im swoje social media. Publicznie. Ze zdjęciami z liceum, poglądami politycznymi, memami o Trumpie i wpisem z 2017, gdzie pisałeś, że Big Mac to zawód kulinarny. Inaczej – wypad.

To już nie jest “Ziemia obiecana”. To Ziemia z loginem i hasłem.


Tymczasem w Polsce… Nad Wisłą też się dzieje. Wbrew pozorom, nawet bardzo. Radosław Sikorski na szczycie NATO krzyczy na Rosję z intensywnością apostoła po trzecim espresso, a Andrzej Duda… no cóż, reprezentuje nas tak godnie, że gdyby za dyplomację rozdawano punkty jak w Eurowizji, to dostalibyśmy zero od wszystkich, w tym od San Marino. Prezydent przemawia z powagą męża stanu i charyzmą kandydata na sołtysa w gminie Absurdowo.

Na szczęście w kosmosie nie słychać jego przemówień.


Polak w kosmosie, ale Nawrocki na ziemi. I to dopiero jest dramat.

Bo Sąd Najwyższy właśnie uznał kilka protestów wyborczych, ale uznał, że mimo wszystko wszystko było w porządku. Gdyby komuś nie działał pakiet wyborczy – to trudno, przecież można było głosować telepatycznie. A jak ktoś głosował w Wygodzie, ale komisja twierdzi, że nie – to pewnie mu się wydawało. Halucynacje, manipulacje i kombinacje – witamy w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej, gdzie rzeczywistość tworzy się przy kawie i zgodzie politycznej.

Sędzia Żmij – jedyny, który próbuje mówić, że król jest nagi – właśnie został odsunięty od rozpoznawania spraw. Bo przeszkadza. Bo mówi prawdę. Bo czytał konstytucję.


A skoro o przeszkadzających mowa, to partia Sławomira Mentzena – Nowa Nadzieja – właśnie została zmiażdżona przez PKW. W skrócie: pieniądze były, ale nie wiadomo skąd. Może z Marsa. Może od Putina. Może od babci z Toronto, która przelała 30 tys. na “ruch narodowo-przypadkowy”. PKW pyta: “Kto wpłacił?”, a Mentzen odpowiada: “No… nie wiemy. Asystent coś tam klikał.” Przypomina to próbę obrony przedszkolaka przyłapanego z ręką w słoiku z Nutellą. Tylko że tu chodzi o pieniądze, wybory i demokrację. Więc śmieszniej.


Tymczasem na świecie… Donald Trump śpiewa “Bomb Iran”, puszcza filmik z bombowcami i cytuje piosenkę o zamienianiu Bliskiego Wschodu w parking. Polityka zagraniczna? Bardziej TikTok niż Truman. Bombardujemy z refrenem i czekamy, aż świat się ugnie.

A gdy ktoś krytykuje prezydenta USA? To – bach – wiza cofnięta. Tak było z francuskim naukowcem, tak było z noblistą z Kostaryki. Tyle że nobliści już teraz muszą mieć profil publiczny na Insta, najlepiej z podpisem “Love U Trump <3”.


A Węgry? Viktor Orban, jak zawsze, z innej orbity. Siedzi w Brukseli, krzyczy na Zełenskiego: “Z całym szacunkiem, panie prezydencie, ale Unia nie potrzebuje wojny, tylko pokój i dobrobyt. Więc won z Ukrainą!” Czyli standardowy przekaz Orbana – pokój przez kapitulację. Solidarność europejska według Budapesztu: jeśli Rosja bije sąsiada, to może sąsiad sam się prosił. Tradycyjna geopolityka w stylu: “Nie mój płot – nie mój problem”.


I na koniec – Karol Nawrocki, świeżo upieczony prezydent RP, który zainstalował się w Pałacu jak nowa wersja Windowsa – działa, ale coś ciągle nie tak. Protestów ponad 10 tysięcy, nieprawidłowości udokumentowane, ale wynik “bez wpływu”. Wszystko jasne: jak coś jest nielegalne, ale nikomu nie szkodziło, to właściwie można zalegalizować. Takie podejście zresztą charakteryzuje całą prawicę – od finansowania partii po sędziowskie nominacje.


I kiedy tak patrzymy w niebo, śledząc trasę rakiety z naszym dzielnym Sławoszem, rodzi się pytanie: czy nie lepiej byłoby, żeby wziął ze sobą Dudę, Kaczyńskiego, Nawrockiego i resztę tej kosmicznej drużyny PiS-u? Kapsuła Dragon by się może przeciążyła, ale to byłby pierwszy lot w historii, w którym Polska pozbyłaby się problemów grawitacyjnych – czyli tych, które ciągną ją w dół.

A my? My trzymamy kciuki. Za Sławosza. Za Tuska. Za zdrowy rozsądek. I za to, żeby nikomu nie przyszło do głowy udostępniać Facebooka amerykańskiemu urzędnikowi w zamian za wizę. Bo tam są rzeczy, których nawet CIA nie powinno oglądać.


PS. Jeśli Nowa Nadzieja przetrwa jeszcze tydzień, to ja zostanę astronautą. Ale nie takim jak Sławosz. Takim, co ucieka w kosmos z Facebooka, Twittera, i polskiej polityki.

PPS. A ty, Sławoszu… jakbyś tam spotkał Marsjanina, to przekaż mu:
Nie przylatujcie tu. My jeszcze Kaczyńskiego nie odwołaliśmy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights