





Witajcie w czwartek, tym cudownie bezsensownym dniu tygodnia, który nie jest jeszcze weekendem, ale już nie powinien istnieć. Dziś zaglądamy do piekarnika, w którym piecze się Polska. Pachnie z lekka spalenizną, ktoś zapomniał wyjąć Kaczyńskiego z folii, a na kratce obok przypala się moralność Karola Nawrockiego. Zerkamy do sondaży, potem do Sejmu, potem do siedziby PiS, gdzie odbyła się dyplomatyczna pantomima – a na końcu do Miami, gdzie najnowsza geopolityczna groteska wystawia się na scenie.
PREZYDENT OD ŻELAZA, ALE NIE DLA PSÓW
54% Polaków ufa Karolowi Nawrockiemu. To, wybaczcie, brzmi jak wynik sondażu w uniwersum, w którym San Escobar zdobywa Oscara za film dokumentalny o metafizyce Bigosu. Prezydent z IPN-owskiej próbówki, wykuty z brązu historycznej patologii, stoi dziś na czele rankingu zaufania, mimo że właśnie zawetował ustawę o zakazie trzymania psów na łańcuchu. Trudno o bardziej spektakularny dowód, że historia nas nauczyła wszystkiego, oprócz empatii.
Wczoraj odbyło się w Sejmie głosowanie nad odrzuceniem tego weta – niestety, bez powodzenia. Potrzeba było 263 głosów. Zabrakło. Kaczyński nie przyszedł na głosowanie. Oficjalny powód? Katar. Nieoficjalny? Brak kręgosłupa. Podobno „był lekko przeziębiony”, co, sądząc po działaniach PiS ostatnich lat, oznacza „alergię na odwagę cywilną”.
Donald Tusk nazwał to „symboliczną kapitulacją Kaczyńskiego”. I rzeczywiście – trudno to inaczej nazwać, niż tchórzostwem w wersji sejmowej. Wódz prawicy nie przyszedł, nie głosował, nie powiedział ani słowa. Tylko psy się zawiodły. I może jeszcze kilku byłych wyborców.
W międzyczasie w sieci zawrzało. Sikorski skomentował, że „prezydent jest za wolnością dla giełd kryptowalutowych i łańcuchami dla psów”. Nawet Joński zapytał ironicznie, czy „ogon macha psem?”.
A gdzie był Żurek? W ministerialnej dziupli, pisząc apel do prezydenta. Prosił o podpisanie ustawy przyznającej świadczenia mieszkaniowe dla funkcjonariuszy Służby Więziennej. Bez fanfar, bez PR-u, bez rewolucji. Ot – żeby nie psuć świąt ludziom, którzy siedzą w murach więziennych, choć nie są skazani. O tym się nie mówi, bo to nie clickbait. Ale to właśnie na takich sprawach poznaje się państwo, które działa.
RANKING ZAUFANIA: NAWROCKI GÓRĄ, KOSINIAK-KAMYSZ W OBROTACH
Władysław Kosiniak-Kamysz i Radosław Sikorski ex aequo na drugim miejscu – 45% zaufania. Jeden z PSL, drugi z KO. Czyli, jeden to polityczny wentylator, który obraca się tam, gdzie dmuchnie, a drugi to poliglota na granicy pasywno-agresywnego tweetu.
Kosiniak-Kamysz znowu coś ugrał, ale nikt nie wie co. Może chodzi o zdolność mówienia godzinami, nie mówiąc nic. Może o umiejętność przetrwania we wszystkich konfiguracjach rządowych, jak wirus w klimatyzacji.
Z kolei Sikorski – człowiek, który jako jedyny potrafi zgasić Trumpa i przy okazji siebie – zawsze ciekawy, zawsze barokowy, zawsze z puentą, która może i nikogo nie przekonuje, ale jak pięknie brzmi.
Tuż za nimi – na czwartym miejscu – plasuje się Rafał Trzaskowski z wynikiem 42%. Prezydent Warszawy, wiecznie na styku miejskiej polityki i ogólnokrajowych aspiracji, trzyma się wysoko, choć spadł o kilka punktów. Nie jest cudotwórcą, ale jego zaufanie to wynik pracowitego PR-u, stabilności i tego, że wciąż jako jeden z nielicznych potrafi wypowiedzieć słowo „konstytucja” bez drgawki w oku.
A gdzie Donald Tusk? 39% zaufania. Mniej niż by zasługiwał, biorąc pod uwagę jego osobiste zaangażowanie w odbudowę demokracji, prawa, rozsądku i normalności w kraju, który przez osiem lat był zarządzany jak stacja benzynowa prowadzona przez fanów teorii spiskowych. Tusk nie jest postacią miękką – i może właśnie dlatego nie zdobywa uwielbienia, ale szacunek. Prawdziwy lider liberalnej strony sceny politycznej – z tą drobną różnicą, że nie rozdaje plusów, tylko czasem mówi „nie”.
