
Wyobraźcie sobie statek. Na mostku stoi Donald Tusk – trochę zmęczony, trochę opalony, ale wciąż jedyny, który naprawdę wie, gdzie jest północ. Za nim załoga: ministrowie plączący się w linach, posłowie oblewający się wodą zamiast gasić pożary, a w tle Adrian Zandberg na tratwie z opon samochodowych macha ręką i krzyczy: „To ja jestem przyszłością!”.
Fakty są proste: budżet trzeszczy, obietnice wyborcze przypominają list do Mikołaja, którego nikt nie odebrał, a projekty ustaw krążą po parlamencie jak ryby w akwarium – niby pływają, ale na głód polityczny nie pomagają. Mimo to sondaże mówią jasno: Tusk wciąż jest najlepszym kandydatem na premiera. To trochę jak w rodzinnej lodówce – można narzekać na wyschnięty ser, ale i tak jest lepszy niż stare parówki.
Polacy wiedzą, że Tusk nie jest cudotwórcą. Ale przy nim chaos ma sensowną narrację. Potrafi krzyknąć „idziemy w stronę Europy!”, a reszta gubi buty w błocie, lecz biegnie. Bo alternatywy są gorsze. Nawrocki – zapatrzony w pole pszenicy jak w objawienie. Sikorski – wyglądający jakby planował przewrót w kawiarni w Brukseli. A Mentzen? To już tylko kufel piwa, z którego dawno uciekł gaz.
Tusk robi też coś, co w Polsce graniczy z cudem: walczy o prawa zwierząt. Koniec z psami na łańcuchach, koniec z fermami norek. Można ironizować, że rząd z deficytem na plecach zabiera się za burki i futrzaki, ale przyznajmy – jeśli ktoś walczy z łańcuchami, to dobrze, bo politycznych mamy już nadmiar.
Tymczasem statek Nawrockiego naprawdę płynie na rafy. To nie odkrycie Ameryki, raczej konstatacja, że Titanic miał kiepski dzień. Z rolniczym kazaniem i patosem z dożynek prezydent wygląda jak chłopiec na tratwie z hasłem „wieś mnie poparła, więc ja wieś poprowadzę”. Problem w tym, że do portu daleko, a wiosło z brzozy nie wystarczy.
Świat się chwieje. Rosja straszy rakietami, klimat tupie nogą, a pokolenie Z boi się tankować jakby stacja benzynowa była bramą do piekła. W tym wszystkim Tusk nie jest zbawcą – jest po prostu jedynym kapitanem, który trzyma ręce na sterze zamiast nagrywać TikToka z mostka.
Dlatego, mimo deficytów i potknięć, Polacy wciąż widzą w nim najlepszego premiera. Bo gdy fale zalewają pokład, nie chcesz Mentzena z kuflem, Nawrockiego z wieńcem żniwnym ani Zandberga z megafonem. Chcesz kogoś, kto już raz dopłynął do portu – nawet jeśli po drodze rozlał kawę na mapę.

Dodaj komentarz