
Zacznijmy od bohatera narodowego – Donalda. Nie, nie tego z grzywką i pomarańczową cerą, co karmi ego o smaku hambuksa. Nasz Donald. Tusk. Jedyny człowiek w tym kraju, który potrafi jednocześnie mówić z sensem, biegać maratony i nie pomylić ustawy z Instagramem. Oceniają go różnie – połowa społeczeństwa mówi „brawo”, druga połowa „gdzie moje 500+ na psa”, ale jedno jest pewne: nikt nie powiedział, że „nie wiem”. A to w Polsce wyczyn większy niż zgoda między kierowcami na rondzie.
Donald trwa, a wokół niego – klasyczne polskie piekiełko. Oto lekcje edukacji zdrowotnej, zapowiedziane jak nowy sezon „Gry o Tron”, ale bez smoków i bez happy endu. Barbara Nowacka, pełna nadziei jak mama, która kupiła dziecku zeszyt do kaligrafii w dobie TikToka, wprowadziła ten przedmiot z myślą, że młodzież dowie się czegoś więcej o sobie niż to, co im powie Konfederacja i Kościół.
Ależ się przeliczyła. Edukacja zdrowotna okazała się kolejną ofiarą śmiertelną w wojnie ideologicznej, czyli popularnym w Polsce sporcie zespołowym, w którym nie ma bramek, tylko granaty. Zajęcia wypisują wszyscy – uczniowie, rodzice, prezydent Nawrocki, zapewne nawet ksiądz proboszcz w imieniu ministranta. Uczniowie mówią, że chcą pospać. Rodzice mówią, że chcą chronić dzieci przed seksualizacją. A Kościół? Kościół jak zawsze z gracją walczy z grzechem, który sam wynalazł.
Bo przecież lekcje, które uczą o zdrowiu, menstruacji, HPV, depresji i… zgrozo… mówieniu „nie”, to dla prawicy prosta droga do apokalipsy. Jakby sam fakt, że dziewczyna zna słowo „-szyjka macicy”, powodował, że PiS-owi spada poparcie. A przecież nikt nie powiedział, że wiedza jest zaraźliwa. Choć, sądząc po histerii biskupów – może jednak jest?
Tymczasem z Watykanu słychać głos Leona XIV, który postanowił zmienić bieg rzeki za pomocą teologicznej filiżanki. Papież mówi: „Musimy być wrażliwi. Ale księża też mają uczucia”. Czyli klasyczne „ofiary ofiarami, ale pomyślmy o reputacji gwałciciela”. Polski Episkopat już zatarł rączki. Co z tego, że ofiary wciąż nie mają praw w sądach kanonicznych, skoro Kościół może dalej odgrywać symfonię cichego tuszowania?
Nieco dalej od sutanny, ale równie blisko absurdu, Donald Trump wszedł z powrotem na scenę jak Elvis – tylko bardziej pomarańczowy i z mniejszą gracją. W ONZ wrzasnął, że świat się skończy przez migrację, by po chwili zapewnić, że „ONZ ma naprawdę, naprawdę niezwykły potencjał”. Słuchacze nie wiedzieli, czy bić brawo, czy uciekać. Klasyczny Trump: rano grozi wojną, po południu zaprasza na grilla.
A teraz plot twist: spotkanie generałów. Zwołane nagle, bez celu, za miliony dolarów. Trump twierdzi, że chodzi o „nową wizję”. Ludzie w Pentagonie mają teorię: „Trump słucha ostatniego, z kim rozmawiał”. Czyli nową strategię USA ustala kelner z ostatniego lunchu.
I na koniec: drony. Atakujące lotniska w Europie z gracją muchy w perfumerii. Tanie, skuteczne, bez imienia i nazwiska. Rosja – oczywiście „nie wiadomo czy to oni”, ale kto inny miałby interes w wysłaniu taniego plastiku na terminale? Efekt: chaos, opóźnienia i widok duńskiej premierki mówiącej, że to najpoważniejszy atak w historii. I jak tu nie kochać nowoczesności? Kiedyś wojna miała generałów i czołgi. Dziś wystarczy zestaw z Allegro.
TUSK I MELATONINA, TRUMP I DRONY, KOŚCIÓŁ I WSTECZNY – CZYLI TYGODNIOWA PARADA STYROPIANU – tak można by ten tydzień podsumować. Donald Tusk ratuje rozsądek niczym strażak w pożarze stodoły z sianem nienawiści, podczas gdy reszta establishmentu albo bawi się w „co by tu jeszcze zniszczyć”, albo urządza pogadanki o tym, że dzieciom nie potrzeba wiedzy – tylko różańca i zimnego mleka.
A edukacja zdrowotna? Cóż, przegrała z łóżkiem i kropidłem. Polska szkoła – miejsce, gdzie wiedza nie ma szans, jeśli nie przyjdzie z opłatkiem.
Życzę wszystkim zdrowia. Bo z edukacją to może być różnie.

Dodaj komentarz