DYPLONIEMOTA – SPOTKANIE W CIEMNO
W międzyczasie, w piwnicy przy Nowogrodzkiej, odbyło się spotkanie. Nie egzorcyzm, nie terapia grupowa – tylko oficjalna wizyta ambasadora USA, Thomasa Rose’a, u Jarosława Kaczyńskiego. Tak, tego samego Kaczyńskiego, który uciekł z głosowania w Sejmie, ale miał siłę uścisnąć dłoń amerykańskiego dyplomaty.
W komunikacie po spotkaniu padły słowa o „dobrej rozmowie”. Tu nasuwa się jedno pytanie: w jakim języku? Bo przypomnijmy – Kaczyński nie zna żadnego. Ani angielski, ani niemiecki, ani nawet własny, jeśli nie ma kartki przed sobą. Czy ambasador mówił po polsku? Czy Kaczyński porozumiewał się migowo? Czy może po prostu kiwał głową rytmicznie, a potem wrócił do mikrofalowania bigosu?
Może choruje dziś nie z powodu przeziębienia, tylko po nadmiernym machaniu rękami – od tej pantomimy politycznej, która miała udawać rozmowę międzynarodową.
ZIEMIA ŚWIĘTA KONFEDERACJI: BOSAK I MENTZEN Z KWIATEM W ZĘBACH
Bosak i Mentzen, duet z piekła memów. Bosak wygląda jakby wygrał konkurs na najbardziej spiętego człowieka Europy, Mentzen – jakby prowadził szkolenie z cynizmu dla chatbotów.
Obaj mają zaufanie w okolicach 35–37%, ale w polityce to mniej niż zaufanie do radia w taksówce. Ich elektorat przypomina zbuntowaną kolonię uczniów, którzy myślą, że anarchokapitalizm to odmiana witaminy D.
A Grzegorz Braun? Już nie Konfederacja – to Konfederacja+ z funkcją autodestrukcji. Jego poparcie to osobna planeta, zamieszkana przez ludzi, którzy oglądają debaty od tyłu, bo wtedy wszystko ma więcej sensu.
CZARZASTY I LEWICA, CZYLI KLUB DYSKUSYJNY „TAK ALE NIE”
Włodzimierz Czarzasty – marszałek Sejmu i jednocześnie człowiek, który wygląda, jakby prowadził degustację wódki w czasie przerwy sejmowej. Jego notowania – 32% zaufania, tyle samo nieufności. Idealna symetria, jakby ktoś projektował go w Photoshopie.
Zandberg? Wiecznie młody starzec. Lewica Razem nie rozumie, że polityka to nie akademicki esej, tylko walka o wpływy. Chcą mieć rację, a nie władzę – co jest urocze, jak pies w okularach, ale równie nieskuteczne.
PUTIN, ŚWINIE I MIAMI
W międzyczasie Putin ogłosił, że europejscy przywódcy to „świnie”. Cóż, jak człowiek całe życie tapla się w błocie propagandy, to świat faktycznie może wyglądać jak chlew.
Rosja dalej planuje „wyzwalanie historycznych ziem”, co w tłumaczeniu z putinowskiego oznacza: „nie mamy planu B, więc lecimy na pałę”. Jednocześnie Kreml wysyła delegację do Miami, co brzmi jak primaaprilisowy żart, ale to 2025 – więc wszystko jest możliwe.
Trump pewnie już szykuje PowerPointa z wielkim napisem: „PEACE DEAL: I FIXED IT”, nieświadomy, że historia nie rozwiązuje się w hotelu w Miami, tylko na polach bitew, z krwią, łzami i błotem.
PODSUMOWANIE? JASNE:
- Kaczyński jest chory, ale politycznie i nieuleczalnie.
- Nawrocki cieszy się zaufaniem, ale żaden pies mu nie poda łapy.
- Żurek przypomina, że państwo powinno mieć serce. Dziwne, prawda?
- PiS znowu pokazał, że jeśli chodzi o empatię, to nawet kaktus ma więcej uczuć.
- Koalicja rządząca trzyma się nieźle – głównie dzięki temu, że opozycja rozpadła się na memy.
- Braun rośnie – bo ciemność zawsze rośnie, kiedy zabraknie światła rozumu.
- Tusk nie ma najwyższych słupków, ale ma najwyższy poziom sensu.
- A my nadal nie wiemy, czy Kaczyński mówił z ambasadorem USA po angielsku, czy może alfabetem Morse’a, czy przez kichnięcia w Google Tłumacz.
Tyle na dziś. Czwartek się zaczyna, Polska znowu zdziwiona, że płonie.
Wrócę w piątek. O ile nikt znowu nie zawetuje rzeczywistości.


Dodaj komentarz