


Kiedy Donald Trump ogłasza, że zakłada Radę Pokoju, człowiek o przeciętnym instynkcie samozachowawczym powinien najpierw sprawdzić, czy nie chodzi o jakąś nową edycję reality show. W końcu mówimy o politycznym showmanie, który uważa, że dyplomacja zaczyna się tam, gdzie kończy się alfabet i zaczyna się Twitter. Tymczasem nie – Trump naprawdę tworzy Radę Pokoju. I co więcej – zaprosił do niej Karola Nawrockiego. Prezydenta Polski. Człowieka, który jeszcze w zeszłym roku myślał, że spotkanie z Trumpem to sukces. Teraz okazało się, że to może być także problem.
PUŁAPKA PIERWSZA: KTO ZASIĄDZIE OBOK?
Ależ to towarzystwo. Przy stole Rady Pokoju mają zasiąść m.in. Aleksandr Łukaszenka (tak, ten sam, co wciąż bawi się w porwania opozycjonistów), Władimir Putin (nie trzeba przedstawiać), Recep Tayyip Erdoğan (zawodowy balansujący) oraz Viktor Orbán, który od lat ćwiczy rozciąganie między demokracją a autorytaryzmem. Do tej parady „pacyfistów” zaproszono także Chiny – bo przecież pokój i partia komunistyczna to synonimy, prawda?
Dla Karola Nawrockiego obecność w takim towarzystwie to coś więcej niż dyplomatyczne faux pas. To jakby zaprosić się do drużyny hokejowej, w której grają tylko bokserzy. Można próbować dotrzymać im kroku, ale pytanie brzmi – po co? Bo przecież nie po to, by bronić interesu Polski u boku ludzi, którzy ten interes depczą od lat.
PUŁAPKA DRUGA: PLAN TRUMPA NA PO TRUMPIE
Rada Pokoju to nie instytucja międzynarodowa. Nie ONZ, nie NATO, nawet nie Klub Miłośników Czekolady z Dolnego Śląska. To prywatny projekt Trumpa, który – jak wynika z przecieków – będzie finansowany przez członków (każdy ma płacić okrągły miliard dolarów), zarządzany przez Trumpa i obsadzany przez Trumpa. Jeśli to nie brzmi jak plan na utrzymanie politycznego wpływu po 2029 roku, to ja jestem Jared Kushner.
Trump – jak zwykle – nie uznaje ograniczeń kadencji. On chce grać dalej, nawet po zejściu ze sceny. I robi to z rozmachem. W Radzie już są jego zaufani: Marco Rubio, Steve Witkoff, Jared Kushner, a nawet Tony Blair, który wygląda na zagubionego w tym towarzystwie, jak aplikacja pogodowa na Marsie. Rada ma „zarządzać” Strefą Gazy, wspierać rozejm i odbudowę regionów objętych konfliktem. Innymi słowy: bawić się w geopolityczne SimCity, ale na żywo.
Co zrobi Nawrocki, jeśli w 2029 władzę w USA przejmie demokratyczna administracja i powie: „Sorry, ale wasza Rada to nie nasza bajka”? Zostanie z ręką w nocniku, w którym siedzi miliard dolarów i Putin.
PUŁAPKA TRZECIA: KONSTYTUCJA DZWONI I PYTA „CO TO MA BYĆ?”
Polska konstytucja nie przewiduje, że prezydent może, sam z siebie, dołączać do międzynarodowych struktur. Polityką zagraniczną kieruje rząd. Prezydent reprezentuje, podpisuje, ratyfikuje, ale nie wymyśla. Rada Pokoju nie jest organizacją międzynarodową w rozumieniu prawa, więc jakiekolwiek zaangażowanie Nawrockiego wymagałoby nie tylko opinii MSZ, ale najpewniej nowelizacji przepisów i zgody Sejmu. A tego raczej nie będzie. Donald Tusk nie wygląda na człowieka, który z radością powitałby fakt, że jego prezydent rozmawia o pokoju z Putinem przy kawie.
Przydacz kombinuje, konsultuje, analizuje. Ale sytuacja jest patowa. Nawrocki nie może wejść do Rady bez złamania konstytucji albo obrażenia USA. Albo jedno, albo drugie. Albo oba na raz. W skrócie: zaproszenie Trumpa to list miłosny z ładunkiem wybuchowym w środku.
PRZYPADKOWY POKÓJ, CELOWA NARRACJA
Trump próbuje narzucić nowy paradygmat: świat ma być zarządzany przez silnych. Czyli przez niego. A reszta ma płacić za przywilej bycia na zdjęciu. Dla Polski to zaproszenie to nie zaszczyt, tylko test. Test tego, czy potrafimy powiedzieć „nie” nawet najgłośniejszemu sojusznikowi. Bo nie każda propozycja to okazja. Czasem to przynęta. A ta pachnie jak mięso w sklepie bez lodówki.
A W TLE: ROZPAD I AMBIWALENCJA
Podczas gdy Pałac Prezydencki zastanawia się, czy wejść do Rady Pokoju, Polska 2050 próbuje się nie rozpaść szybciej niż Rada sama w sobie. Paulina Hennig-Kloska najprawdopodobniej przejmie władzę po Szymonie Hołowni, który znów postanowił „się wycofać, ale nie do końca”. PSL patrzy na to wszystko z przerażeniem i rozważa, czy jeszcze raz odtworzyć Trzecią Drogę, czy może już czas zawrócić na wieś i zostać stowarzyszeniem działkowców.
W SOP trwa chaos po zawieszeniu generała Jaworskiego, którego kariera rozbiła się o kradzież samochodu Tuska i wewnętrzne podziały. Państwo – jak zwykle – radzi sobie lepiej na papierze niż w praktyce.
NAWROCKI MIĘDZY PUTINEM A TUSKIEM
Ironia całej tej historii polega na tym, że Trump, próbując wyróżnić Karola Nawrockiego, wepchnął go w objęcia Donalda Tuska. A jeśli jest coś, czego Nawrocki chciałby uniknąć bardziej niż wspólnego zdjęcia z Putinem, to właśnie wspólne oświadczenie z Tuskiem. Tymczasem przyszłość wygląda jak partia szachów, w której Król już został zamatowany, tylko jeszcze nikt mu nie powiedział.
Czasem największym wyzwaniem nie jest przyjąć zaproszenie, ale wiedzieć, kiedy je odrzucić. Rada Pokoju? Bardziej Rada Przypadku. I lepiej, żeby Polska w niej nie grała żadnej roli.

Dodaj komentarz