



Jarosław Kaczyński przemówił. Znowu. Tym razem postanowił rzucić cień na swojego nowego ulubionego problematycznego sąsiada z politycznego osiedla – Grzegorza Brauna. Lider PiS, występując z wyżyn swojej moralno-politycznej kazalnicy, ogłosił, że choć Braun to też Polak (co za łaska), to jednak z jego nacjonalistycznymi zapędami nie bardzo da się iść na piwo, nie mówiąc o koalicji.
„Trzeba trzymać się ziemi” – powiedział Kaczyński z tą powagą, z którą mówi się „nie wkładaj palców do kontaktu”. No i tu się zgadzamy: ktoś w tej całej farsie powinien trzymać się ziemi, bo reszta dryfuje między ścianą płaczu a granicą psychiatrii sądowej.
BRAUN: MIĘDZY GAŚNICĄ A EUROPĄ
Grzegorz Braun, samozwańczy teolog kabaretu politycznego, jest dziś nie tylko politykiem, ale także bohaterem sali sądowej, gdzie z radością i nabożeństwem odprawia swoją liturgię męczennika. Oskarżony o zgaszenie świec chanukowych gaśnicą w Sejmie, naruszenie nietykalności cielesnej i inne akty mistyczno-absurdalnej agresji, Braun broni się jakby grał w kiepskim filmie wojennym pt. „Wiem, że jestem winny, ale nie mam czasu na karę, bo muszę uratować cywilizację chrześcijańską”.
Podczas procesu w sądzie nie zawiódł – wnioskował o wyłączenie sędziego, bo ten jest „neosędzią”, co w słowniku Brauna oznacza „człowieka z dyplomem po 2017 roku”. Gdyby mógł, pewnie wniósłby też o wyłączenie grawitacji i rozsądku, ale na to jeszcze nie ma paragrafu.
KACZYŃSKI: JESTEM RACJONALNY, TYLKO NIKT TEGO NIE ZAUWAŻYŁ
Kaczyński, który przez lata flirtował z granicą racjonalności i narodowego mesjanizmu, dziś stara się sprzedać swoją przeszłość jako „realpolitik”. Tłumaczy więc, że PiS popełniało błędy, ale było to „racjonalne błądzenie”. Niczym pijany przewodnik górski mówi: „idźcie za mną, bo ja wiem, gdzie się zgubiłem”.
„Jesteśmy gotowi współpracować z tymi, którzy mają inne poglądy, ale są racjonalni” – ogłosił. Czyli nie z Braunem, który ewidentnie prowadzi politykę na modłę średniowiecznej inkwizycji spotkanej z LARPEM.
A jednocześnie, jak rasowy polityczny magik, Kaczyński puszcza oko do wyborców Brauna, mówiąc, że „to też są patrioci, tylko zmanipulowani”. Czyli: kocham was, ale nie głosujcie na tamtego szaleńca. Kaczyński odcina się od Brauna jak pan młody od byłej narzeczonej, która wpadła na wesele z miotłą i transparentem „spisek masonerii!”
KONFEDERACJA: WZRUSZENIE BEZ TREŚCI
Konfederacja tymczasem rośnie w sondażach, jak ciasto drożdżowe bez kontroli jakości. Polityczna siła, która podnosi głos w sprawach, które istnieją tylko w ich broszurach. Braun, Korwin, Mentzen – to trio o kompetencjach dyżurnych trolli historycznych, a mimo to przebijają się do umysłów sfrustrowanych obywateli. Dlaczego? Bo mówią prosto: „winni są oni, nie my”.
PiS zaczyna się tego bać. Kaczyński czuje na plecach oddech prawicowej szurii, której sam kiedyś uchylał drzwi. Teraz próbuje je zamknąć, ale robi to z gracją dziadka, który próbuje złapać drona.
BRAUN VS. RZECZYWISTOŚĆ
Proces Brauna to nie tylko sprawa sądowa, to reality show z elementami tragedii narodowej. Gaśnice w Sejmie, choinki w koszu, ataki na dyrektorów szpitali – to nie są czyny polityka. To zachowania człowieka, który pomylił mandat z pozwoleniem na happening.
I właśnie to zrozumiał – po latach – Kaczyński. Choć brzmi to jak żart, to on dziś chce być rozsądnym ojcem narodu, który ostrzega dzieci: „nie bawcie się z tym chłopcem z gaśnicą”. Problem w tym, że sam jeszcze niedawno oddawał mu kredki i zostawiał klucze do sali zabaw.
ZACHÓD SIĘ DZIWI, WSCHÓD SIĘ ŚMIEJE
A gdzieś w tle tego spektaklu, Zełenski rozmawia z Macronem, Starmerem i Merzem o pokoju, bezpieczeństwie i przyszłości kontynentu. Polska, zamiast siedzieć przy stole, siedzi na zapleczu, próbując wyrzucić choinkę przez okno i tłumaczyć Europie, że to była tradycyjna forma sprzeciwu.
Trump wysyła pocałunki do Putina, Tusk ostrzega świat przed nową wersją Jałty, a Polska debatuje, czy można współpracować z gościem, który pluje na świecznik chanukowy, bo ma akurat wenę.
PUENTA? PROSZĘ BARDZO
Kaczyński mówi: „Trzymajmy się ziemi”. Zgoda. Ale jeśli już, to może nie zakopywać się po uszy w bagnie skrajności, a potem udawać, że to termalne spa.
Braun powinien trzymać się rzeczywistości. PiS – odpowiedzialności. A wyborcy? Cóż, wyborcy powinni wreszcie przestać dawać się prowadzić przez ludzi, którzy mylą parlament z TikTokiem, a politykę z kabaretem opartego o ksenofobię stand-upu.
Polska zasługuje na lepszy teatr. Chociażby taki z aktorami, którzy znają tekst.
Kurtyna.

Dodaj komentarz