TRZY TYSIĄCE LAT NA TRUMPA, CZYLI KIEDY EGIPT STAŁ SIĘ PLANETĄ EGO

Warszawa

Szarm el-Szejk – kurort, w którym słońce zawsze świeci, a rozsądek topi się szybciej niż lód w whisky Donalda Trumpa. Po triumfalnym występie w Knesecie, gdzie oklaski trwały dłużej niż wojna, amerykański prezydent wreszcie dotarł do Egiptu. Spóźniony, opalony reflektorami i gotów ogłosić coś, co sam uznał za najważniejsze wydarzenie od stworzenia świata. Cytując samego bohatera:
To zajęło trzy tysiące lat, by dojść do tego punktu. Potraficie w to uwierzyć? I to się utrzyma. To się utrzyma.

Trzy tysiące lat. Trump, który ledwie potrafi utrzymać uwagę przez trzy minuty, właśnie ogłosił, że dokonał dzieła Mojżesza, Mahometa i ONZ w jednym. Świat zamarł – a on, w świetle jupiterów, podpisał dokument, którego nikt nie widział, ale wszyscy oklaskiwali.


PLAN POKOJU NA MIARĘ PLANETY TRUMPA

Plan – jak to ujął sam autor – „bardzo kompletny”. Cokolwiek to znaczy, bo szczegóły nie zostały ujawnione. Wiadomo tylko, że Gaza ma się „oczyścić”, Hamas rozbroić, a na czele międzynarodowej Rady Pokoju stanie… Donald Trump. W roli duchowego przewodnika wspomoże go Tony Blair, który, jak wiadomo, ma w sprawach Bliskiego Wschodu doświadczenie – głównie w ich psuciu.

Trump stwierdził też, że „można już zacząć czyszczenie” – co zabrzmiało jak instrukcja dla ekipy remontowej, a nie propozycja polityczna. Zresztą, kto jak kto, ale on zna się na czyszczeniu – zwłaszcza historii i rachunków.

A gdy prezydent Egiptu el-Sisi wręczył mu najwyższe odznaczenie kraju, Trump z pokorą faraona przyjął je jak kolejny dowód na boskość:
To ogromny zaszczyt. Ten gość zlikwidował przestępczość. Dobrze się tu żyje.

Słowa o dyktatorze, który więzi dziennikarzy i opozycję, padły z ust człowieka, który uwielbia „silnych liderów”. Jak się okazuje, pokój można budować na fundamencie czołgów i pałek, byle był catering i kamery.


ZŁOTY ŚWIT W STREFIE GAZY, CZYLI PIACH, ŚWIATŁO I PROPAGANDA

Trump zapewnił, że Gaza wstaje do życia. „Cywile wracają do domów, zakładnicy łączą się z rodzinami, wstaje nowy piękny dzień.
To prawda – z tą różnicą, że wiele z tych „domów” to ruiny, a powrót do nich przypomina piknik na cmentarzu. Ale kto by się przejmował detalami, skoro na scenie stoi człowiek, który właśnie wymyślił pokój na trzy tysiące lat.

Egipt, Katar, Turcja – wszyscy podpisali. A Trump ogłosił, że to historyczny moment, „najważniejszy dzień dla Bliskiego Wschodu od 50 lat”. Po czym dodał, cytując klasyka… siebie:
Tylko 50 lat?

Świat się śmiał. On nie.


ŚWIAT SIĘ KŁANIA, POLSKA – JAK ZWYKLE W DOMU

W Szarm el-Szejk zabrakło oczywiście Polski. Zamiast prezydenta – cisza. Zamiast flagi – pustka. Tylko Orbán, zadowolony jak kot po kremówce, wrzucał tweety z uśmiechem: „Trump znowu to zrobił!”.

A my? Cóż, nasze władze pewnie w tym czasie ustalały, czy plan pokojowy nie obraża uczuć narodowych i czy Rada Pokoju nie jest przypadkiem masonerią. Prezydent Nawrocki może i nie poleciał, ale z pewnością obejrzał transmisję w TVP, popijając herbatkę z Czarnkiem i notując w kajeciku: „Warto pomyśleć o Radzie Narodowej Moralności. Bez Arabów.”


TRUMP JAK FARAON, ŚWIAT JAK STATYŚCI

Trump wyszedł z sali z szerokim uśmiechem, machając dokumentem, który – jak sam powiedział – „będzie obowiązywał”. I pewnie będzie – tak długo, jak długo on sam będzie o tym mówił.
Bo oto, w jednym dniu, historia pokoju na Bliskim Wschodzie została przepisana na język show-biznesu. Zamiast map – selfie. Zamiast negocjacji – ordery. Zamiast wizji – teleprompter.

Gdy faraonowie budowali piramidy, wierzyli, że przetrwają tysiące lat. Gdy Trump podpisuje porozumienia, wierzy, że przetrwają do wieczornego wydania Fox News.


EPILOG: PLAN POKOJU, CZYLI TRZY TYSIĄCE LAT ŚMIECHU

Trump odleciał, el-Sisi został z medalem, a Bliski Wschód z kolejnym dokumentem, który niczego nie zmienia. Gaza nadal w ruinie, Izrael nadal czujny, a świat nadal naiwny.

Ale jedno się zgadza: to faktycznie trwało trzy tysiące lat. Tyle bowiem trzeba było czekać, żeby ktoś z absolutną powagą ogłosił, że jest w stanie „zacząć czyszczenie” wojny.

A więc – dziękujemy, Panie Trump. Historia znów może odetchnąć. Byle do kolejnej konferencji prasowej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights